środa, 8 listopada 2017

ROZDZIAŁ XVIII

Hanni wita po gigantycznej przerwie! (Możecie mnie tak nazywać. (; Najpierw byłam Watsonem, ale widocznie na Johna nie pasuję. Bardziej na Hannibala, hahahah. Zaliczyłam nawet wycieczkę w rzeźni – przez przypadek upaprałam palce czerwonym cienkopisem. Zepsuł się, skubaniec. Haha, muszę się dowiedzieć, dlaczego to nie ja jestem Willem. Mam okulary w końcu. ;D) Obiecałam, że wrócę, to jestem, ta-da-da! (Być może wróciłabym wcześniej, gdyby nie katar, który mnie w końcu w swe kleszcze złapał. :( A nie miałam kataru około pół roku.) To tylko Google obiecał mi zmianę awatara i nie dotrzymał obietnicy, hahahae. Chodziło o ten obrazek:




Dobra, już rozumiem, dlaczego jestem ,,Hannim”. ;D

Nie przedłużajmy! (;




   Po raz kolejny tego dnia po policzkach Noelii spłynęły łzy. Niestety, nie były one łzami szczęścia, a rozczarowania, które akompaniowało dojmującemu poczuciu samotności. Nie pamiętała czasów, kiedy czuła się równie porzucona. Co dziwne, nie przypominała sobie, by kiedykolwiek czuła się choć odrobinę samotna. Nawet gdy nikt nie odzywał się do niej od kilku dni, blondynka nie odczuwała smutku. Robiła swoje, zadowolona, że nikt nie przeszkadza. Teraz zaś chciała wydostać się z pojazdu, zatrzymać jednego z przechodniów z błaganiem o pomoc. Wiedziała, że jest skazana na porażkę. Co mi zostało? – zastanowiła się, przymykając oczy i ponownie je otwierając. Zdała sobie sprawę, o co tak naprawdę pyta. Jedynym wyjściem okazała się śmierć. Niezwykłe. Przecież jeszcze przed chwilą zrobiłaby wszystko, byleby przetrwać, a teraz zachowywała się jak typowy samobójca – samobójca, z którego dawniej by zadrwiła, gdyby nadarzyła się okazja.
   Postanowiłam sobie kiedyś, dawno temu, że nie zniżę się do ich poziomu, nie okażę słabości – pomyślała, wycierając chusteczką nos. – Może i jestem w czarnej dupie, ale to nie oznacza, że będę tam gniła przez wieczność. Wyjdę z kałem.
   Parsknęła śmiechem. Tak zachowują się ludzie posiadający dziwne poczucie humoru – wymyślają coś nietypowego, w dodatku nieprzeciętnie głupiego, z czego się potem śmieją, nawet w obliczu tragedii. A inni myślą, że udają, albo – co gorsza – są psychopatami, a oni wyłapali moment ześlizgnięcia się maski.
   Nie powinnam wierzyć we wszystko, co zostało zawarte we wiadomości. Kamila może wciąż grać w swoją durną gierkę.
   A jednak uwierzyła w każde słowo dziewczyny. Wiedziała, że bezgraniczne zaufanie może skończyć się śmiercią, tak samo, jak palenie papierosów. W jej przypadku śmierć nastąpiłaby szybciej, ale czy to miało jakiekolwiek znaczenie? Kamila była jej siostrą. Nie wiedziała, dlaczego to zmieniało cokolwiek, lecz nie mogła udawać przed sobą, że sytuacja wygląda inaczej.
Czy gdybym zobaczyła w papierosach bliską osobę, przyjaciela, pozbyłabym się przekonania, że mi zaszkodzą?
   Jeszcze raz, ze łzami w oczach, odczytała wiadomość, po czym bez wahania ją skasowała.
   Przełknęła ślinę, zmuszając się do spojrzenia na siedzenie obok kierowcy. Szarozielona tunika Katarzyny, od pasa w dół ozdobiona tysiącami ciemnych plam, stanowiła nie lada widok. Chaotyczny wzór przywodził na myśl pięcioletnie dziecko, które włamawszy się do szafki z zapasami czekolady, ukradło kilka kafelków z zamiarem wysiadywania ich – tak jak kura wysiaduje jaja – by w końcowym etapie eksperymentu wymazać się od stóp do głów otrzymanym produktem, wyczekując reakcji rodzicielki. Kiepskie porównanie, uzmysłowiła sobie. Dziecku nie zagrażała utrata życia, Profesor już tak. Dziewczyna przecież nie miotała się dla zabawy.
   Przeniosła wzrok na czubek głowy Kombinatora, niepewna, czy powinna się odezwać. Co, jeśli chłopak zatrzyma się w jakimś lesie wyłącznie po to, by ją zabić? Przygryzła wargę. Czas wciąż biegł naprzód. Zwlekanie nie hamowało jego upływu.
   Jeśli idiota chce cię zabić, i tak to zrobi. Przebywając z nim dłużej w zamkniętej przestrzeni tylko zwiększasz szanse na pożegnanie się z tym światem.
   Westchnęła. Może jeszcze przed chwilą pragnęła śmierci, lecz to pragnienie należało zaliczyć do anomalii, niczego więcej.
   – Ile ujechaliśmy? – odważyła się zapytać.
   – Kawałek – odparł przyjaciel Maćka – jakieś kilka kilometrów czy coś.
   – Mógłbyś się na chwilę zatrzymać?
   Nie chodziło jedynie o to, że bała się przebywać z nastolatkiem w tym samym samochodzie. Wiedziała, że jeśli nie porozmawia tego dnia z Kamilą, może już nigdy tego nie zrobić. Chciała poznać prawdę – zbyt wiele razy zastanawiała się, dlaczego ją porzucono. Nie mogła odejść akurat wtedy, kiedy nareszcie wszystko miało się wyjaśnić.
   – Nie mów, że teraz zachciało ci się załatwiać potrzeby? – droczył się Kombinator.
   Powietrze przecięła następna fala krzyku, po raz kolejny zignorowana.
   – Nie o to chodzi. – Noelia pokręciła głową, uparcie wpatrując się w ciemny ekran smartfona, jakby miało ją to wyleczyć z raka wątroby. – Muszę... muszę tam wrócić, na pieszo, bo Profesor naprawdę musi jechać do szpitala.
   Przeczuwała, że chłopak w rzeczywistości nie zamierza zabrać szatynki do szpitala. Wcześniej może tak, lecz teraz przestało mu się to opłacać.
   – Kazałaś mi po siebie przyjechać, żeby od razu wysiąść?
   Noelia ponownie pokręciła głową, wrzucając niedbale smartfon do plecaka.
   – Nie planowałam tego.
   – Wiem. Nie wyglądasz mi na tak bezduszną osobę. – W ustach Kombinatora słowa te zabrzmiały niczym obelga.
   – Ty za to tak – stwierdziła jasnowłosa. – Sądziłam, że po mnie nie wrócisz.
   Zamarła, uzmysłowiwszy sobie, jakich słów użyła. Nie pojmowała, skąd u kogoś takiego jak ona w obliczu zagrożenia pojawiły się tak duże pokłady odwagi. Może jednak, gdzieś w głębi, pragnęła zamazać kropkę nad ,,i” i zakończyć dotychczasową egzystencję?
   – To oczywiste, że nie możemy jej zabrać do szpitala – usłyszała.
   – A to dlaczego?
   Adrian obrócił głowę w prawo, napotykając spojrzenie siedzącej na tylnym siedzeniu nastolatki.
   – Bo będzie na nas, cholerka – powiedział surowo brzmiącym głosem.
   Zdajesz sobie sprawę, że masz kominiarkę na głowie i nie mogę zobaczyć twojej, najprawdopodobniej zdziwionej, miny?
   – Zatem dokąd ją wieziesz?
   – Teraz? – zapytał chłopak, przyglądając się wąskiej asfaltowej uliczce.
   Tym razem Noelia nie mogła się powstrzymać – na kilka sekund palce prawej dłoni nastolatki przylgnęły do czoła, zaś oczy zrobiły fikołka.
   – A jak inaczej byś określił ten moment? – zaciekawiła się. – Tylko nie nazywaj go przeszłością. Za bardzo przypomina mi to Kamilę.
   Kombinator gwałtownie zatrzymał pojazd, co u Katarzyny wywołało niepohamowaną falę wrzasków. Noelia nawet nie zdążyła się porządnie wystraszyć, a chłopak już wykręcił samochodem i kierował się w stronę, z której nadjechał.
   – Mnie za to on przypomina wyjebistą sytuację z kumplami – oznajmił jak gdyby nigdy nic. – Zapytałem kiedy Wenflona o dzień urodzin, a bidulecze chciało od razu podać rok, a w połowie się pokapowało, że to nie oficjalne dokumenty i takich rzeczy gościom się raczej nie podaje. – Przyjaciel Maćka obejrzał się po raz kolejny, tym razem niemal na pewno w celu sprawdzenia reakcji Noelii.
   Nie wiedziała, czego się spodziewała – najwyraźniej czerwonych oczu potwora ukrytych pod płaszczem ludzkiej skóry, gotowych w każdej chwili popchnąć osobnika z gatunku Homo sapiens w inną rzeczywistość. Podskoczyła na siedzeniu, zdawszy sobie sprawę, że oczy chłopaka nie wyglądają odmiennie od oczów ludzi napotykanych na ulicach.
   Przyjaciel Maćka uniósł nieznacznie brwi.
   – Wenflon zablokował się po tysiącu, a potem wypytywaliśmy go wszyscy o sekret nieśmiertelności. – Chłopak zaśmiał się do siebie, po czym rzucił okiem na wijącą się na sąsiednim siedzeniu szatynkę. Mimo że Noelia nie była w stanie dojrzeć spojrzenia, jakim obdarzył jej znajomą z liceum, w jego oczach wyczuwała pogardę. – Ale jak się chwalił swoją zajebiozą! – dorzucił z entuzjazmem, unosząc prawą rękę. – Myślelimy, że czapka mu spadnie, tak ze śmiechu podskakiwał.
   – Śmierci kasą nie przekupisz – zażartowała Noelia.
   – Że co?
   – Chodzi mi o twoją jazdę – uściśliła blondynka. – Jeżeli będziesz tak jeździł, czeka cię rychła śmierć.
   Kiedy do uszu Noelii dotarło nieprzyjemne skrzypienie, dziewczyna mimowolnie się skrzywiła, a następnie rzuciła w poszukiwaniu owego okropnego dźwięku. Przywodził na myśl rysowanie kluczami po szkle. Był to dość niepokojący dźwięk. Jeżeli Katarzynie jakimś cudem udało się przemycić klucze, mogła zabrać ze sobą inne przedmioty, szczególnie te zagrażające życiu. A co, jeśli Kombinator nie sprawdził, czy w pojeździe nie ma niebezpiecznych obiektów?
   – Nie w tej okolicy, Noel – odparł Adrian, również szukając źródła tajemniczego dźwięku.
   A co by się stało, gdyby Profesor wyjęła skądś nóż i próbowała zabić Kombinatora w czasie jazdy? Nie, zrobiłaby to wtedy, kiedy by mnie wysadził. Dziewczynie zależy na przeżyciu, nie wyłącznie na zemście.
   Odgięła ramiona do tyłu. Zbyt dużo siedzenia w jednej pozycji, a ból będzie towarzyszył jej do rana.
   – Zaraz, dlaczego w ogóle się wracamy? – zapytała.
   – Chciała panna do Kamili wpaść, nie?
   Odgłos przypominający rysowanie kluczami po szybie ucichł. Noelia rzuciła przelotne spojrzenie Katarzynie. Dziewczyna wydawała się odrobinę spokojniejsza, jakby nieustanne miotanie się na fotelu wyssało większość z jej sił.
   – Tak, chciałam.
   Co, gdybym po podwiezieniu wyszła z auta, otworzyła okno od kierowcy, udając, że czegoś zapomniałam, tylko po to, aby chwycić Kombinatora za szyję i go udusić? Jeśli bym obiecała Profesor życie, może by mi pomogła. Wtedy naprawdę nie musiałabym zabić kogoś, kogo w rzeczywistości nie chcę zabić. Obie miałybyśmy krew na rękach.
   W pośpiechu wydobyła smartfon z teczki. Modląc się o dostęp do internetu, wpisała w Google nazwę poczty. Tak! – miała krzyknąć. Szczęśliwie w porę uzmysłowiła sobie, że jeszcze niczego nie zrobiła. Nie było również gwarancji, że ,,znajoma” Kamili odbierze wiadomość oraz że znajduje się w pobliżu. Szarooka podejrzewała, że jednak dziewczyna gdzieś tam czuwa. Kamila sprawiała wrażenie ubezpieczonej na każdą ewentualność. W innym wypadku żadna część jej chorego planu by się nie powiodła.
   Otworzyła ostatnią wiadomość od ,,Wiktorii”. Dawniej wszystko było normalniejsze. Sądziła, że odnalazła osobę, z którą mogła porozmawiać. Rzecz jasna, nie do końca na wszystkie tematy, lecz przynajmniej poznała kogoś, kto był wart utraconego czasu.
   Czy Kamila jest warta utraconego czasu? – zapytała samą siebie, przystępując do tworzenia nowej wiadomości.

