wtorek, 9 maja 2017

ROZDZIAŁ IV

   W górze kłębiły się zwiastujące deszcz chmury. Przygnębiały swoją ciemną barwą, wręcz przygniatały. Powtarzały, że tego dnia wydarzy się coś złego.
   Umysł Noelii zajmowały czarne scenariusze, odgrywające się w coraz to nowych miejscach. Jeśli nie pamiętała dokładnie wyglądu ulic z wirtualnych map, dodawała pasujące szczegóły, a gdy napotkała opór w postaci nigdy nie odwiedzonej Trzebnicy, wymyśliła jej wygląd. Co jednak zadziwiło ją samą, odczuwała nutkę ekscytacji nowym doświadczeniem. Nie przyznałaby się do tego nikomu. Ledwo zrobiła to przed samą sobą – dziewczyną, która do tej pory nie skrzywdziłaby innego człowieka. Dlaczego więzienie drugiej osoby, w przeciwieństwie do zabójstwa, nie wydawało się niewłaściwe? Może to wina brzmienia wyrazu – zabójstwo kojarzy się ludziom z czymś ostatecznym, podczas gdy więzienie z zasłużoną karą. Kamila definitywnie zasługiwała na karę. A może Noelia nie chciała być uważaną za osobnika najgorszego sortu. Czy może dziewczyna nie chciała zabijać, bo społeczeństwo nauczyło ją, że tak się nie robi? Czy to teraz miało w ogóle znaczenie? Nie powinna zastanawiać się nad tego typu rzeczami, kiedy wszystko nie zostało jeszcze załatwione.
   Czekała na Kombinatora. Powiedział, że przyniesie linę, odpowiednio grubą, by wariatka się nie zerwała. Zapewniał, że nikt ich nie zobaczy. Pojadą Hondą Jazz jego matki, autem zachwalanym ze względu na niezawodność. Matka o niczym się nie dowie. Pojechała do Focusa z mężem, zatem prędko nie wróci. Ponoć zakupoholiczka. Chłopak sam ją wywabił z domu. Mówił, że właściwie dobrane słowa rzucone w stronę osób uzależnionych, są w stanie zdziałać cuda.
   Kiedy drzwi na nowo się otworzyły, Noelia wypuściła powietrze z płuc. Nawet nie zauważyła, że wstrzymywała oddech. To musiało być zdenerwowanie... albo pozwoliła jednemu ze scenariuszów na zbyt bogate życie gdzieś w podświadomości. Co, jeśli nikt by się nie pojawił?
   – Właź do tego ganku, radzę – podjął Kombinator. – Pewnie pomyślisz, że jestem masochistą, jeśli zacznę paradować na dworze nie tylko w kominiarce, a jeszcze ze sznurem.
   – A jesteś? – zapytała Noelia, całkiem poważnie, by potem, stwierdziwszy, że nie ma innego wyboru, zniknąć za nastolatkiem w drzwiach.
   Znalazła się w ciemnym pomieszczeniu wypełnionym owocowym zapachem. Najprawdopodobniej składnikiem odświeżacza powietrza były jabłka oraz pomarańcze, może coś jeszcze. Na początku niewiele widziała, po zapaleniu światła jednak odkryła, że weszła do pomieszczenia wyłożonego z każdej strony jasną boazerią. Naprzeciw mieścił się sięgający do sufitu szeroki regał wykonany z ciemniejszego drewna, na którym, jedne przy drugich, stały słoiki pełne miodu o różnych barwach – od białej do niemal czarnej. Niedaleko regału, w ścianie umiejscowionej na lewo od blondynki, widniał zarys drzwi. Wykonane z tego samego jasnego drewna, co boazeria, sprawiały trudności w dostrzeżeniu. Po prawej stronie dziewczyny, tuż pod ścianą, stała niewielka ławka, w sam raz dla dwóch lub trzech osób, obok której gnieździło się bodajże z dziesięć par butów.
   – Oczywiście, że nie – odpowiedział przyjaciel Maćka, palcem wskazującym wolnej ręki pocierając policzek zakryty przez kominiarkę. Klapnął na ławkę. – Myślisz, że aż tak nie mam nic do roboty, że chcę wepchnąć się do kicia? Sąsiedzi mogą znosić kominiarkę, ale wątpię, by inne ustrojstwa, takie jak sznurki, były w ich zakresie tolerancji.
   – Ten sznur jest wytrzymały?
   Jasnobrązowy sznur wyglądał, co prawda, na wytrzymały, jednak życie nauczyło Noelię, że lepiej się upewnić, nawet jeśli sprawa dotyczyła najlepszego terminu wycinania świerków czy czegoś innego równie bzdurnego.
   – Jasne – odparł z przekonaniem Kombinator. Zaczął rozwijać zwinięty w kłębek sznur, najprawdopodobniej w celu pokazania jego długości oraz grubości. – Ale to dziadzie pulchne! Za dużo podjadło. To ma ze dwa centymetry! – Położył sznur na podłodze, niedaleko stóp, przypatrując mu się z uznaniem. Zapewne zamierzał trochę mu się poprzyglądać. – Nie zerwie się. Nie znam też kreatywnych sposobów na przecięcie tego ustrojstwa bez używania oczywistych narzędzi.
   – To znaczy?
   – Przecież nie zamierzasz w tamtej chacie zostawiać tej psychopatce wszystkich przyborów, no nie?
   – Tam w ogóle są jakieś przybory?
   Chłopak głośno westchnął, opuszczając ręce w geście irytacji.
   – No nie, tam nic nie ma – powiedział, jednak w jego głosie nie dało się usłyszeć ani odrobiny zdenerwowania. – Rudera, jakich mało. Ostatnio często tam łażę, żeby uciąć sobie drzemkę od kapeli. Oni kiedyś tam za mną leźli, ale teraz im się znudziło. Gadają, że wolą bloki i przedszkole, chociaż tego ostatniego wyboru to ja ni w ząb nie ogarniam.
   – Nie mów mi tylko, że robią kawały tym biednym dzieciom.
   – Właśnie nie. – Kombinator pokręcił głową, jakby chciał wzmocnić znaczenie swoich słów. – I dlatego ich nie ogarniam. Tam się nawet nie ma czym upaprać!
   Noelii coś tu nie grało. Odnosiła wrażenie, że chłopak wspomniał to przedszkole z zamiarem odwrócenia uwagi od czegoś istotnego. W dodatku blondynka nie dogrzebałaby się do dowodu świadczącego o kłamstwie. Nie znała kumpli Kombinatora, a nawet gdyby było inaczej, oni również mogliby kłamać – i to raczej nie po to, by go kryć. Tacy kawalarze wciskaliby dziewczynie kit, żeby zrobić sobie z niej ubaw, bądź rzeczywiście podczas rozmowy jeden z nich wymyśliłby genialny plan wykorzystania przedszkola i żałując, że to nie on lub jego zgraja na to wpadli, udawałby głupka, a reszta w lot załapałaby, o co chodzi. Noelia widziała już podobne akcje w sierocińcu. Jeden z dzieciaków nie zamierzał przyznać się innemu, dokąd on oraz jego dwójka kolegów zniknęli na trzy godziny, więc zmyślił coś o podkradaniu słodyczy ze wspólnej kuchni. Później jego koledzy faktycznie zajęli się podkradaniem, a podkradać mieli co, bo dom dziecka, w którym umieszczono Noelię, nie należał do biednych.
   – Jesteś pewien, że nie wchodzą już do tamtego domu? – zaciekawiła się jasnowłosa. – Skąd możesz to wiedzieć? Masz obładowane kamerami wszystkie pokoje czy coś?
   Kombinator znowu westchnął, tym razem jakby ze zmęczenia.
   – Nie. – Pokręcił głową. – Zaufaj mi. Wiedziałbym, gdyby ktoś się tam jeszcze kręcił.
   Noelia pokręciła głową w niedowierzaniu.
   – A co, jeśli jednak ktoś z twoich kumpli tam wejdzie? No...? Co wtedy? Komuś może się nagle zachcieć.
   – Ty masz chyba jakąś paranoję. Nawet gdyby tam zajrzeli, wątpię, by cokolwiek wydali glinom.
   Znajomi Kombinatora naprawdę nic by nie powiedzieli? Podejrzane. Czyżby mieli już doświadczenie w trzymaniu kogoś na uwięzi? I co Kombinator chciał osiągnąć poprzez podanie pomocnej dłoni? Znał Kamilę? Być może pragnął zemsty z powodu wyrządzonej mu w dzieciństwie krzywdy, ale bał się podjąć kroki prowadzące do urzeczywistnienia planu. Jeśli tak, dlaczego teraz zmienił zdanie? Przypadkowo natrafił na kogoś, kogo postanowił wykorzystać, ponieważ sądził, że zapłaci za to niską cenę? Mylisz się – pomyślała blondynka. – Myślisz, że nie jestem ci nic w stanie zrobić, bo wymusiłam na Maćku spotkanie z tobą. Myślisz, że cię potrzebuję. Na razie to faktycznie prawda, ale sprawy szybko się odwrócą. Nie myśl, że będę potrzebować cię wiecznie. Maciek musi coś na ciebie mieć, a wtedy pożałujesz wykorzystywania mnie.
   – Kamila nie jest pierwszą twoją ofiarą, co?
   – Nie mam pojęcia, o co ci chodzi – odpowiedział ze spokojem chłopak, małym palcem rysując koła na granatowych dżinsach.
   Oczywiście, że nie. Nie przyzna się.
   – Daj spokój. – Mimo umiejscowienia w kiepskiej sytuacji, Noelii niewiele zostało do śmiania się w najlepsze. – Myślisz, że nie wiem, dlaczego ukrywasz się pod tą kominiarką?
   – Tylko tak ci się wydaje, no ale dobra, jedź z tą teorią, skoro tak cię parzy w język.
   – Teorią? Zdaje się, że już ci ją przedstawiłam, ale jest też druga... Znasz Kamilę?
   Kombinator się zaśmiał. Był to śmiech, którego większość ludzi nie chciałoby usłyszeć. Jakby pochodził od osoby, która właśnie wylądowała w psychiatryku – tak samo szalony, tak samo donośny i nie do zniesienia.
   – Skąd, u diabłów na ziemi, miałbym to wiedzieć? Jest zbyt wiele osób o tym imieniu, a ty nie podałaś mi nazwiska. Najgorzej, jak jest jeszcze popularne typu Kowalska. Wiesz, ile takich Kowalskich po planecie się wałęsa? Nie masz zdjęcia, to nie kumasz, kto to jest i kumać nie będziesz. Nawet z rzadszym nazwiskiem byłoby szambo, a co dopiero milion szamb.
   W sumie to racja. Nie powinna była zadawać takich głupich pytań. No ale dlaczego, u licha, chciał jej pomóc? Widział w tym wszystkim potencjalną rozrywkę, odskocznię od nudnego żartowania z kolegami?
   – Mówisz czasem jak Maciek, wiesz o tym?
   – Jestem dość spostrzegawczy.