Kamila powiedziała mi wszystko. Nie stanowię zagrożenia. Chcę poprosić o pomoc w sprawie chłopaka. Jesteś na miejscu?

   Wysłała wiadomość, wciąż nie mogąc uwierzyć, że posunęła się tak daleko. Ten brak niezdecydowania do tej pory był jej obcy. Poczuła ulgę. Wreszcie mogła żyć w zgodzie ze swoim wnętrzem, nienękana przez wątpliwości. Rozkoszowała się każdym wdechem, jakby był on jej ostatnim, co w gruncie rzeczy mogło okazać się prawdą. Nie dopuszczała do siebie tej możliwości. Przeżyje, a jej życie zmieni się diametralnie. Odwiedzi nowy wymiar, w którym nikt nie słyszał wyrazu ,,ograniczenie”. Jak będzie wyglądało jej życie, jeśli słowa Kamili okażą się prawdą? Co, jeśli obie zaniechają działań na niekorzyść drugiej? Żadnych gier, żadnych niedomówień, szczera siostrzana pomoc. Na jaki kolor przefarbują włosy? Jakie ubrania będą nosiły? Dokąd się wyprowadzą? Noelia wielokrotnie marzyła o odrodzeniu, aczkolwiek nigdy wcześniej nie dopuszczała do siebie możliwości zaczęcia wszystkiego z czystą kartą. Wyobrażała sobie, jak takie odrodzenie mogłoby wyglądać, lecz za każdym razem nie umiała zebrać wystarczającej odwagi do naniesienia wybranej fantazji na świat rzeczywisty. Czym Kamila różniła się od niej i skąd brały się te różnice?
   W górnym prawym rogu smartfona zapaliło się zielone światło. Wiadomość.

Oczywiście, że jestem. Kamila przewidziała wszystko i to ona wykona robotę.