*

   Szarobrązowe siedzenia dostarczały zaskakującego komfortu. Jakąkolwiek przyjęłoby się pozycję, znalezienie najmniejszej niedoskonałości graniczyło z cudem. Noelia oczekiwała choćby drobnej niewygody, lecz nic z tego. Samochód był identyczny – czy to w najwspanialszym dniu egzystencji, czy w najgorszym, po którym nic nie następowało.
   – Powinnam się bać? – blondynka zapytała siedzącego za kółkiem chłopaka.
   – To chyba najbardziej idiotyczne pytanie, jakie słyszałem – towarzysz dziewczyny mruknął pod nosem, niezadowolony, jakby właśnie przyszło mu odganiać wyjątkowo natrętną muchę. – Od kiedy to strach jest potrzebny ludziom?
   – Według mnie strach jest potrzebny. Gdyby ludzie nie odczuwali strachu, światem rządziłby chaos. Ludzie zabijaliby się nawzajem...
   – Czy ja wiem... – głośno zastanawiał się Kombinator.    – To, że została wyeliminowana jedna emocja, nie oznacza, że jej śladem podążą inne. Ludzie nie zabijają innych nie tylko z powodu strachu przed capnięciem... To tutaj, tak? – Zwolnił i po chwili zatrzymał się tuż przed posesją. – Z tego, co mi pokazywałaś na mapach, wyłazi, że to tu.
   Wśród gąszczu drzew oczom Noelii ukazał się mały żółty domek jednorodzinny w kształcie prostokąta ogrodzony wysokim czarnym płotem ze wzorem przypominającym meandrującą rzekę. W sporym ogrodzie, rozciągającym się niemal przed całym budynkiem, rosła bujna trawa – równa, zapewne niedawno przycinana kosiarką – na której spoczywały drobinki śniegu. Na środku tego ogrodu, niczym matka sprawująca pieczę nad dziećmi, stał wysoki, rozłożysty świerk srebrny. Obok ogrodzenia i furtki – także ozdobionych wzorem meandrującej rzeki, tylko niższych – znajdował się teren wyłożony niebieskawą kostką, który kończył się blaszanym garażem będącym w stanie pomieścić wyłącznie jeden pojazd.
   – Co robimy? – zaczęła Noelia, pocierając czoło. – Przejdziemy przez płot?
   Kombinator odwrócił się w kierunku nastolatki z zamiarem zwrócenia na siebie jej uwagi. Pokiwał głową.
   – To jasne jak skowronki.
   – Nie używaj określeń Maćka, bo jeszcze pomyślę, że nim jesteś – pogroziła Noelia. – Poza tym, one wcale nie są aż takie jasne, byś musiał pożyczać powiedzenia.
   – Skąd pomysł, że to ja coś pożyczyłem? – Kombinator zaśmiał się. – Może to Żyrafa coś pożyczył... chociaż to raczej kradzież.
   – Ty bardziej wyglądasz na takiego, co kradnie.
   Kombinator ponownie się zaśmiał.
   – Przecież nie wiesz, jak wyglądam.
   – Chyba jednak jesteś masochistą.
   – Chyba? – podchwycił przyjaciel Maćka. – Ciężko mi uwierzyć, że Żyrafa z tobą wytrzymuje, ale to prawdopodobnie dlatego, że nie słyszy twojej paplającej gęby każdego dnia.
   – Co ja takiego powiedziałam?
   – Nic – wybełkotał chłopak. – Widzisz, przesiadujemy za długo w tym ustrojstwie. Kamilopard już nas zauważył, już wylazł z domu, chyba lezie do nas... trudno stwierdzić.
   – Jak ją nazwałeś?! – Noelia uniosła brwi. – Teraz tam stoi i nic nie robi. Dlaczego?
   Wyglądało to dziwnie; niedoszła morderczyni nagle zatrzymała się przy furtce prowadzącej do niby ogrodu. Stała w bezruchu z głową zwróconą ku białej Hondzie Jazz, jakby na coś czekała. A może doznała szoku po spostrzeżeniu Noelii w samochodzie. W końcu ofiara powinna uciekać od drapieżnika jak najdalej, nie podchodzić dobrowolnie, dając się pożreć.
   – A bo ja wiem... – Towarzysz Noelii wzruszył ramionami. – Możliwe, że przewidziała, że się tu dzisiaj pojawimy.
   – Niby jak?
   – Nie mam pojęcia. Idziemy, bo inaczej stracimy przewagę.
   Noelia niechętnie otwarła drzwi samochodu. Kombinator zrobił to samo, tylko bardziej energicznie.
   – Witaj, koszmarze – blondynka mruknęła pod nosem ze świadomością, że już nic nie będzie takie samo.


*


   Oczy kłamały. Mózg wypełnił obraz nieznanej osoby zaskakującymi szczegółami, czyniąc ją niepokojąco znaną.
   Nie tylko moje oczy kłamią – pomyślała Noelia. – Cokolwiek powie wariatka, zinterpretują to moje myśli. Myśli nigdy nie są obiektywne. Wariatka w rzeczywistości może mówić o czymś zupełnie innym.
   Łudząco podobna do Noelii dziewczyna niestrudzenie wpatrywała się w przestrzeń przed sobą. Nie okazywała strachu, lecz coś zgoła innego, trudnego do określenia. Antagonistka uniosła prawy kącik ust w lekkim uśmiechu przywodzącym na myśl osobę, w której życiu wszystkie pragnienia zaczęły spełniać się same z siebie, jedne po drugich, i która uważała się za twórcę doskonałego planu. Jej blond włosy, odrobinę ciemniejsze od tych Noelii, spływały niczym morskie fale, sięgały nieco poza ramiona. Falom towarzyszyła nietypowo ucięta grzywka – zaczynała się od prawej strony, po czym stawała się coraz dłuższa, by osiągnąć swój całkowity rozmiar po lewej. Środek grzywki sprawiał wrażenie wyszczerbionego. Podkreślał błękitne oczy, dodając im jednocześnie nieco inteligencji oraz swojskości. Nastolatka wyglądała nierealnie, ubrana w zwykłe czarne legginsy oraz jasnoróżową bluzkę z rysunkiem dziewczyny o kruczoczarnych włosach związanych w koka olbrzymią czerwoną kokardą. Pomimo nałożonej na bluzkę jasnozielonej kurtki, Noelia odnosiła wrażenie, że niedoszłej zabójczyni dokucza chłód.
   – Zaplanowałaś to wszystko?
   Noelia nie była pewna, co zaszczepiło to pytanie w jej umyśle i dlaczego organizm przegrał walkę.
   – Pytasz mnie, czy zaplanowałam twoje pożegnanie się ze światem? – Wróg tylko szerzej się uśmiechnął. – Zwabiłam cię tu specjalnie, korzystając z zasady wędkarza. Zarzuciłam wędkę z przynętą, a ty, głupia ryba, sama do mnie przypłynęłaś? Taki plan masz na myśli?
   Kamila naprawdę to powiedziała czy Noelii się zdawało? Może Noelia zmagała się z kolejnym koszmarem, a dziewczyna stojąca przed nią została wytworzona w jej umyśle?
   – Nie da się pożegnać ze światem – mruknęła Noelia. Skoro miała na razie tkwić w tym śnie, lepiej było podzielić się swoimi myślami, niż je tłumić. – Musiałabym powiedzieć „żegnaj” każdemu człowiekowi, każdemu stworzeniu i każdej roślinie. Nie każdy człowiek zrozumiałby, co do niego mówię ze względu na swoją narodowość, a rośliny nie zrozumiałyby niczego, bo są roślinami. Nie wspominając o tym, że brakłoby mi czasu... – Szarooka spojrzała z tęsknotą ku niebu. – Żegnanie świata powinno być raczej optymistyczne, zwłaszcza gdy druga osoba na to żegnanie pozwala. Zajęłoby czas, którego człowiekowi zdaje się, że nie posiada. To tak, jakby kupić nowe życie na loterii – człowiek nie starzeje się, a młodnieje. Nie mam pojęcia, dlaczego ludzie uważają pożegnanie się ze światem za coś negatywnego.
   – Filozof z ciebie – skomentowała Kamila. Wykonała dwa kroki naprzód, najprawdopodobniej nieświadomie. – Ale w tym, co mówisz, jest trochę racji. Nic dziwnego. Ludzie rzadko zastanawiają się nad tym, co powtarzają.
   Niedoszła zabójczyni brzmiała wręcz na zdegustowaną swoim, i tak nieoryginalnym, odkryciem. W dzisiejszym świecie praktycznie nic nie było oryginalne: nawet nowe pomysły powstawały na starych fundamentach.
   – Sądzisz, że obmyśliłaś tak wspaniały plan, że cię nie złapią, w przeciwieństwie do innych morderców? – Noelia prawie wykrzyczała, będąc na granicy wytrzymałości. Wiedziała, że nie powinna reagować emocjonalnie, zwłaszcza jeśli to był sen, ale to tak, jakby nałogowego palacza odstawić od papierosów na tydzień, po czym podsunąć mu pod nos pełną paczkę, oczekując odmowy. To oczywiste, że by zapalił. – Za kogo ty się uważasz?
   – Przecież nie złapali wszystkich – wytknęła Kamila. – Niektórzy nie są jeszcze podejrzani. Wielu później wariuje z powodu uzależnienia od zbrodni, ale to nie moja wina, że brakuje im mózgu.
   Te słowa podziałały na Noelię jak płachta na byka. Gdyby tylko miała w ręku nóż, nie pohamowałaby się przed umieszczeniem go w brzuchu wariatki. Z rozkoszą obserwowałaby krew rozlewającą się po jasnoróżowej bluzce. Przynajmniej wtedy bluzka zmieniłaby kolor na mniej denerwujący. Ale Noelia nie miała przy sobie noża – a było to zasługą Kombinatora. Wątpiła, by udało jej się wymusić oddanie przedmiotu – szczególnie teraz, gdy najbardziej korciło ją, żeby złamać daną nastolatkowi obietnicę. Poza tym, Kombinator, choć niby blisko, był daleko – stał metr za jasnowłosą, gotów rzucić się na pomoc w razie potrzeby. Próbując się z nim porozumieć zwróciłaby na siebie uwagę Kamili, która pomimo działania solo, mogłaby wtedy wygrać.
   – I sądzisz, że taka psychopatka jak ty nie może się uzależnić?
   – Lepiej być psychopatką niż socjopatką – powiedziała wymijająco Kamila. – Człowiek staje się socjopatą dzięki wpływowi środowiska, w jakim się wychowywał. U psychopatów ich natura ma podłoże genetyczne. Psychopaci nie musieli przeżyć różnych okropieństw, które jest w stanie zgotować człowiekowi drugi człowiek, by stać się tym, kim są. Socjopaci łatwiej dają ponieść się emocjom. To prowadzi do nieprzemyślenia zbrodni. Psychopaci są bardziej skłonni do planowania zbrodni i planują je po to, żeby coś zyskać. Nie zabijają nikogo pod wpływem emocji, a w wyniku chłodnej kalkulacji.
   – Dobra robota – zakpiła Noelia. – Musisz mieć niezłą obsesję na punkcie psychopatów i socjopatów. Pewnie zastanawiałaś się, do jakiej grupy przynależysz.
   Kamila wzruszyła ramionami.
   – Ty raczej do socjopatek – powiedziała z zadowoleniem bardziej pasującym do omawiania ulubionej sceny filmu aniżeli obecnej sytuacji. – Inaczej byś do mnie sama nie przylazła z tym swoim durnym planem.
   Odważna jesteś, choć bezbronna. Nie wiem, co zaplanowałaś, ale jakbyś nie widziała, nie jestem sama.
   Niedoszła morderczyni wywróciła oczami. Następnie przeniosła wzrok na stojącego za Noelią Kombinatora.
   – Nie zabiłabyś mnie – stwierdziła.
   W głosie blondynki o ciemniejszych włosach ukrywała się dziwna stanowczość – jakby wyłącznie jedno zerknięcie na chłopaka w kominiarce utwierdziło ją w przekonaniu, że na sto procent to nie był jej ostatni dzień.
   – Wiesz... – zaczęła Noelia – zastanawia mnie, dlaczego chcesz mnie zabić. Uraz mózgu?
   – Sama masz uraz mózgu, skoro nie potrafisz dostrzec prawdy – odszczeknęła się Kamila, nieznacznie marszcząc brwi. – No dobra, nie masz go... gdybyś miała, sprawy potoczyłyby się zupełnie inaczej.
   – O czym ty bredzisz?
   – O rodzicach – odparła Kamila. – A o kim?
   – Ty psychopatko! – wrzasnęła Noelia. Resztki kontroli odeszły w zapomnienie. – Jak śmiesz wspominać moich rodziców?!
   – Sądzisz, że jeśli mnie powyzywasz, to zaniżysz moją wartość jako człowiek i to da ci większe prawo do zabicia mnie? – Kamila odetchnęła głęboko, jakby zdziwiona istnieniem człowieka zdolnego do wyciągnięcia takich wniosków. – Uważasz, że wtedy pozbędziesz się wyrzutów sumienia, jeszcze zanim zaczniesz je odczuwać? – Przez ułamek sekundy Noelii wydawało się, że widzi łzę wypływającą z jednego z oczu Kamili. – W końcu jestem psychopatką, w twoim słowniku kimś niezasługującym na dar życia. Nie chcesz odczuwać winy i dlatego wyzywasz innych. Wtedy możesz poudawać przed samą sobą, że to ty masz rację.
   Wariatka była sprytna. Noelia sądziła, że gdyby jej umysł został wyposażony w myśli całkowicie odmiennej osoby, zgodziłaby się z osądem Kamili i wahała przed przystąpieniem do realizacji planu. Niemniej jednak, Noelia potrafiła myśleć samodzielnie. Nie ulegała wpływom innych.
   – Przecież przed chwilą powiedziałaś, że nie byłabym w stanie cię zabić, zatem to, co powiedziałaś, nie ma najmniejszego sensu – ogłosiła, śmiało patrząc przeciwniczce w twarz.
   Na Kamili nie wywarło to żadnego wrażenia. Zmierzyła Noelię chłodnym spojrzeniem.
   – Nie omawiałam prawdopodobieństwa mojego morderstwa z twoich rąk – broniła się antagonistka głosem ani trochę nie przypominającym osoby w opałach. – Przedstawiłam tylko twój sposób myślenia.
   Nadeszła odpowiednia chwila. Lepsza mogła nigdy nie nadejść. Noelia klasnęła w dłonie, pokazując zęby w wymuszonym uśmiechu. Wariatka pomyśli, że rozbawiło mnie to, co powiedziała, gdy w rzeczywistości dałam Kombinatorowi znak – pomyślała. Poczuła, jak do uśmiechu przesiąka prawdziwa radość.
   – Nawet mnie nie znasz – włożyła w te słowa tyle obojętności, ile się dało.
   – Wiem o tobie wystarczająco wiele, by dojść do pewnych wniosków.
   Noelia ani razu nie rozmawiała z Kamilą – pamiętałaby o tym – a znajomi ze szkoły nie posiadali o niej wystarczających informacji. Nastolatka nie potrafiła znaleźć z nimi wspólnych tematów, zatem wieloma przemyśleniami się po prostu nie dzieliła, a to właśnie przemyślenia oraz zainteresowania zdradzały najwięcej. Jak więc Kamila mogła zdobyć coś, czego nie dało się zdobyć? Nie mając dowodów, nie da się potwierdzić wykreowanej przez umysł, często szalonej, hipotezy.
   – Nazwałaś mnie socjopatką, jakbyś myślała, że mój pobyt w domu dziecka wpłynął na moje zachowanie. Gdybyś wiedziała wystarczająco wiele, te myśli nie przeszłyby ci przez głowę.
   – Racja – zakpiła Kamila. – Nie przywędrowałaś tutaj dlatego, że pierwsza wymyśliłaś plan. Przywędrowałaś tutaj dlatego, że dostałaś cynk o swoim zabójstwie z mojej ręki, co wcale nie wyklucza szansy stania się socjopatką, bo, bądźmy szczerzy, jeszcze nią nie jesteś. Inaczej nie wątpiłabym w twoje umiejętności zabicia mnie. Mogłabym się tylko martwić o to, co stałoby się z tobą po tym, jak odkryto by, jaka osoba dopuściła się zbrodni, ale kto wie, może zostaniesz socjopatką dzięki mnie.
   – Więc dlaczego nazwałaś mnie socjopatką? Żeby umniejszyć moją wartość tak samo jak ja umniejszyłam twoją? W końcu według ciebie lepiej być nazywanym psychopatą niż socjopatą.
   Uspokój się. Zaraz to wszystko się skończy. Nareszcie odzyskam spokój i będę mogła wrócić do domu, jakby nic się nie stało. Już się ściemnia. Jolanta i Krzysztof się wściekną. Na pewno dzwonili, a ja nie odbierałam. Musisz rozmawiać z tą wariatką. Kombinator ci pomoże, pamiętasz? To, że dostał zadanie do wykonania i zobaczył, z jakim typem osoby dokładnie ma do czynienia, niczego nie zmieniło. Możesz być pewna, że cię nie opuści.
   – Zostawił cię, jak podejrzewałam – na dźwięk tych słów Noelia niemal podskoczyła. Co więcej, odkryła, że niedoszła morderczyni znajduje się tak blisko niej, że niebawem zetkną się czołami. – Kiedy odkrył, z kim ma do czynienia, wolał się ulotnić.
   Noelia miała rację – była wręcz przekonana, że Kamila nie odpowie na pytanie, a zacznie inny temat, żeby odwrócić jej uwagę oraz wyprowadzić z równowagi. Nastolatka nie mogła zdzierżyć, że będzie musiała tymczasowo poddać się zabiegom wroga, aby ostatecznie zwyciężyć, jednak wiedziała, że nie pozostało żadne inne wyjście. Przypadkowe zdradzenie zamiarów jej i Kombinatora oznaczałoby koniec. Co najgorsze, mógłby to być ich dosłowny koniec.
   – Nie zdziwiłoby mnie to i nie winiłabym go za decyzję o ucieczce – obwieściła Noelia, nieznacznie spuszczając wzrok, co było głównie zamierzonym działaniem mającym na celu pokazanie, że nie kłamała, lecz nie tylko. Nastolatka kiepsko znosiła błękitną parę oczu. W zbyt wielkim stopniu przypominały jej o biologicznym ojcu. W dodatku kiedy na nie patrzyła, za sprawą wyobraźni widziała zbiór precyzyjnie wykonanych maleńkich noży. Noże z elegancją przecinały wszystko, co nawinęło im się na drogę.
   – Nie? – To zaskoczyło Kamilę. – Ja bym była wściekła.
   Noelia wypuściła powietrze z płuc, szykując się na zadanie pytania, na które wcale nie chciała znać odpowiedzi. Wiedziała jednak, że jeśli uda jej się cokolwiek wydusić z wroga, szanse na przetrwanie będą większe.
   – Jak w ogóle zamierzasz mnie zabić?