   To, że będzie dostęp do internetu, też? Noelia wywróciła oczami. Jednak to nie pierwszy człon drugiego zdania zdziwił ją najbardziej, a postanowienie Kamili. Może lepiej, że to ona wymaże Kombinatora z ich życia raz na zawsze. Noelia nie potrafiła zabić – nawet jeśli miała to być osoba, do której pałała nienawiścią. Jak miałaby zmusić się do zlikwidowania kogoś, kto udzielił jej pomocy? Zaraz, zaraz – przypomniała sobie. – To dzięki kłamstwom Kombinatora znalazłam się w tak beznadziejnym położeniu.
   – Dokąd wieziesz Profesor? – zwróciła się do kierowcy białej Hondy Jazz. Miała nadzieję, że ton głosu nie zdradzał tego, jak bardzo była wściekła.
   Zapadła pięciosekundowa cisza.
   – Myślałem, żeby zabrać ją do domu – zaczął po namyśle Adrian – oddać matce auto, a w środku nocy z powrotem je pożyczyć i wywieźć dziewczynę na cmentarz.
   – Na cmentarz? – Noelia z widoczną niechęcią zerknęła w kierunku Profesor. Szatynka gryzła oparcie, próbując pohamować odgłosy dobywające się z jej gardła. Blondynka nie rozumiała, dlaczego nie pozwalała im usłyszeć dźwięku swojego cierpienia. Przecież wszelka szansa na ocalenie została zaprzepaszczona, nie mówiąc o tym, że dziewczyna przed chwilą wydzierała się niczym opętana.
   Kierowca zaśmiał się.
   – Nie, do wesołego miasteczka – odparł.
   Ciekawe, czy modli się teraz do Boga, czy może przeprasza wszystkich za wszystkie głupstwa, jakich jest sprawcą.
   Ułożyła kciuk i palec wskazujący na jednym z białych pasów plecaka. Narysowała okrąg.
   A może sądzi, że ten okrąg symbolizuje jej istnienie – rodzi się, żyje, by potem umrzeć i odrodzić się, rozpocząć cykl na nowo.
   – Co dokładnie planujesz?
   Chłopak wydał z siebie pomruk poirytowania.
   – A co się robi na cmentarzu w nocy? – Zwolnił, jakby wydawało mu się, że nie zdąży z wyjaśnieniem. – Zakopuje się ciała. Wątpię, żeby ktoś tam szukał akurat zwłok Profesor.
   – Psychopata – burknęła jasnowłosa.
   – Czy ja wiem... – Adrian machnął ręką. – Nie mam diagnozy. Psychopata czy nie, w pierdle to ja siedzieć nie zamierzam. Aż takim masochistą nie jestem.
   Nie wyparł się bycia psychopatą. Interesujące. Każdy inny człowiek dostałby ataku śmiechu, odwzajemniłby się podobną odzywką lub obraził śmiertelnie i twierdził, że on na pewno nie jest psychopatą. Niektórzy pewnie wpadliby w niekontrolowaną wściekłość i wszczęli awanturę. Prawdopodobnie znalazłoby się kilku dociekliwych osobników, zastanawiających się, dlaczego ktokolwiek zechciał przyczepić im metkę psychopaty.
   Blondynka wbiła kciuk w materiał tornistra, jakby zamierzała przebić go na wylot.
   – Ze mną nic nie zamierzasz zrobić, prawda? – spytała ostrożnie.
   Przyjaciel Maćka parsknął śmiechem.
   – Oczywiście, że nie – rzekł. – Nie jesteś w stanie mi zaszkodzić. I tak z tego, co podsłuchałem, zamierzacie obie udawać zaginione, dopóki ludzie nie uznają was za trupy.
   A jednak Kamila miała rację! Skubaniec podsłuchiwał. W sumie nic dziwnego, gdyby się nad tym zastanowić. Też bym tak postąpiła – musiałabym dowiedzieć się, czy moje życie jest zagrożone.
   Wydała z siebie zduszony okrzyk. Dupek podejrzewał, że będą usiłowały go zabić. Ciekawe, czy przewidział, że nastąpi to dzisiaj.
   – Z tego, co podsłuchałeś? – powtórzyła z opóźnieniem.
   – Oh – Kombinator podniósł rękę z kierownicy, by opuścić ją w teatralnym geście – bo zacznę jezusować i zacytuję klasyk Wenflona: ja mówię, nie myślę.
   – Nie jezusuj – rzuciła Noelia, starając się, by jej wypowiedź została odebrana jako dowcip. – On ci już nie pomoże.
   Nie rozumiała, co chciała osiągnąć tym ,,żartem”. Cofnąć podjętą decyzję? Niedobrze. Jeżeli chłopak zorientuje się, co jest grane, bardzo możliwe, że jasnowłosa już nigdy nie ujrzy wschodu Słońca.
   Adrian zerknął na siedzenie obok. Robił to coraz częściej – podejrzewał Katarzynę o przemycenie niebezpiecznych przedmiotów. Noelia, przywoławszy dźwięk przypominający rysowanie kluczami po szybie, była tego pewna.
   – Serio myślałaś, że jesteście tylko ty i wariatka?
   Nie ciekawi cię, czy nie mam przy sobie śmiercionośnych narzędzi? Dlaczego nie przeszukałeś plecaka? W nim mogłabym ukryć wszystko. Powinieneś odebrać mi ten plecak. Gdybym się uparła, mogła bym udusić cię zerwanymi z niego pasami. Niby taki inteligentny z ciebie chłopak, a jednak nie. Nie, widzę, że nie przewidziałeś daty swojej śmierci. Czy chciałbyś znać ją z wyprzedzeniem czy jednak zadowoliłbyś się powodem twojego nagłego odejścia?
   – Tak – wyrzuciła z siebie blondynka, znowu z opóźnieniem.
   Adrian wydawał się niewzruszony późnymi odpowiedziami towarzyszki. Obserwował roztaczającą się przed samochodem przestrzeń, próbując nie wjechać w przydrożne drzewo.
   – I myślałaś, że rzadko odwiedzam Kamilę?
   – Tak.
   – To bzdura – stwierdził nastolatek wyzbytym z emocji głosem. Teraz to droga stanowiła centrum jego myśli.
   Noelia przez chwilę sądziła, że chłopak powie coś jeszcze.
   Ponownie przeczytała wiadomość od Dominiki. Dobrze, że wysłała ją przed chwilą. Teraz nie miałaby już na to szans.
   Jak zamierzasz wykonać ,,swoją robotę”, Kamila? Weźmiesz do ręki nóż i zabijesz zwyczajnie czy może użyjesz bardziej wyrafinowanego sposobu? A może ten wyrafinowany sposób kryje się za zwykłym nożem? Zawsze można dokleić do rączki noża długi kij. Wtedy masz gwarancję, że nie poniesiesz żadnych ran.
   Nie, nie będzie się zastanawiała, jak Kombinator zakończy żywot. Martwi nie potrafią się porozumiewać.
   – Nie wiesz może, kto rozprowadzał plotki – no wiesz, na temat tego, że zaginięcie Kamili to moja sprawka?
   Adrian pokręcił głową.
   – Nie – odrzekł – ale ja na pewno tego nie robiłem. Naraziłbym się na zbyt wielkie ryzyko.
   – A umieszczenie Kamili w miejscu, o którym wiedzieli twoi znajomi nie było wielkim ryzykiem?
   Noelia o mało nie zemdlała z wrażenia. Przyzwyczaiła się do widoku Kamili związanej sznurami, siedzącej na betonie i brudnej, przypominającej wrak człowieka. Ta Kamila nadal była wychudzona, lecz z jej ciała znikły wszelkie oznaki brudu. Ubrana w nowe ubrania, o dwa rozmiary za dużą fioletową bluzkę z długimi rękawami, granatowe dżinsy nieco zwisające w kroku, oraz wyposażona w czarne jak noc adidasy z białymi sznurówkami, bardziej przypominała człowieka wracającego z długiej wędrówki aniżeli bezdomnego. Można by sądzić, że ktoś ją podmienił, gdyby nie szczegół, do którego nikt nie przywiązałby uwagi – mokre, skręcające się jak sznurki, blond włosy. Najwyraźniej umyła je w czasie krótkiej nieobecności Noelii. Niebieskie, buntownicze oczy nastolatki lustrowały przestrzeń, oznajmiając, że niczego się nie boją. Dominika, wbrew wyobrażeniom Noelii, była dość niską istotą o pulchnej zaróżowionej twarzy, krótkim nosie i ciemnorudych, farbowanych włosach. Sprawiała wrażenie osoby sympatycznej – takiej, do której zawsze można zwrócić się o pomoc i z którą da się porozmawiać na dowolny temat. Okulary uzbrojone w prawie niewidoczne brązowe oprawki oraz luźny ubiór składający się z kremowej bluzki, jasnej koszuli w żółtą kratę i szarych spodni tylko potęgowały ten efekt. Dziewczyna raz po raz poruszała podwójnym podbródkiem, przytupując przy tym prawą, ukrytą wewnątrz ciemnozielonych butów, stopą. Wyglądała na zniecierpliwioną.
   Noelia zacisnęła usta w wąską linię. Głupie. Mogły zaczekać w środku opuszczonego budynku. Teraz Kombinator przewidzi ich zamiary i natychmiast stąd odjedzie, zanim którakolwiek wyrządzi mu krzywdę. Być może zrezygnuje nawet z wypuszczenia Noelii z auta.
   Pojazd zatrzymał się gwałtownie, jakby jego kierowca w ostatniej chwili podjął decyzję o wysadzeniu pasażera.
   Noelia otworzyła drzwi. Śpieszyła się. Spostrzegła, że jej dłonie drżą jak po długim kontakcie z lodem. Na szczęście to nie ona miała za zadanie zabić Kombinatora. Jej jedynym poleceniem było najprawdopodobniej opóźnienie ucieczki chłopaka. Odetchnęła z ulgą.
   Jej stopy dotknęły podłoża, pewne i zwinne, zaś palce chwyciły plecak. To wtedy usłyszała trzask otwierania drugich drzwi. Ze zdziwieniem malującym się na zaczerwienionej twarzy obserwowała, jak ciało wijącej się na przednim siedzeniu szatynki ląduje na zewnątrz. Kombinator ewidentnie zmienił zdanie. Uznał, że najlepszym wyjściem będzie zostawić okaleczoną tam, gdzie została poraniona. Noelię wcale nie dziwił fakt, że chłopak doszedł do takiego wniosku. Gdyby zakopał ciało Profesor na cmentarzu, istniało większe ryzyko przypisania mu winy, podczas gdy tu wszystko mogło zostać zrzucone na Kamilę i Noelię. Zaraz, zaraz – pomyślała Noelia. – Jeżeli ktokolwiek odkryje, kto tak naprawdę zamordował Katarzynę, ale nie będzie w stanie odnaleźć dowodów wskazujących na sfałszowanie naszej śmierci, to wszystko jest bez znaczenia. Wszyscy odejdziemy z tego miejsca czyści jak łza.
   Czy to możliwe, by Adrian chciał pokoju – żeby oni wszyscy opuścili to miejsce bez ciężaru winy?
   Przyciągnęła tornister bliżej siebie.
   – Czy istnieje powód, dla którego to zrobiłeś?
   – Tak – odpowiedział bez wahania Kombinator. Siadł okrakiem na fotelu, tyłem do kierownicy. – Jeśli cały świat wkrótce uzna was za martwe, a wy znajdziecie inne miejsce stałego pobytu, mogę równie dobrze zostawić dziewczynę tutaj. Jestem niewinny, tak samo jak wy.
   Noelia spuściła wzrok, nie mogąc znieść natarczywego spojrzenia niebieskich oczu. Dziwiła się, że nastolatek jeszcze nie opuścił wnętrza pojazdu i nie zakatował Profesor na śmierć. Dziewczynie przysługiwał akt miłosierdzia.
   – Dlaczego okłamałeś Kamilę?
   Istniało ogromne prawdopodobieństwo, że chłopak skłamie, jednak ona wciąż chciała usłyszeć odpowiedź. Jeśli się jej poszczęści, odnajdzie w niej odrobinę prawdy.
   Przełknęła ślinę.
   – Dlaczego powiedziałeś, że wciąż przebywam z prawdziwymi rodzicami, a ona... nie?