No to obrabowałam Cię, Semirkowa, z teorii, a w dodatku trzasnęłam antropomorfizmem na początku rozdziału (o ile antropomorfizmem można trzasnąć). I nie mam serca. Wszyscy dobrzy pisarze go nie mają, hahhahhaha.
A skoro mowa o uwielbianych przez Ciebie gifach, Semirkowa, wybrałam pewne dwa naprawdę interesujące.

Oto pierwszy z nich:


 Nie zapomnij się uśmiechnąć! ;D


A oto drugi:


Kto chce się przejechać? Ja chcę, ale wolałabym być pchana przez psa. ;P Szybciej bym jechała. (I tak w sumie nie wiem, bo jestem ciężka. ;P) Najgorzej tylko, jeśli auto jakieś zza zakrętu by wyskoczyło (oczywiście nie mam tu na myśli dosłownego znaczenia).



Wiecie, co ja ostatnio słyszałam śmiesznego w telewizji? I w jakim programie to słyszałam! Wszystko, co dobre, jest nielegalne, niemoralne albo tuczy. Kto oglądał Dziwaczne potrawy (Portoryko), powinien kojarzyć te słowa z końca odcinka. (: Tak w ogóle, co byście zjedli? Hahaha, zapamiętałam chyba wszystkie potrawy, jakie pojawiły się w tym odcinku: mofongo (nazwa mi się z grzybami kojarzy ;D, zresztą mi się wszystko ze wszystkim kojarzyć potrafi), alcapurrias, pastelón (przyznaję, że nie pamiętałam, czy jest kreska nad o czy nie i musiałam wygooglać), asopao, quesito, bacalaítos. Raczej wszystkie, bo program trwał pół godziny i tłumaczyli, jak te potrawy przygotowują. Gdybym miała wybrać jedno danie, zastanawiałabym się nad mofongo i bacalaítos (no co?! – lubię ryby!). Nie wiem, co wybrać, czyli wybieram jedno i drugie. ;P A Wy? Swoją drogą, przypomniał mi się konkurs na jedzenie papryczek chili w o
Rozkoszy i bólu. Ludzie to mają pomysły! Ja to bym Naga (komuś nazwa kojarzy się z Nagini i ogólnie z wężami? ;D) nawet końcem języka nie tknęła!
I czy tylko ja ostatnio wszędzie widzę wyraz hygge? 0.0

wtorek, 2 maja 2017

ROZDZIAŁ III

   Przenikliwy krzyk rozdzierał ciszę. Ciął ją na kawałki tak jak nożyczki rozcinały stare prześcieradło na szmatki. Rozsadzał bębenki. Sprawiał, że krew tryskała strumieniami z uszu – popychając udręczonego człowieka ku wstrząsowi hipowolemicznemu i wtłaczając w umysł świadomość nieuchronnej zagłady. Taki człowiek łapał się za głowę. Błagał Boga o odcięcie od rzeczywistości, w której ból był jedyną rzeczą, jaka istniała. Bóg nie chciał wysłuchać modlitw, a gnębiony katuszami człowiek patrzył na stale rozszerzającą się pod stopami kałużę. Kałuża pełzała powoli, niestrudzenie wsiąkała w biały dywan.
   To Noelia okazała się tym człowiekiem. Dziewczyna nie miała pojęcia, co robić. Mimo że nie chciała umrzeć, widziała jedynie  drzwi – chowające się we krwi, z każdą sekundą nabierające wyraźniejszych konturów. Na progu drzwi stała Śmierć. Wyciągała ku Noelii ramiona. Z jakiegoś powodu bała się podejść bliżej. Nie posiadała twarzy – jej miejsce zajmowała czarna plama.
   Po chwili Noelia zorientowała się, że krzyk należy do niej. Nagle wszystko ustało. Nawet krew przestała wypływać z uszu.
   Nastolatka podniosła nóż, spoczywający nieopodal na podłodze. Lśnił, skąpany w czerwieni. Gdy jednak Noelia zaczęła się mu uważnie przypatrywać, obraz uległ zmianie. Krew ulotniła się na dobre – tak samo jak niemal wszystko inne – pozostawiając po sobie pokój oświetlony słabym światłem odbitego śniegu. Jedyną rzeczą, której nie wymazała niewidzialna siła, był nóż.
   Czy ja nadal śnię? – zapytała samą siebie Noelia. Schowała przedmiot pod łóżko. Kciukiem i palcem wskazującym złapała kawałek skóry znajdującej się przy łokciu. Ścisnęła. Zabolało.
   – Cholera jasna – zaklęła po cichu.
   Wyczołgała się z łóżka i poczłapała w stronę biurka. Nie bała się, że narobi hałasu przypadkowym zrzuceniem czegokolwiek na podłogę. Widziała prawie wszystko; śnieg odbijał zbyt wiele światła.
   Chwila – pomyślała. – Śnieg? Spadł w nocy? Nie zanosiło się.
   Odnalazłwszy smartfon, przycisnęła klawisz znajdujący się pod ekranem. Dziewczynę powitał wielki jasnobrązowy napis głoszący „4:11” oraz tapeta – właściwie był to gif – z zajmującym centralne miejsce ciemnozielonym okiem. Oko litrami wyrzucało z siebie łzy. Tworzyły one bezkresny wodospad. Na powiece usadowiły się drzewa – im bliżej krańców powieki się mieściły, tym mniejszy był ich rozmiar. Choć stabilnie wsadzone tu, w ziemię, zdawały się wyrywać ku pokrytemu białymi chmurami niebu, dziwnie się wraz z nimi bujając – jakby nieustannie odbijała je tafla wody. W górze krążyła grupka smolistych ptaków nieznanego gatunku. Można było odnieść wrażenie, że wznoszą się coraz wyżej. Widok odbijający się w oku przywodził na myśl morze rozpaczy z czyhającym w samym centrum dnem – źrenicą przypominającą Noelii o Śmierci z koszmaru. Może właśnie z tego powodu gif po raz pierwszy zaczął napawać blondynkę strachem. Przypominał, co ją czeka, jeśli przegra. Przestrzegał przed tym, kim może się stać, jeśli wygra. Czy po zasmakowaniu nowych emocji będzie chciała się od nich uwolnić? Czy po spróbowaniu zakazanego owocu będzie w stanie zaprzestać jego spożywania czy łaknienie nowego uczucia przetrwa?    Stwierdziwszy, że nie zaśnie, zabrała smartfon do łóżka. Zajrzała na pocztę. Nie spodziewała się żadnych wiadomości – co najwyżej powiadomień z You Tube o nowo dodanych filmikach. Zdumiała się więc, kiedy zobaczyła nieodczytaną wiadomość od Wiktorii. Noelia przewidywała, że internetowa znajoma odpisze dopiero po kilku dniach. Blondynka zamrugała kilka razy. Nie przywidziało jej się. Może Wiktoria też nie mogła zasnąć i nie miała pojęcia, co ze sobą zrobić?
   Tak, wiadomość została wysłana o trzeciej czterdzieści – zauważyła jasnowłosa. Dotknęła palcem wskazującym imię „Wiktoria”.

Cześć ponownie, Kamila!
Nie spodziewałam się od Ciebie tego rodzaju wiadomości. Coś się stało?
Tak, miałam kiedyś wrażenie, że kogoś znam, ale wiedziałam, że tej osoby nie znam. Kiedy po raz pierwszy szłam do liceum, zobaczyłam dziewczynę, która wyglądała podobnie do mojej znajomej z gimnazjum, ale nią na pewno nie była. Zresztą, dużo jest blondynek, które wyglądają podobnie na pierwszy rzut oka.
Jakiś facet, którego nie znasz (!) powiedział Ci, że chce Cię uratować? A przed czym? To jasne, że próbował Cię nastraszyć!
Nie zdążyłaś się mu przyjrzeć? Licho. Ja bym to na wszelki wypadek zgłosiła policji. Wiesz, że grasuje jeden taki na wolności, co zabił dwie młode dziewczyny, a na dodatek jeszcze narkotykami handluje. Wiem, co mówili w telewizji – że niewinny, inne duperele – ale ja skurwielowi nie wierzę. Ktoś mu pomógł. Skąd możesz wiedzieć, że to nie był ten sam skurwysyn i skąd możesz wiedzieć, czy przypadkiem nie chce Ciebie w jakieś miejsce zaprowadzić już Ty wiesz, po co?!
Trochę uzbieraliśmy, ale trochę to wciąż za mało. Słuchaj, wiem, że chcesz pomóc, ale poza przeznaczaniem na Alanka pieniędzy nic nie jesteś w stanie zrobić – a przynajmniej nie wiem, co mogłabyś zrobić. Byłabym wdzięczna, gdybyś przestała pytać mnie cały czas, jak to wszystko idzie, bo tylko się gorzej czuję. Mam nadzieję, że rozumiesz.
Dlaczego uważasz, że mogłaś sobie tego mężczyznę zmyślić? Zdarzały się podobne sytuacje?
Nie przepraszaj. Sama powiedziałaś, że opowiadanie negatywnych przeżyć innym ma działanie terapeutyczne.

   Po przeczytaniu porady Wiktorii oraz dalszej części wiadomości, Noelia niemal się uśmiechnęła. Znajoma najpierw za najlepsze rozwiązanie uznała zgłoszenie sprawy na policję, a potem utrzymywała, że ktoś pomógł mordercy – na domiar złego zamieszanego w narkotyki – uniknąć sprawiedliwości. Najprawdopodobniej ta porada została napisana z powodu braku chęci Wiktorii do dzielenia się myślami o policji: dziewczyna nie miała bladego pojęcia, kto siedzi po drugiej stronie. Przecież zamiast z rówieśniczką, mogła korespondować z kimś o wiele starszym, a ta osoba mogła udawać młodszą nawet nie mając złych zamiarów. Być może tak jak Noelia pragnęła uciec od swojej własnej tożsamości, tylko w bardziej ekstremalny sposób.

Tak, podobnych blondynek jest mnóstwo, zwłaszcza gdy ma się problem z zapamiętywaniem twarzy...
Ciekawe, jak mam zgłosić cokolwiek policji. Musiałabym tego człowieka opisać! Poza tym, pomyśleliby pewnie, że to sprawa niewielkiej wagi i nie zawracaliby sobie głowy tego typu zgłoszeniem.
Zauważyłaś, że mówisz sprzeczne rzeczy? Jakby co, gliną nie jestem, zatem o swoim stosunku do niebieskich kłamać nie musisz, chociaż pewnie samo to zdanie sprowokuje Cię do dalszego kłamania.
Rozumiem. To nie jest przyjemne, kiedy się człowiekowi nieustannie przypomina o czymś, o czym ten chce zapomnieć. Możesz chociaż powiedzieć, gdzie stoicie z tymi pieniędzmi?
Nie, ale to wszystko jest zbyt dziwne i nierealne. Przecież nie muszę mieć problemów psychicznych, żeby coś sobie zmyślić.