   – Sam nie wiem. – Przyjaciel Maćka potrząsnął głową, jakby próbował pozbyć się z ucha natrętnego komara. – Najwidoczniej byłem jeszcze zbyt mały, by myśleć.
   Najwyraźniej byłeś wystarczająco ,,duży”, aby wymyślić wiarygodnie brzmiącą historyjkę.
   – Nie jestem pewna, czy mogę ci uwierzyć.
   – Wina Kamili, tak? – Kombinator pokiwał głową, jakby do siebie samego. W jego głosie rozbrzmiewał gniew. – Zapewne kazała ci wierzyć w mnóstwo rzeczy, które okazały się potem nieprawdą?
   – Można tak po... – zaczęła jasnowłosa, po czym zamarła, widząc, jak jej siostra wspina się po zakrwawionym siedzeniu, jeszcze przed momentem zajmowanym przez Profesor.
   Nóż z długim, cienkim srebrnym ostrzem prawie dotykał skóry na karku chłopaka. Noelia sądziła, że lada chwila zacznie krzyczeć. Być może to właśnie powinna uczynić. Jeśli okłamanie Kamili faktycznie było błędem dzieciństwa, należało chłopaka ostrzec. Nie musiał żegnać się z tym światem. Mógł się przecież jeszcze do czegoś przydać, a na dodatek był to kolejny zwykły człowiek mający prawo do życia.
   Otworzyła szerzej usta, jednak druga blondynka szybko uciszyła ją gestem. Krótko potem na twarzy Noelii utrwaliło się zmieszanie. Nie rozumiała, dlaczego posłuchała kogokolwiek, kto nie był właścicielem jej umysłu. Kolejny raz.
   Kamila uniosła nieco materiał kominiarki, przygotowana na zadanie ciosu. Niebieskie oczy, potrafiące prześwietlić każdą istotę do szpiku kości, przypatrywały się rozciągającemu się przed nimi obrazowi z fascynacją. Miały szansę podziwiać najwybitniejsze dzieło świata, albo nawet i kosmosu. Usta, wygięte w krzywym uśmiechu, zastanawiały się, jak wykraść owe dzieło tak, by nikt nie odkrył, kto jest złodziejem. Dłonie wiedziały, że wahając się niczego nie osiągną. Czoło, zmarszczone i zatopione w myślach, nie pojmowało, dlaczego to wszystko jest takie dziecinnie proste.
   Kombinator zorientował się, że nadeszły jego ostatnie sekundy egzystencji. Spojrzał błagalnie na Noelię. Potem nie istniało nic prócz krwi i wrzasków.
   Przymknęła oczy. W jej głowie zaroiło się od chomików zagryzanych przez własną matkę. Oblepione krwią, wyrywały się, walczyły o życie. Na próżno. Nie dadzą rady wspiąć się na wyższą kondygnację klatki – tam, gdzie przecisnęłyby się między szczelinami w prętach – a nawet gdyby im się udało, i tak czeka ich śmierć. Nie przeżyłyby upadku.
   – Szkoda, że nie miałeś szansy zaprojektowania zabawnego nagrobku – usłyszała podekscytowany głos siostry. – ,,Zejdź z moich nóg”. Albo jeszcze lepiej... ,,Zejdź z mojego penisa”.
   Noelia otworzyła oczy. Nie mogła zmienić się w prowadzoną na oślep owcę. Musiała wiedzieć, co dzieje się wokół, nawet gdyby miała zwrócić zawartość żołądka i się rozpłakać. Jakaś część mózgu podpowiadała jej, że Kamila czekała na ten moment – moment, w którym ją zabije, uznawszy, że wystarczająco zepsuła Noelii życie.
   Siostra siedziała na fotelu – tym samym, na którym wykrwawiała się Profesor. Tuż przed nosem trzymała zakrwawione ostrze noża, pustym wzrokiem wpatrując się w umierającego człowieka za kierownicą. Przygarbiona, z kolanami przyciągniętymi do klatki piersiowej przypominała nieco L z ,,Notatnika śmierci”.
   – Nie żyje – oświadczyła beznamiętnym tonem seryjnego mordercy. Wiedziała, że Noelia nie patrzy na jej dzieło. Znała swoją siostrę aż za dobrze.
   Noelia próbowała stanąć na nogi, lecz nic z tego. Zmieniły się w dwustukilogramowy ciężar.
   – Nie czujesz wyrzutów sumienia, prawda? – odezwała się.
   – Nie – odrzekła Kamila, nie zmieniając pozycji. – Nie rozumiem, dlaczego miałabym czuć wyrzuty sumienia, skoro chciałam to zrobić. Wyrzuty sumienia można odczuwać, jeśli zrobi się coś przypadkowo i ten przypadek prowadzi do poważnych konsekwencji.
   Chciałabym tak żyć – pomyślała Noelia. – Bez wyrzutów sumienia, zawsze czysta i niewinna. Chciałabym zrobić to i owo – coś, co u zwykłych śmiertelników wywołałoby winę – i nie czuć nic prócz zadowolenia.
   Puściła trzymany przez siebie plecak. Nie musiała donikąd się spieszyć.
   – Chciałaś go zabić? O ile dobrze pamiętam, była to moja decyzja.
   – Moja także – zwróciła się do powietrza Kamila. Zdjęła stopy z fotela i położyła je na drążku do zmiany biegów. – Chciałam zabić Kombinatora już wcześniej. Czekałam tylko na to, co ty postanowisz.
   Z zewnątrz posypała się kaskada niekontrolowanych wrzasków. Noelii już wydawało się, że będą prześladować ją do końca jej dni, gdy okolicę na powrót otuliła cisza.
   – Naprawdę? – wykrztusiła.
   Kamila uniosła głowę, po czym obróciła ją w stronę Noelii. Puste spojrzenie zniknęło. Wargi wykrzywiły się w przyjaznym uśmiechu – tak niepodobnym do istoty, która zabiła.
   – Jestem twoją siostrą, pamiętasz? – Położyła ociekający krwią nóż na ciele Adriana. Noelia nie przyglądała się, gdzie dokładnie. – Urodziła nas ta sama matka, przeżyliśmy trudne chwile, mamy podobne zainteresowania, podobnie wyglądamy... To tak, jakbyśmy były jedną i tą samą osobą, prawda?
   Noelia zamierzała zaprzeczyć, jednak jakimś cudem tego nie zrobiła. Przypisała winę swojej ciekawskości.
   – I?
   Druga blondynka obejrzała się przez ramię, jak gdyby obawiała się, że jest podglądana. Noelia dobrze znała to uczucie – ilekroć zajmowała się czymś, czym nie powinna, jej plecy łaskotał spacer mrówek.
   – Często my, ludzie, posiadamy w sobie dwa głosy – stwierdziła siostra – jeden twierdzący, że nasz pomysł jest fantastyczny, drugi krytykujący opinię pierwszego i szukający innych rozwiązań, być może łatwiejszych, być może uczciwszych...
   – My jesteśmy tymi dwoma głosami, prawda?
   – Tak, tylko w przeciwieństwie do głosów w twojej głowie, ja potrafię mówić naprawdę.
   Noelia próbowała unieść stopę. Ze zdziwieniem odkryła, że jest to całkiem łatwe. Dlaczego zatem przedtem nie mogła odkleić nóg od podłoża? Niedobrze. Jeśli będzie reagowała tak silnie na strach, może wkrótce pożegnać się z życiem. Przeczuwała bowiem, że niebawem znajdzie się w środku wielu dziwnych oraz niebezpiecznych sytuacji.
   Ale najpierw muszą stwierdzić naszą śmierć, prawda? Jak mamy im to ułatwić i czy w ogóle powinnam o to pytać? Być może nie spodoba mi się odpowiedź.
   Przełknęła ślinę, odganiając dłonią jasne kosmyki ze spoconej twarzy.
   – Zastanawiam się, czy to przypadkiem nie jedna wielka iluzja... mój świat wygląda nierealnie. – Wciągnęła nosem powietrze, jakby próbowała udowodnić sobie, że ono naprawdę istnieje. – Nie zaskoczyłoby mnie, gdyby się okazało, że w jednym z równoległych wszechświatów istnieje osoba wyglądająca tak samo jak ja, wiodąca inne życie. – Popatrzyła w górę, na chmury, zmartwiona. Nie ujrzy dziś gwiazd. Miałaby wymówkę, dlaczego nie spędzi nocy w tym samym budynku, co jej siostra. – Wiem, nie byłaby ona mną, tylko obcą osobą. Gdyby była mną, potrafiłabym wejść w jej ciało, chociaż i sama ta myśl sugeruje, że nie jesteśmy tym samym człowiekiem.
   Kamila milczała przez chwilę, pogrążona w myślach. Gdyby nie zmiana, która zaszła pomiędzy nimi tego dnia, Noelia doszłaby do wniosku, że nastolatka coś knuje – dziewczyna zmrużyła niebezpiecznie oczy, marszcząc przy tym brwi.
   – Nawet jeśli twój świat to iluzja, potraktuj ją jako prawdę – oświadczyła w końcu. – To samo robią ludzie wierzący w Boga. Dobrze, że istniejemy jako dwa odrębne, niemuszące ze sobą walczyć, głosy. – Umilkła, by po upływie kilku sekund dodać: – Wiedziałam, że nie będziesz w stanie popełnić morderstwa.
   Oczywiście, że nie. Noelia mogła zobaczyć to teraz jak na dłoni – cofnąć się w przeszłość i odkryć, że morderca nigdy nie czyhał w jej ciele. Zazdrość zabija – powiedziała kiedyś – co do tego nie ma wątpliwości, ale to nie ja zostałabym tą, która pociągnie za spust. Nie sądzę, bym potrafiła zakończyć cudzy żywot, i to jeszcze z tak błahej przyczyny. Zabawne, zapomniała o tych słowach. Lecz to już nie miało znaczenia. Kamila wiedziała o jej słabości. Co więcej, była jej siostrą – jedynym człowiekiem, jakiego kiedykolwiek pragnęła zabić. Taka sytuacja nie powtórzy się po raz drugi.
   – Teraz nie ma to już znaczenia, prawda? – wyszeptała.
   Kamila rozejrzała się wokół, jakby szept siostry zwiastował kłopoty. Nie zapytała o powód.
   – Oczywiście, że ma – powiedziała kojąco. – Zawsze, jeśli nie będziesz do czegoś zdolna, zwróć się do mnie. Wtedy pozostaniesz bez winy.
   Noelia uniosła brwi. W jasnoszarych oczach odmalował się strach.
   – Niby jak? Przecież jeśli skłonię cię do jakiegoś działania, też jestem winna.
   Kamila wyszczerzyła zęby w uśmiechu, nadal żółte – nie zdążyła ich umyć. Noelia zdała sobie sprawę, że od jakiegoś czasu nie nazywa jej wariatką. W szaleństwie dziewczyny była metoda, a to przezwisko zalewało umysł obraźliwymi konotacjami. Noelia chciała podarować siostrze szansę.
   – Czy możesz być winna tylko dlatego, że pomyślałaś tak, a nie inaczej?
   – Nie, oczywiście, że n... – zaczęła Noelia. Nie dokończyła. Prowadzenie rozmowy, będąc otoczonym kakofonią wrzasków, należało do nie lada wyczynów.
   Na szczęście krzyki Katarzyny szybko przeszły w drugą fazę – jak blondynka nazywała pojękiwanie. Czuła, że siły szatynki słabną. Niedługo umilknie. Przecież nie będzie się wydzierała w nieskończoność, prawda?
   Dlaczego wciąż tu siedziała jak związana niewidzialną nicią? Wystarczyło podnieść jedną stopę, potem drugą... Dlaczego Kamila jej nie poganiała?
   – Zawrzyjmy umowę – zaproponowała siostra, pochylając się kilka centymetrów do przodu. Próbowała odgarnąć mokre włosy łokciem. Jej dłonie pokrywały kropelki krwi. – Kiedy nie będziesz w stanie czegoś zrobić, zwróć się do mnie, a ja to załatwię. Kiedy mnie spotka podobny problem, zwrócę się do ciebie, a ty go rozwiążesz.