   Być może nie okazała wystarczającego współczucia dla wirtualnej znajomej, lecz teraz miała dosyć udawania, że jej zależy. Zresztą, Wiktoria dała jasno do zrozumienia, że Noelia ma się przestać interesować losem jej brata.

*


   Według Jolanty to, kim stanie się człowiek, zależało w głównej mierze od genów. Jeśli dziecko urodziło się w rodzinie, w której królowały wódka i papierosy, w dorosłym życiu miało skłonności do podążania takimi samymi śladami – nawet jeśli nigdy nie dowiedziało się o nałogach rodziców. Jeśli rodzice wyżywali się na innych, dziecko znęcało się nad rówieśnikami, a w dorosłości nad swoimi dziećmi.
   Jolanta utrzymywała, że przygarnięcie obcego dziecka to zły pomysł i tylko cudem za namowami Krzysztofa zgodziła się na zabranie Noelii pod swój dach. Cudem także jej nie oddała. Dziewczyna wcale by się o tym nie dowiedziała, gdyby nie przypadkiem podsłuchana rozmowa w kuchni, z której i tak niewiele rozumiała. Mimo że prowadzono ją szeptem, atmosfera była bardziej napięta, niż gdyby rozmówcy wydzierali się na siebie. Przybranej matce mało brakowało wtedy do zmienienia się w syczący czajnik. Z zawrotną prędkością wyrzucała z siebie coś o jeździe po pijanemu i zabójcach, nie pozwalając mężowi dojść do słowa.
   Wydawałoby się, że Jolanta była zimną, pozbawioną uczuć osobą. To pozory. W rzeczywistości Jolanta pełniła rolę kochającej matki lepiej od wielu kobiet opiekujących się własnymi dziećmi, niemniej jednak posiadała swoje poglądy i twardo się ich trzymała.
   Noelia szanowała takich ludzi. Z uporem osła tkwili przy swoim, nawet jeśli cały świat obracał się przeciwko nim. Zmienienie ich sposobu myślenia uchodziło za coś niewykonalnego, chyba że sami uznaliby zmianę za słuszną. Tacy ludzie rozpętywali wojny. Tacy ludzie wygrywali wojny.
   Włosy przybranej matki – krótko przystrzyżone i płomiennorude – przypominały szalejący pożar. Ogień zgładzi wszystko. Z nim za kompana ludzkość nie byłaby w stanie kwitnąć. Twarz kobiety ukazywała  również niezwyciężoność. Surowo wyglądający nos i blade policzki posiadały w sobie coś nieustępliwego, a nawet szalonego, natomiast zielone, kocie oczy, dodawały nieco tak potrzebnej w dzisiejszym świecie chytrości. Jedynie dołek w brodzie oraz kilka zmarszczek powodowały, że kobieta, gdy chciała, potrafiła sprawiać wrażenie łagodnej.
   Noelia zastanawiała się, jak powiadomić Jolantę o swojej wycieczce, jednocześnie nie zdradzając swojego stanu emocjonalnego. Czy przed podaniem właściwej informacji powinna wymyślić jakąś historyjkę, która wytłumaczyłaby spocone dłonie oraz nienaturalnie zaróżowione policzki? A może po prostu należało napomknąć coś o zbyt wysokiej temperaturze w domu, a następnie płynnie przejść do informowania o umówionym spotkaniu?
   – Ale gorąco w tym domu – zdecydowała się na to drugie.
   – W nocy spadł śnieg. – Druga matka wskazała głową widok za oknem. – Krzysiu podkręcił ogrzewanie i najwyraźniej przesadził po tym, jak rano narzekałam, że w tym domu nie da się żyć.
   – Ty narzekasz? – udała zdziwienie Noelia. – Od kiedy?
   – Czasami zdrowo ponarzekać.
   – Kiedy można kogoś zmanipulować...?
   Na progu drzwi prowadzących do salonu pojawił się Krzysztof. Jolanta w porę zdążyła obrócić głowę.
   – Byłem w sklepie – oznajmił mężczyzna uśmiechając się lekko.
   – Co kupiłeś? – zapytała automatycznie Noelia.
   – Wszystko.
   No jasne, kolejny z jego żartów.
    – A konkretnie?
   – Taki papier szeleszczący – odpowiedział Krzysztof, zmierzając w kierunku jednej z waniliowych kanap, tej znajdującej się niedaleko okna. Rozsiadł się w niej wygodnie jak król, z zamiarem sięgnięcia po pilot od telewizora.
   – Pieniądze? – zapytała Noelia z powątpiewaniem. – Faktycznie, wszystko. Szkoda tylko, że pieniędzy się nie kupuje – najlepiej tych samych po niższej cenie.
   – Ano szkoda – przyznał drugi ojciec uśmiechając się szeroko. – Zaharowaliby się z produkcją.
   – Zamierzamy dzisiaj dokądś jechać?
   – A niby dokąd?
   – Dokądkolwiek – odparła Noelia, palcami prawej dłoni malując falę w powietrzu. – Pytam, bo chciałam wpaść do Agi, a nie wiem, czy rano nie wpadliście na jakiś genialny plan odwiedzenia Krakowa, na przykład.
   – To ta twoja koleżanka, która nie przepada za nauką?
   Czy ty zawsze musisz wszystko pamiętać? No nic, i tak mnie nie nakryje, bo nie ma powodu, a po drugie raczej nie wspominałam przy nim jej nazwiska, więc z książki telefonicznej nie skorzysta.
   – Tak, ona. Ale bez obaw! Ona tylko nie przepada za nauką. Nie jest jakąś menelką czy czymkolwiek, co przyszło ci teraz na myśl. To porządny człowiek.
   O ile plotkarę można uznać za porządnego człowieka...
   – W porządku, idź – zgodziła się Jolanta. – I tak oglądamy dzisiaj maraton „Autościemy”. Żadnych wielkich planów nie mamy.
   Ufff. Noelia nie musiała ponownie dzwonić do Maćka, by ten uzgodnił z Kombinatorem inną datę spotkania.
   – Chociaż gdy o tym wspominasz, Noel... – Krzysztof podrapał się po podbródku. – Po ostatniej naszej rozmowie w kuchni stwierdziłem, że przejażdżka do planetarium w Chorzowie byłaby dobrym pomysłem.
   – Możemy też pojechać do Częstochowy – dodała Jolanta z zainteresowaniem.