   Noelia dopiero teraz przyjrzała się dłoniom dziewczyny. Zarówno na zewnętrznej, jak i na wewnętrznej stronie pokrywały je drobne plamki, w niektórych miejsach przechodzące w linie. Wyglądała jak dziecko, które przypadkiem natknęło się na keczup oraz postanowiło wykorzystać go do zabawy. Namalowało kropki z zamiarem przestraszenia rodziców, ale nie pomyślało o psie. Pies niespodziewanie podkradł się do dziecka i zaczął zlizywać produkt, merdając przyjaźnie ogonem. Jasnowłosa uśmiechnęła się, widząc tę scenę oczami wyobraźni, po czym niemal podskoczyła. Nie znajdowała się w cieple własnego domu. Krew nie powinna kojarzyć się z przyjemnymi chwilami.
   Kamila czekała na jakąkolwiek reakcję. Ręce ukryła za plecami, jakby w obawie, że Noelia zaraz się poderwie i ucieknie z krzykiem.
   Kiedy nie będziesz w stanie czegoś zrobić, zwróć się do mnie, a ja to załatwię.
   – Nie powiedziałam, że ci przebaczam.
   – A nie zrobiłaś tego? – zdziwiła się Kamila. Podniosła się z fotela, by zaraz z powrotem na nim usiąść, nadal nie przejmując się jego wyglądem. Obiema rękami chwyciła zagłówek i obróciła głowę w kierunku Noelii.
   Nie, nie przebaczyłam ci. Nie wiem, kiedy to zrobię. Być może nigdy, ale ty nie musisz o tym wiedzieć – lepiej, żebyś nie wiedziała. Po prostu muszę na razie z tobą zostać. Nie widzę innego wyjścia. Gdyby odkryto ciało Katarzyny, już po mnie. Jeśli wszyscy uwierzą, że odeszłam, mogą sobie mówić, że to ja. Ich słowa nie będą miały na mnie żadnego wpływu.
   – Zrobiłam, ale tylko dlatego, że jesteś moją siostrą. – Miała nadzieję, że to wyjaśnienie brzmiało przekonywująco.
   – Rozumiem.
   Wzrok Noelii prześlizgnął się po sylwetce siostry, a następnie powędrował w kierunku drzwi otwierających się od strony pasażera. Kamila musiała je zablokować. W innym wypadku Profesor mogłaby je otworzyć. Choć właściwie dlaczego znajoma ze szkoły miałaby to zrobić? Zabicie Kamili nie pomogłoby jej w niczym w ostatnich chwilach istnienia.
   Dlaczego Profesor nadal cierpi? Kombinator powinien ulżyć jej cierpieniom i od razu odebrać jej życie.
   – Katarzyna... jeszcze nie umarła, ale nie da się już jej ocalić.
   Oczy Kamili rozbłysły.
   –  Chcesz, żebym ją dobiła?
   Naprawdę tego chcę?
   – Tak – odezwała się przekonanym o swojej racji głosem. – Zawarłyśmy umowę. Mam tylko nadzieję, że nie przyjdzie mi za to zapłacić.
   – Nie – powiedziała Kamila, otwierając drzwi. – Jesteśmy siostrami.
   Noelia zamknęła oczy, palcami zatykając uszy. Instynkt podpowiadał jej, że nie powinna tego robić, lecz nie potrafiła się z nim pogodzić. Była człowiekiem – nie podążającym ślepo za swoją naturą zwierzęciem, choćby ta miała przynieść mu na tacy zgon. Może natura choć raz ma rację – pomyślała, wbijając paznokcie w opuszki palców. – Przecież jeśli nie widzę zagrożenia, nie obronię się przed nim. Jakie zagrożenie? Kamila mogła tyle razy wyrządzić mi krzywdę, a nie zrobiła tego.
   Powoli uniosła powieki, gotowa w każdej chwili opuścić je z powrotem. Nie zobaczyła niczego prócz wnętrza pojazdu oraz znajdującej się za szybą bujnej roślinności. Poczuła się nieco głupio. Było oczywiste, że nie dojrzy stąd niczego drastycznego.
   Krzyki oraz pojękiwania Katarzyny zastąpiła cisza. Dziewczyna już nie żyła.
   Noelia poczuła się jak zamknięty w klatce chomik. Z rozszerzonymi trwogą oczami przyglądała się matce mordującej własne potomstwo. Cierpliwie czekała na swoją kolej.
   Drzwi otworzyły się, wyrywając dziewczynę z zadumy. Silne, nie znoszące sprzeciwu palce złapały ją za ramię.
   – Już po wszystkim. Chodźmy.
   Kiedy znaczenie tych słów wyryło ścieżkę w mózgu nastolatki, po jej ciele rozlały się litry ulgi. Nie pojmowała, dlaczego. Wiedziała tylko, że jej uczucia są niczym dzieci w wesołym miasteczku. Gdy drzwi otwierała jedna emocja, druga je zamykała, a czasem emocje jedynie wchodziły, zainteresowane tym, do jakiego stanu doprowadzą właściciela. Dzieci. Lubiła porównania, w których występowały dzieci. Miały przed sobą całe życie, nieskażone poprzednimi doświadczeniami.
   Spojrzała na siostrę, trzymającą ją za ramię. Wydawało się, że blondynka zaraz nią potrząśnie i wywlecze siłą z samochodu.
   – Poczekaj chwilę. Nie mogę wstać.
   Nie powinna była się do tego przyznawać, ale było już za późno. Struny głosowe zadrgały.
   Kamila pokiwała głową ze zrozumieniem. Schowała ręce za plecami, nie zadając żadnych pytań.
   – Mamy dużo czasu – zakomunikowała.
   Noelia spojrzała w bok, na ramię, na którym przed chwilą znalazła się dłoń siostry. Biały materiał bluzki ozdobiła długa czerwona smuga. W pierwszym momencie poczuła obrzydzenie, a kąciki oczu zwilgotniały w powstrzymywanym ataku szału. Dopiero później uświadomiła sobie, że to nie miało żadnego znaczenia. Nie wróci do domu. Jeśli będzie potrzebowała nowych ubrań, załatwi je Dominika.
   – Dominika powiedziała, że da nam trochę prywatności – usłyszała.
   – Czytasz w myślach?
   Kamila zaśmiała się – zjawisko tak niezwykłe jak recytowanie ,,Padliny” Baudelaire'a podczas wycieczki na motorówce. Do tej pory blondynka ani razu nie dała się złapać na tak bezbronnej ludzkiej czynności. Chciała pozostać nieodgadniona do końca. Wierzyła, że to zapewni jej zwycięstwo.
   Noelia poczuła, że oto nadeszła chwila, w której dowie się informacji, które zostały jej obiecane. Dlaczego porzucili ją rodzice? Czy w ogóle istniał jakiś powód? Dlaczego sfałszowali swoją śmierć? Skąd wzięli zwłoki? Czy ojciec w ogóle pił czy śmierć w wypadku samochodowym brzmiała wystarczająco ,,wygodnie”? Jaką mają pracę? Czy to przez nią trafiła do domu dziecka?
   Nie, Kamila pewnie zna tylko podstawy – pomyślała jasnowłosa, rozczarowana.
   – Co wiesz na temat naszych rodziców? – zapytała. Spojrzała siostrze prosto w oczy, przygotowana na wyłapanie jakiegokolwiek kłamstwa.
   Kamila nie odwróciła wzroku.
   – Słyszałam, że tak naprawdę zajmowali się handlem narkotyków – odpowiedziała. – Podobno sami nie zażywali, choć trudno mi w to uwierzyć.
   A jednak to musiała być prawda. Żadna z sióstr nie urodziła się z żadną wadą genetyczną.
   – Mnie też – wydusiła z siebie Noelia. Przypomniała sobie, że w małej kieszeni tornistra schowała opakowanie gumy do żucia. Rzuciła się w jego poszukiwaniu. – Wiesz, gdzie mieszkają?
   – Jeszcze nie, ale Dominika już ma adres.
   Noelii udało się znaleźć opakowanie z gumami do żucia. Odwinęła papierek jednej z nich, po czym włożyła ją sobie do ust. Papierek zwinęła w kulkę i wyrzuciła.
   – Co zamierzasz z nimi zrobić?
   Zabijesz ich, tak samo jak Kombinatora i Katarzynę? Nie miałaś problemu z zakończeniem ich życia. To, co zrobił ci Kombinator, jest niczym w porównaniu do krzywdy, jaką wyrządzili ci rodzice.
   Kamila zmarszczyła brwi, nie do końca rozumiejąc. Noelia wątpiła w prawdziwość okazywanej emocji. Sądziła, że siostra robi to wszystko na pokaz, a pod spodem ukrywa się najzwyklejszy, pozbawiony uczuć psychopata.
   – Czemu zamierzałabym zrobić z nimi cokolwiek?
   – Należy im się śmierć – odparła Noelia obojętnym tonem. – Porzucili nas.
   Kamila pokręciła głową z dezaprobatą.
   – Słuchaj, zdaję sobie sprawę z tego, co ci przed chwilą powiedziałam, ale nie mogę ich zabić.
   I tak pewnie jesteś psychopatką, a to, że nie możesz ich zabić, może oznaczać wiele rzeczy.
   – Kto tu mówi o zabijaniu kogokolwiek? – wymamrotała Noelia. – Powiedziałam tylko, że należy im się śmierć.
   Kamila mruknęła coś niewyraźnie.
   Nastąpiła niezręczna cisza. Noelia wyobraziła sobie siebie w skórze sześcioletniego dziecka, bawiącego się w piaskownicy. Dziecko jeszcze nie wie, że popełniło poważny błąd – zabrało na podwórko ulubiony wazon mamy. Podczas powrotu do domu wazon wyślizguje się z rąk sześciolatka i upada na kostkę. Malec wyje w najlepsze, by po chwili się otrząsnąć. Wraca do domu. Przed rodzicami udaje, że nic się nie stało. Pewnego razu mama pyta, dokąd zabrał wazon. Sześciolatek milczy.
   – Zostajesz na noc? – zapytała niespodziewanie Kamila.
   Noelia uśmiechnęła się blado. Zostanie. Nie było innego wyjścia.
   – Tak, choć znacznie pewniej bym się czuła, gdybyś była związana.
   – Dominika może mnie związać, jeśli chcesz...
   Kamila chyba nie mówiła poważnie!
   – Nie wygłupiaj się. Zbyt długo cierpiałaś. Prędzej odjadę kawałek i przenocuję w aucie.
   Wyciągnęła w kierunku siostry opakowanie z gumami do żucia.
   – Nie wytrzymałabyś zapachu krwi – stwierdziła nastolatka, wyjmując jedną z gum z opakowania.
   – Wytrzymałabym – rzekła twardo Noelia. – Dla przetrwania człowiek jest gotów do dziwnych poświęceń.
   A może jednak nie – pomyślała, jednak wolała o tym nie wspominać. – Nie jestem mordercą, dla którego krew nic nie znaczy. Na fotelu jest krew dziewczyny, którą znałam i chłopaka, którego znałam. Jak zareaguje Maciek? Czy kiedykolwiek się z nim jeszcze zobaczę? Obiecaliśmy sobie, że nasza przyjaźń przetrwa wszystko. Cóż, najwyraźniej nie podwójne zabójstwo.
   Poczuła, jak do oczu napływają łzy. Próbowała je powstrzymać mruganiem, lecz nie na długo. Nie było sensu walczyć z własną naturą.
   – Musimy ukryć gdzieś ten samochód – obwieściła Kamila, rozglądając się dookoła.
   Noelia nie mogła się nie zgodzić. Gdyby ktokolwiek zapuścił się w te strony i przypadkowo odkrył...
   – I się wyprowadzić – dodała szarooka, grzebiąc w tornistrze w poszukiwaniu chusteczek. – Przecież kumple Kombinatora pamiętają, że lubił przychodzić w te strony.
   Kamila ułożyła palce lewej dłoni na ustach, jakby popełniła poważny błąd, a następnie schowała je za plecami. Obdarowała siostrę delikatnym uśmiechem.
   – Gra dobiegła końca.
   Noelia wytarła nos chusteczką.
   Jeśli nigdy nie będziemy działały przeciwko sobie, to owszem.
   – A my obie wygrałyśmy – dokończyła.
   Kamila nie zaprzeczyła.