*

   Czekolada rozpływała się na języku, pozostawiając po sobie smak wyjątkowości. Mleczna, idealna na każdą okazję – kiedy siedziało się wygodnie przed telewizorem i kiedy planowało się zawiesić życie na cienkiej nici, która mogła w każdej chwili pęknąć. Kawałek po kawałku czekolada znikała w ustach, dając ukojenie nerwom.
   Dziewczyna szła chodnikiem, depcząc drobne chwasty oraz pozostałości śniegu. Co chwilę oglądała się przez ramię. Zwracała uwagę również na domy, a zwłaszcza numery, jakimi je opatrzono. Znała dobrze te drogi. Zbyt długo studiowała ich wygląd przy pomocy Google Street View.
   To tu – odnotowała, gdy jej oczom ukazał się prostokątny żółty budynek z dwiema małymi wieżyczkami po obu stronach. Niestety, domownicy wybrali kolor najpopularniejszy z możliwych. Tynk sprawiał wrażenie nieco brudnego, pewnie ze względu na swoje lata. Najbardziej zwracał na siebie uwagę okazały balkon z balustradą o barwie obsydianu, usytuowany na ostatnim piętrze po prawej stronie domu. Kończył się wielkimi, przypominającymi okno, drzwiami. Lewą część posesji ogradzał wysoki żywopłot.
   Blondynka odnalazła domofon, po czym nacisnęła odpowiedni przycisk.
   Ciemnobrązowe drzwi wejściowe – wcześniej nieruchome niczym skała – nareszcie się poruszyły, odsłaniając figurę wysokiego i szczupłego chłopaka. Chłopak włożył zwisające w kroku granatowe dżinsy, czarne buty przypominające gumowce oraz fioletową kurtkę. Przez zakrywającą twarz kominiarkę nie było widać nic prócz oczu.
   – To ty jesteś tą Noelią, o której wspominał Żyrafa? – zapytał podniesionym głosem nieznajomy.
   Było to idiotyczne zachowanie. Chłopak doskonale wiedział, że nie odwiedził go niespodziewany gość.
   – Nie, smerfem – odrzekła Noelia, przypomniawszy sobie jedną z nazw policji, którą używał przybrany ojciec.
   Może nie powinna okazywać aż tak wielkiej odwagi, lecz cały lęk gdzieś zniknął – jakby za machnięciem czarodziejskiej różdżki. Okazywanie strachu to również fatalny pomysł. Fatalny – to słowo zawsze kojarzyło się Noelii z angielskim wyrazem „fatal”, czyli „śmiertelny”.
   – Nie powinieneś tak wychodzić na dwór – dorzuciła jasnowłosa jak gdyby nigdy nic. – Ktoś pomyśli, że byłeś w coś zamieszany. Jest biały dzień. Sąsiedzi mogą cię zauważyć.
   – Coś ty – mruknął chłopak otwierając rdzawoczerwoną furtkę. – Nie kombinujemy nic poza tym, co zazwyczaj robię z kolegami... Chyba? Żyrafa nie podał mi szczegółów.
   Robił to, co zazwyczaj i do tych zajęć potrzebował kominiarki? To wydawało się Noelii nieco podejrzane, ale skoro twierdził, że sąsiedzi wiedzą o wkładaniu przez niego dziwnych ciuchów i konfliktów z prawem przez to nie było...
   – A co ostatnio nabroiliście?
   – Bawiliśmy się w Wardęgę – odpowiedział wymijająco Kombinator.
   – Cokolwiek to oznacza... ale i tak w sumie, jak pomyśleć... tak, Wardęga i kominiarka to wiarygodna mieszanka. Ciekawe, kogo próbowaliście przestraszyć.
   – Głównie to Misia i Klajstra z ósemki, ale załapało się jeszcze z dziesięciu gadów z bloków, których oczywiście nie znamy.
   Gadów? Sposób wysławiania się chłopaka przypominał nieco  ten Maćka. Nic dziwnego. W końcu on i Kombinator przyjaźnili się ze sobą. Z kim przystajesz, takim się stajesz.
   – A tak... ty chyba o nich nie słyszałaś – w głosie nieznajomego pobrzmiewał entuzjazm. – Miś i Klajster to bracia, którym uwielbiamy robić psikusy. Głównie im, bo ci goście nie odpuszczają. Niedawno wróciliśmy przez nich uciorani tak, że Drzewołazy, kumple z miasteczka obok, by nas nie poznały, a matka to już w ogóle kosmos i gagatki. Raz nawet mnie porównała do Gargamela. Nawet nie wiem, skąd jej to porównanie przyszło do głowy. Przypomniało mi się, kiedy gadałaś coś o smerfach.
   – Miałeś jakikolwiek konflikt z policją?
   – Aha, czyli coś, co zamierzamy zrobić, jest w pewien sposób połączone z łamaniem prawa.
   Noelia wywróciła oczami.
   – Masz coś przeciwko temu? – spytała.
   – Sądziłem, że coś jest na rzeczy, ale nie aż tak. Chodź, usiądziemy na schodach i pogadamy. Chyba nie zamierzasz tu stać całą wieczność...?
   – Jasne, że nie – burknęła blondynka.
   Ruszyli w kierunku  ciemnobrązowych schodów, składających się z zaledwie czterech stopni. Z daleka sprawiały wrażenie czystych i eleganckich, jednak im bliżej podchodziła Noelia, tym bardziej przykuwały jej uwagę wałęsające się gdzieniegdzie drobinki piasku.
   – To o co łazi? – Nie patrząc w stronę towarzyszki, Kombinator usadowił się na drugim schodku. Wyciągnął wygodnie nogi i położył dłonie na kolanach. – Wolałbym, żebyś zaczęła od początku i opowiedziała jak najwięcej szczegółów.
   Ta nonszalancja irytowała Noelię. Nastolatek zachowywał się tak, jakby właśnie omawiali plan jakiegoś psikusa. Nie powinna go winić. Nie powiedziała przyjacielowi praktycznie nic, tylko nawijała coś o zemście na jakiejś tam dziewczynie, o której chłopak wcześniej nie słyszał ani słowa. Skąd Kombinator miał wiedzieć, że dzisiejsza sprawa dotyczyła zupełnie czegoś innego niż zwykły kawał? Skąd miał też wiedzieć, że Noelia musiała się wysilić, aby przypadkiem nie wyjawić za dużo?
   – No? – zagadnął Kombinator, kiedy Noelia nie odpowiadała już przez kilkanaście sekund. – Mów, co ci przyłazi do łepetyny, nawet jeżeli plan nie jest kompletny. Razem coś wykombinujemy.
   – Racja. – Dziewczyna zmusiła się do uśmiechu. – W końcu kombinator z ciebie... No więc tak... jest taka wariatka w Miliczu...
   – Aż w Miliczu? – wtrącił się Kombinator. – I ty się chcesz na niej zemścić? Kto to jest? Twoja siostra czy coś?
   – Nie – niemal krzyknęła Noelia.
   Myśl, że Kamila mogłaby być jej siostrą, była zbyt przerażająca, aby okazała się prawdziwą. Siostry nie próbują pozabijać siebie nawzajem. Siostry, gdyby zostały odseparowane, za wszelką cenę starałyby się odnaleźć. Wykorzystałyby każdy skrawek informacji, by odszukać drugą osobę przechodzącą w życiu podobne doświadczenia – osobę będącą w stanie zrozumieć to, co spotkało tą pierwszą. Były w końcu siostrami – istotami rozumiejącymi się najlepiej na świecie. Przyjaciel Maćka najwidoczniej nigdy nie zastanawiał się, co to znaczy mieć rodzeństwo. To wyjaśniłoby, dlaczego przychodziły mu do głowy tak głupie założenia. Gdyby Noelia miała siostrę, zemszczenie się na niej byłoby jej ostatnim życzeniem.
   – Luzik. – Niebieskie oczy chłopaka, widoczne w kominiarce, wydawały się uśmiechać. – Rozumiem, że nie jest z tobą spokrewniona, ale nie wydzieraj się, bo wtedy naprawdę sąsiedzi coś zauważą.
   Noelia poczuła ogromną chęć uderzenia siedzącego po prawej stronie nieznajomego. Oszacowała, że najlepiej byłoby wycelować pięścią w jego nos. Nastolatek zostałby zmuszony do ściągnięcia tej durnej kominiarki, żeby móc na nowo oddychać. Niestety, jakkolwiek bardzo było to kuszące, nie mogła wyrządzić Kombinatorowi krzywdy. Szanse na zabicie Kamili ległyby w gruzach. Szanse na zabicie...? Noelię przerażała nieco myśl, że te trzy słowa zagościły w jej głowie tak po prostu, bez zbędnych uczuć – jakby nie miała na nie czasu, jakby były jedynie drzazgami w palcu, które należy usunąć. Cóż, ostatnimi czasy myślała zbyt wiele. Kiedy człowieka ogarnia zmęczenie, umysł się wyłącza. Nie powinna zatem się martwić.
   – Przyszło mi do głowy pewne pytanie – odezwała się ni stąd, ni zowąd. – Co zrobiłby realista planujący morderstwo?
   – Zastanawiałby się, jakie ma szanse na zabicie kogoś i ulotnienie się tak, żeby nie przypisali mu winy. – Kombinator wzruszył ramionami. – Dziwne pytanie.
   – Załóżmy, że podchodzi do ciebie nieznajomy mężczyzna. Mówi ci, że chce uratować cię od śmierci i że ktoś chce cię zabić. Kim jest ten człowiek? Myślałam o tym i doszłam do wniosku, że optymista uwierzyłby w każde jego słowo, a pesymista pomyślałby, że jest w tym jakiś podstęp prowadzący najpewniej do jego śmierci... wiesz, pesymisty... z rąk tego mężczyzny.
   – Zakładając, że coś takiego naprawdę się tobie przydarzyło i nic ciekawego się w twoim życiu nie dzieje, pomyślałbym, że chce ci pomóc. Zakładając, że to przytrafiło się mi, pomyślałbym, że Drzewołazy lub Miś i Klajster namówili jakiegoś starszego kolesia, żeby robić sobie ze mnie polewkę i wyżerkę.
   Z dotychczasowych obserwacji Noelii wynikało, że taki ktoś jak Kombinator zasługiwał na miano optymisty, niemniej jednak wyrazy opuszczające usta chłopaka brzmiały dziwnie nieprzekonująco. Miała uwierzyć, że w rzeczywistości uważał mężczyznę z brodą za kogoś starającego się pomóc? W dodatku druga interpretacja nie pasowała ani trochę do pierwszej, dokładnie jak wiadomość Wiktorii. Internetowa znajoma poleciła blondynce zgłosić sprawę na policję, żeby zaraz potem nawijać o winie uniewinnionego człowieka.
   – Coś dużo masz tych kumpli – skwitowała Noelia, nie wiedząc, co innego powiedzieć.
   – Ano dużo – zgodził się niebieskooki. Głos  nastolatka sprawiał wrażenie zamyślonego. – Chwila! Ta dziewczyna, która chce się na tobie odegrać... to ta sama dziewczyna, przed którą ostrzegał cię tamten gostek? I Żyrafa wspominał coś o dręczących cię koszmarach po tym, jak zobaczyłaś jakiegoś faceta podobnego do twojego nieżyjącego ojca...
   Noelia była pod wrażeniem. Słyszała wprawdzie nieco o inteligencji chłopaka, jednak przekonanie się o tym na własnej skórze wywoływało u niej dziwne uczucie. Kiedy ktoś opowiadał o kimś, kogo się nie znało, nie czuło się emocjonalnej więzi z tym człowiekiem. Był on jedynie zlepkiem czyjejś obserwacji i nie wyglądał na bardziej rzeczywistego od ludzi opisywanych w książkach. Ale dlaczego, u licha, Maciek uważał wyjawienie Kombinatorowi tego, czego dotyczyły koszmary Noelii, za właściwe? Takie rzeczy powinny pozostać sekretami!
   – Tak – przyznała nieśmiało blondynka, dochodząc do wniosku, że nie zostało jej już nic innego.
   – I ty co? – Kombinator nie krył złości w głosie. – Masz jakiś plan zabójstwa? Z tym do mnie przylazłaś?
   – Wiedziałam, że się wściekniesz – skomentowała Noelia ze słyszalnym zawiedzeniem.
   Co powinna teraz zrobić? Chłopak mógł ją zgłosić na policję. Podano mu na tacy wszystko, czego potrzebował. Wiedział, jak wygląda, znał jej imię, zapewne również nazwisko oraz miejsce zamieszkania. Ponadto, Noelia była przyjaciółką Maćka, a Kombinator nie widział dziewczyny przedtem na oczy. Mimo że Kombinator także uważał się za przyjaciela Maćka, po spotkaniu go na żywo coś podpowiadało Noelii, że to nie miało znaczenia. Był otoczony chmarą kumpli. Nie zauważyłby utraty jednego z nich. Nie zauważyłby utraty nawet przyjaciela. Zresztą, czy Kombinator w ogóle używał takiego określenia w stosunku do kogokolwiek? Może dla niego wszyscy byli coś warci jedynie wówczas, gdy zgadzali się z nim żartować z przechodniów i innych znajomych lub pozwalali na wykręcanie sobie kawałów?
   – Nie wydam cię władzom, jeśli właśnie rozmyślasz nad tym, czy wszystkiemu zaprzeczyć – odezwał się po chwili Kombinator. Palcami prawej dłoni dotknął ukrytego pod kominiarką fragmentu skóry na czubku głowy i się w niego podrapał. – I jeśli faktycznie nad tym rozmyślasz, popełniłaś błąd, moja droga. Przecież każdy wie, że milczenie jest twierdzeniem... czy zgodą, jakkolwiek ludziska to teraz nazywają.
   – Nie wydasz mnie...? – zaczęła Noelia, zbyt zaskoczona wyznaniem rozmówcy, by dotarł do niej sens wypowiadanych wyrazów. – Dlaczego?
   – Nie wydam, ale jest jeden warunek.
   Gdy tylko Noelia usłyszała słowo „warunek” wymykające się z ust przyjaciela Maćka, zdała sobie sprawę, że wpadła w ogromne tarapaty – porównywalne do umieszczenia zwykłego śmiertelnika w stromym wgłębieniu o głębokości kilku kilometrów. Kazano mu się stamtąd wydostać o własnych siłach. To oczywiste, że nie dałby rady. Blondynka jednak potrafiła myśleć sensownie na tyle, by zrozumieć, że musi przystać na propozycję Kombinatora, czymkolwiek by ona nie była. Musiała także wypytać Maćka o pewne szczegóły z życia chłopaka – jeżeli Kombinator miał czym zastraszyć Noelię, ona też musiała mieć czym go zastraszyć.
   – Jaki? – zapytała. Odwróciła głowę, żeby ukryć emocje.
   – Nie zabijesz tej dziewczyny.
   Te cztery słowa uderzyły niczym pocisk, burząc ściany w umyśle Noelii. Dziewczyna patrzyła, jak przeistaczają się w gruz, nie do końca świadoma tragedii odgrywającej się na jej oczach.
   – I to ma być ten warunek? – Rzuciła Kombinatorowi wypełnione gniewem spojrzenie.
   – Nie powiedziałem jeszcze wszystkiego – powiedział cicho Kombinator.
   – Pewnie, że nie – wymamrotała Noelia.
   Wstała, kierując się ku wyjściu z posesji. W tej chwili nie zamierzała wysłuchiwać niczego, co Kombinator miał do powiedzenia. Wiedziała, że to głupie i musi wrócić.
   Kombinator nie czekał na zaproszenie. Ruszył za nastolatką, utrzymując jednak dwumetrowy dystans. Grunt pod butami podobnymi do gumowców chrupał niemiłosiernie. Przywodził na myśl psa gryzącego kość. Dziwne. Wcześniej Noelia nawet nie zauważyła, że jej buty wydają jakikolwiek dźwięk – tak samo jak nie zauważyła właśnie przebytej ścieżki. Ścieżka była wysypana grubym żwirem i prowadziła do schodów.