*


   Słońce powoli znikało za widnokręgiem. Przypominało schwytanego w pułapkę niezdecydowania młodego ptaka. Odłączyć się od grupy i zostać czy pofrunąć za kompanami ryzykując życie? Niepewne stworzenie machało skrzydłami, nie lecąc w żadnym widocznym kierunku. Niezauważalnie zbliżało się do gruntu.
   Noelia co chwilę zerkała na obniżającą się gwiazdę dzienną, notując w głowie jej postęp. Jeszcze chwila i będzie po wszystkim.
   Nie zobaczę już Jolanty i Krzysztofa – uświadomiła sobie z bólem. – A nawet jeśli, nie będą wiedzieli, że to ja. Wyminę ich na ulicy i nawet nie zamienimy słowa. To trochę nie fair – ja zajrzę na Facebooka, by zobaczyć, jak wyglądają, a oni będą myśleli, że nie żyję. Wychowali mnie, a ja odwdzięczyłam się najgorszym prezentem, jaki zna rasa ludzka. Pomyślą, że popełniłam samobójstwo. Być może powinnam dać znać policji, że się zabiłam. Dzięki temu nie będą poszukiwać powiązań pomiędzy moją śmiercią a Kamili. Tak, powiem Dominice, by przygotowała papier i długopis. Napiszę list. Dominika zawiezie go daleko stąd, ale jednocześnie dość blisko mojego miejsca zamieszkania, poda jakiejś osobie i każe jej zostawić go w odosobnionym miejscu, którego ona nie zna.
   Po twarzy Noelii popłynęły łzy. Nie chciała żegnać się z przybranymi rodzicami, z miejscem nazywanym dotychczas domem, ani ze szkołą. Wszystkie plany legły w gruzach. Trzeba będzie zagryźć zęby i zacząć wszystko od początku – doprowadzić się do porządku, zacząć liceum, potem studia... O pieniądze na razie nie należało się martwić – nie, dopóki Kamila i Dominika gromadziły je z powodu internetowego oszustwa. Być może Noelia pomogłaby w wysyłaniu do ludzi próśb o wsparcie finansowe. Z niektórymi z nich mogłaby nawet korespondować dla zabawy. Spojrzałaby na życie w każdej jego odmianie. Ciekawiło ją, co ,,Wiktoria” napisze w kolejnym poście na blogu – bardziej niż kiedykolwiek.
   Poczuła ciepłą dłoń na ramieniu. Podskoczyła, gotowa do zadania napastnikowi ciosu w twarz. W porę pohamowała odruch.
   Kamila nie uśmiechnęła się. Nie próbowała wytknąć Noelii jej słabości.
   – To boli, prawda? – zapytała głosem pełnym zrozumienia.
   Noelia nie odpowiedziała. Nie była pewna, czy wyraz ,,ból” trafnie opisywał jej uczucia.
   Palce Kamili wplątały się we włosy, jakby z chęcią udowodnienia, że wszelka niepożądana substancja została z nich zmyta. Wzrok nastolatki powędrował ku zachodzącemu Słońcu.
   Wiem, kiedy powiedziałaś, że potrzebujesz czasu dla siebie, zamierzałaś ukryć ciało. Ja nie potrafiłabym tego zrobić, ale to nie znaczy, że masz się chwalić swoim ,,dziełem”.
   Noelia już otworzyła usta z zamiarem wyrzucenia z siebie tych nieprzyjemnie brzmiących słów, lecz w ostatniej chwili uznała, że ma coś ważniejszego do przekazania.
   – Gdyby udało ci się dostać podobne ciała, chciałabym być na pogrzebie – powiedziała.
   – To nietypowe pragnienie – oświadczyła Kamila, szukając wzrokiem pojedynczej gwiazdy. Chmury stale zakrywały sporą część nieba.




Koniec.
Albo i nie.
Zastanawiam się, czy nie dopisać krótkiego epilogu (zastanawianie się obejmuje Was – i jeśli powiecie, że bez epilogu będzie lepiej, nie zamierzam się śmiertelnie na Was obrazić). Gdybym postanowiła taki epilog napisać, i tak musielibyście długo czekać. Filologia angielska nie jest szczególnie trudnym kierunkiem. Po prostu zdycham po tych zajęciach – nie, nie dosłownie (bo babka od polskiego mnie dobije! ;P). Nie mam siły ani ochoty na pisanie, gdy moje zasoby mentalne pływają w ściekach.
Zamierzam dokonać drobnych popraw w ,,Więźniu niewinności” – możliwe, że nie wyłapałam jakiegoś błędu lub pewien krótki fragment jest niepotrzebny. Ciekawe, kiedy ja to wszystko poprawię...
Być może nie zabrałabym się za prowadzenie bloga, gdyby nie pamiętna chwila, podczas której słuchałam ”In Your Room” – Depeche Mode. To właśnie wtedy do mojej głowy przywędrował pewien pomysł. Na początku wszystko spisywałam na kartkach. Zapewne byliście to w stanie wywnioskować, jeżeli czytaliście komentarze pod rozdziałami. Produkt końcowy bardzo się różni od pierwotnego – to tak, jakbym opowiedziała historię na nowo, dodając i odejmując pewne rzeczy.
Kto pamięta pseudonim ,,Wenflon”? Nazywamy tak jednego z wykładowców. ;)
Aronia! Jeśli to czytasz, to się przyznaj, bo wyrwę Ci bebechy! I je spożyję! Hahae, nawet jeśli moja znajoma czyta blogi (chociaż w większości przypadków mierzy poziom ,,raka” na Wattpadzie), jest znikoma szansa, że tutaj zawitała. Nie wiem, kiedy i czy jej powiem o tym blogu. Może po poprawkach. (:
Następnym razem, kiedy będziecie chcieli, żeby Was inni studenci przepuścili na schodach uczelni, powiedzcie, że musicie zobaczyć śnieg, zanim przestanie padać. ;)



<czyli pieczęć aprobaty Hannibala Lectera – nie myślcie o fokach!>

U nas była taka sytuacja, choć to był grad, nie śnieg. Tia, ale to niestety nie moja kwestia, choć Ewa na początku sądziła inaczej, gdy ja i Aro jej o wspomnianym wydarzeniu opowiadałyśmy (,,to ty, Hanni?”).
Czas na żurawinę, hahaha! Żartujemy, że to po żurawinie nam odbija – choć mi potrafi odbić w każdych warunkach i nie tylko po żurawinie, hahahe. I kiedy zobaczyłam obrazek, na którym zostało napisane, że ludzie urodzeni między innymi w maju są niezrównoważeni psychicznie, padłam na śmiech pozawałowy. Ale żyję, bo jestem Bogiem, hahahaerse – tak jak mój kolega. Hearse? O kurde! 0.0 Wchodząc w szczegóły, Mateusz powiedział, że nie może się zabić, bo jest Bogiem – nudziło mu się. Człowieku, jeśli jesteś wszechmogący, to zabić się chyba potrafisz? Hahaah. Chłopakowi się porządnie musiało nudzić, skoro na pytanie, z czym kojarzy mu się Hiszpania, odpowiedział ”(lots of) bitches” •(dużo) suk• zamiast ”beaches” •plaż•. Podobna wymowa, wiadomo, ale on to chyba zrobił specjalnie. Niezła cisza zapadła na chwilę na sali. To jest, dopóki jej nie przerwałam moim ,,co?”, a wykładowcy nie wyszły okiem flaczki. ;P Zleciłam Aronii wykonanie mema z podpisem ”lot of bitches”, na którym to widać wiele plaż, a na niebie wklejone są modelki. ;)



Ten obrazek przypomina mi pewną scenę z ,,Hannibala”. Ci, co oglądali, powinni wiedzieć. Ci, co nie oglądali... wybaczcie, ale nie będę spoilerami trząść jak gaciami w majtkach. Ci, co nie oglądali, ale chcą oszukiwać (na własną odpowiedzialność!)... wpiszcie na YouTube ”Love Crime” (taki tytuł utworu jest, żeby nie było ;P), a dalej to już Was wielmożny YouTube pokieruje.
Ten obrazek przypomina mi nie tylko pewną scenę z ,,Hannibala”. Rozprawiałyśmy z Aronią na temat tego, jak prześwietnie by było, gdybyśmy miały w budynku skoki na bungee. Winda by się nadawała do skakania. Aronia powiedziała coś w stylu ,,a co, jakbyśmy tam skoczyły?” Na co Adrian: Ja nie mogę, myśli samobójcze.
Zna ktoś ciekawy fanfik z ,,Hannibala”? Proszę się skontaktować ze mną – nawet jeśli czytacie ten tekst kilka lat później. :) I z ,,Sherlocka” oraz ,,Notatnika śmierci” naturalnie też! Przydałoby się coś interesującego, przy czym można by było się zrelaksować i co by nie miało beznadziejnej fabuły.
Mam ochotę na powtórne obejrzenie ,,Hannibala”, najlepiej w środku nocy i wiadomo, od razu wszystkich odcinków obejrzeć się nie da. To dopiero będzie relaks. (;
Zanim się pożegnam, powiem jeszcze, że na pewnych zajęciach wypisywałam bzdury drukowanymi literami. Doszło do TEGO, między innymi.



Tłumaczenie:
Chcę kupić helikopter i odlecieć zamiast bycia zaklinowaną w tym pomieszczeniu bez ludzkiego mięsa. Pragnę jedzenia, zwłaszcza jeśli pochodzi z podejrzanych źródeł. Muszę zadzwonić do mojego rzeźnika. Oszukuję.

Tego było więcej! Nudziło mi się. Tia, moja znajoma potrafi czasami całe zajęcia spędzić grając w gry albo poszukując ,,raka”. Jej to się dopiero musi nudzić. ;P
Podzielcie się wrażeniami! Oczywiście nie tylko odnośnie rozdziału. Mam Wam tłumaczyć, dlaczego nie tylko? Jeszcze czego! Hahahahahah.
Zapomniałabym. Jeśli kogoś mój twór zainspirował do napisania czegoś o podobnej koncepcji, proszę bardzo – piszcie! Tylko nie zapomnijcie mi o tym powiedzieć, bo chcę przeczytać. (: Zezwalam także na tworzenie wszelkiego rodzaju parodii oraz kontynuacji, jeżeli ktoś ma ochotę. Wiem, o wiele więcej osób jest skłonnych kontynuować fanfiki aniżeli opowiadania autorskie, ale kto wie. ;D
Jak Wasza bielizna? Mam na myśli oczywiście białe ubranie, hehee.
Kończę.
Widzicie, już skończyłam. ;D

niedziela, 24 września 2017

ROZDZIAŁ XVII

Witam, witam! (:
Ten wstęp jest po to, by użytkownicy urządzeń mobilnych przypadkiem nie podpatrzyli kilku słów siedemnastego rozdziału - a wielce by się zdziwili. ;D Ogarnęłaby ich trwoga tak niesamowita, że porwani namiętnością rzuciliby się z mostów. Dobra, co ja pie... (pozwolę sobie nie dokończyć tego zdania)?
W pewnym momencie występuje tekst po angielsku. Poprawka, występuje on w dwóch momentach. W pierwszym jest to normalny angielski, w drugim natomiast nienormalny (to poniekąd szyfr). ;D Jeśli chcecie przeczytać tłumaczenie oraz wyjaśnienia, przewijajcie, aż natkniecie się na koniec rozdziału. Tuż przed moją ,,notatką”. Możecie też wyszukać na stronie: ,,polska wersja tekstu” i dopisać ,,pierwszego” bądź ,,drugiego”. Jak wrócić z powrotem do tego, co czytaliście, rzecz jasna, wiecie. (:
Udanego czytania!