Jeśli wydawało się komuś, że gdzieś widział tapetę, którą Noelia ma na smartfonie, nie wydawało Ci się. Opis ten został oparty na prawdziwym gifie, a oto on:



Mam nadzieję, że wystarczająco dokładnie go opisałam.
A skoro o gifach mowa,



hahaahhaehaha!!!! To jest jeden z najlepszych, jakie widziałam – mimo że jest, niestety, słabej jakości.

Facet: Chcesz się całować?
*akcja*
Drugi, pominięty wąż: Jego całujesssz, a mnie nie chcessssz? Zdradzasssssz mnie?
*atak*
Facet: Cholera, a myślałem, że nie zauważy!

Czy tylko według mnie te węże wyglądają trochę jak kobry? O.o!
Komu przyszedł do głowy Krzyk Edvarda Muncha po przeczytaniu początku rozdziału, ten niech się zgłosi! Przyznam się, że mi dopiero po napisaniu tej sceny. ;D
I wiecie, co było dobre? Obejrzałam jeden ze skeczy formacji Chatelet – ten o uchodźcach – w którym to wspomniana została miejscowość Milicz. Brzmi jak milcz i dlatego, ale to jednak było zabawne, jako że Milicz wytrzasnęłam po prostu z mapy. Ot tak, gapiłam się na mapę i stwierdziłam: niech Kamila mieszka w Miliczu, bo gdzieś niedoszła morderczyni mieszkać musi przecież...
Nie zmaterializuje się.
Do następnego razu!
Template by Elmo