   Zanim Kombinator zdążył zareagować, obok Noelii rozległ się rozdzierający powietrze krzyk, który raptownie przeszedł w atak śmiechu.
   Czy ty chcesz odwrócić moją uwagę od Katarzyny? W jakim celu? Przecież ty nie robisz niczego bezinteresownie.
   Blondynka pokręciła głową, jakby potrafiła czytać w myślach, po czym obnażyła zęby w uśmiechu. Przypominał on wściekłego psa, gotowego w każdej chwili doskoczyć do ofiary i rozerwać ją na strzępy - tylko dlatego, że mógł.
   - Byłam ciekawa, czy potrafię krzyczeć głośniej od tej twojej znajomej ze szkoły - powiedziała, omijając wzrokiem pustą miskę. Bez wątpienia po takim wyczynie bardziej dokuczało jej pragnienie. - W końcu ciemnoocy gorzej znoszą ból.
   Profesor próbowała zakryć dłońmi uszy, jakby z zamiarem odsunięcia się od przeżerających umysł słów uwięzionej. Noelia nie wykluczała jednak drugiej, bardziej sensownej możliwości: nastolatka chciała przyzwyczaić Adriana do swoich zachowań, by potem jeszcze raz mu się wyrwać. Była to sztuczka stara jak świat, lecz jedynie ona pozostała. Najlepszym wyjściem było, bezapelacyjnie, dostanie się do szpitala, jednak skąd ktokolwiek miał wiedzieć, czy ,,szpital” przypadkiem nie oznacza czegoś całkowicie innego? Stosowanie szyfrów uchodziło za niezbyt wyrafinowaną, ale za to popularną i efektywną formę komunikacji. Niektórzy wybierali rozmowę w obcym, nieznanym dla większości, języku, zaś inni nadawali starym słowom nowe znaczenia. Jasnowłosa musiała przyznać, że nadawanie słowom nowych znaczeń było interesujące ze względu na umiejętność zapamiętywania. Gdyby posunąć się dalej i mentalnie ,,przyczepić” jeden z wybranych przez siebie obiektów do dowolnego przedmiotu we własnym domu, wymazanie go z pamięci stanowiłoby nie lada wyzwanie. Jeśli miałaby wpoić sobie, że dwa razy dziennie należy wypić małą łyżkę tranu, a ten tran ,,przymocowałaby” do znajdującej się obok telewizora draceny, roślina przypominałaby jej o nim za każdym razem, kiedy wzrok ześlizgnąłby się z ekranu.
   Noelia uśmiechnęła się, prezentując śnieżnobiałe zęby będące zasługą Jolanty, przybranej matki zarabiającej na życie jako stomatolog. Teraz nie zapomni o wielu rzeczach. Satysfakcji nie przyćmiła nawet jęcząca przy jej stopach szatynka. Patrzyła na wypływającą z uda krew, jakby nie była to jej wina, jakby nastolatka nie była niczym więcej niż zwierzęciem przeznaczonym na pożywienie.
   Bo jesteś zwierzęciem, tylko ludzie ustalili, że nie zabija się nikogo z tego samego gatunku. Inne stworzenia choćby nie zabijały z głodu, zabijają z innych powodów. Jednym z nich jest chociażby walka o partnerkę. Sądzimy, że jesteśmy wyjątkowi, że instynkty nas nie dotyczą, tymczasem ludzie, którzy nie wypierają się własnej tożsamości nie są wynaturzeniami. Ci, którzy nigdy nie marzyli o zakończeniu czyjegokolwiek życia, są.
   Nie mogła się doczekać chwili, w której przekaże Kamili swoje myśli. Czuła, że wyłącznie z nią może porozmawiać na takiego rodzaju tematy i wyłącznie ona odpowie szczerze. Wariatka nie miała nic do stracenia.
   Uśmiechnęła się po raz kolejny, z opóźnieniem uzmysławiając sobie, że nikt nie reaguje. Rozejrzała się dookoła w poszukiwaniu przyczyny. Nie dostrzegła nic podejrzanego prócz zmrużonych oczu Kombinatora, wpatrujących się w uwięzioną tak, jakby były pogrążone w rozmowie. Prawie siedział na prawym biodrze Katarzyny, przygotowany do przygwożdżenia nastolatki całym ciałem do betonu, gdyby zaszła taka potrzeba. Palce ściskające nadgarstki z siłą imadła, prawie niezauważalnie przesuwały się w górę, dbając o to, by szatynka się nie wyślizgnęła. Noelię kusiło, aby zapytać, dlaczego nie odpowiedział na jej pytanie, lecz ostatecznie uznała, że lepiej zrobić to później.
   - Zawsze znajdziesz odpowiedni moment do przechwalania się swoimi wiadomościami - odgryzła się Kamili, nie patrząc w jej stronę.
   Krwawiąca z lewego uda szatynka stanowiła znacznie ciekawszy obiekt do obserwacji. Wprawdzie spektakl byłby bardziej absorbujący, gdyby dziewczyna włożyła białe legginsy zamiast czarnych, lecz i tak na widok nie należało narzekać. Krew nie była leniwa, nie wsiąkała jedynie w materiał, a spływała na beton, formując kałużę. Szarzyzna zmieniała się w barwną czerwień - kolor życia, który odrzucił zaproszenie nudy.
   - Jak każdy - skonstatowała związana. - Przecież chcemy, żeby ludzie nas docieniali.
   Noelia wykrzywiła usta. Jakby nikt nie mógł żyć sam dla siebie, świadomy własnych zalet oraz osiągnięć.
   - Niektórzy potrafią się maskować - rzekła.
   Poczuła na ramieniu cudzą dłoń. Jak oparzona, podniosła głowę, natrafiając na badawcze spojrzenie Kombinatora.
   - Co tak naprawdę planujesz? - usłyszała.
   Ściągnęła brwi, nie rozumiejąc.
   - Skoro nie możemy zabić dziewczyny, a ja popełniłam błąd, należy zawieść ją do szpitala. Przecież w innym wypadku powoli się wykrwawi. - Zerknąwszy na rękę chłopaka, która wciąż nie opuściła jej ramienia, wygięła usta w geście dezaprobaty. - Chcesz, żeby ci uciekła?
   Adrian cofnął rękę, jednak nie znalazła się ona na powrót na nadgarstku Katarzyny. Zamiast tego powędrowała w stronę kolana okrytego pomarszczonym materiałem w kolorze khaki.
   - W tym stanie nie zwieje - powiedział, unosząc głowę - stawiam na to bank.
   - Ty lepiej banków nie stawiaj, bo ci ktoś je obrabuje - zażartowała Noelia. Wyprostowała się niczym struna. Pochylanie się przez długi czas nie przynosiło żadnych korzyści zdrowotnych. - Nie pomyślałam o tym, że trzeba przejść spory kawał, aby dotrzeć do cywilizacji. Wątpię, by dziewczynie starczyło sił, gdyby jakimś cudem udało jej się nam wymknąć.
   Odwróciła się tyłem do dziury udającej okno, z dala od młodej jabłoni, traw, pojedynczych krzewów oraz drzew. Wiedziała, że nikt nie obserwuje, nikt nie wie o jej miejscu pobytu, zatem strzeżenie otworu okazało się zbędne. Istniał jednak przedmiot, którego należało pilnować. Czarny, połyskiwał srebrnym ostrzem, przecinając szarość pomieszczenia. Lecz to krople krwi najbardziej rzucały się w oczy. Miała szczęście - nóż nie trafił do niczyjej ręki, tylko leżał sobie gdzieś w tle, czekając na właścicielkę. Szczęście? Czy aby na pewno? A może to wszystko było zamierzone? Być może ktoś zaprogramował tę scenę i teraz obserwował, zaintrygowany - czy wirtualni bohaterowie zachowają się według wzoru czy też się zbuntują?
   - W takim razie dlaczego przedtem trzymałeś ją tak, jakby ucieczka była błędem niewybaczalnym?
   Niezdecydowanie nie powinno istnieć. Gdyby nigdy się nie zawahała, nie musiałaby teraz stać przed leżącym na betonie, umazanym krwią kuchennym nożem. Dzierżyłaby go w dłoni, niczym wojownik miecz. Być może wcale nie sprowadziłaby Profesor w to miejsce lub nastolatka spoczywałaby już od dawna w grobie. Wypuściwszy powietrze z płuc, podniosła narzędzie zbrodni, przybliżyła zabarwione czerwienią ostrze do oczu, a następnie przekręciła je, jakby posługiwała się kluczem.
   Adrian nie odezwał się ani słowem, co zmusiło blondynkę do spojrzenia w jego kierunku. Odszukała niebieskie oczy chłopaka. Ze zdziwieniem wykryła w nich zagubienie.
   - Popełnił ten sam błąd, co ty - odpowiedzi udzieliła Kamila. W jej głosie pobrzmiewała drwina. - Nie pomyślał. I tak nie powinniście myśleć, że jesteście bezpieczni. Nawet daleko od cywilizacji, jak ty to ujęłaś, od czasu do czasu może przejechać samochód.
   Wtem do Noelii dotarło, co tak naprawdę chciała jej przekazać związana. Kombinator wiedział, że ktoś może tędy przejeżdżać. Wcześniej nie uważał tego za nic złego i nie miał oporów przed pokazywaniem swoich obaw, jednak naprędce obmyślił plan, który wymusił wymazanie poprzednich odruchów. Zapewne żałował, że przy bystrym oku wariatki takie rzeczy są niewykonalne. Blondynka dostrzegała dosłownie wszystko, co mogło zostać dostrzeżone przez oko ludzkie.
   - Faktycznie, ktoś może uciec - ciągnęła Kamila - wykrwawić się i nikt tego nie zauważy, nawet rok później. - Przygryzła wargę, a następnie przejechała po niej zębami, wydając przy tym nieprzyjemny odgłos podobny do cmokania. - Ale możesz mieć też pecha i więzień ucieknie dokładnie w dniu, w którym kierowca zjawi się w pobliżu.
   Jakby na zawołanie pojękiwanie krwawiącej z uda szatynki przybrało na intensywności. Dziewczyna starała się jak mogła, by nie zacząć wydzierać się wniebogłosy, ale powoli traciła samozaparcie. Noelia podejrzewała, że w dużej mierze winowajcami były nadgryzione wargi. Spływały po nich czerwone strużki, sunące uparcie ku szyi. Przypominały rzekę, która zapragnęła upodobnić się do pajęczyny. Niestety taka pajęczyna nie pomagała w przezwyciężeniu bólu, a wręcz go potęgowała. Na początku, owszem, krzywdzenie nieskrzywdzonej części ciała, aby powstrzymać się od wrzasku, okazywało się skuteczne, ale trzeba było wiedzieć, kiedy skończyć i gdzie zacząć na nowo.
   Związana rzuciła lekceważące spojrzenie w kierunku cierpiącej.
   - Możesz mieć jeszcze większego pecha i tym kierowcą okaże się policjant. Ponadto, pech może być jeszcze większy...
   - Czy ta piramida w ogóle posiada szczyt? - zdenerwował się Adrian. - Jeśli moje reakcje są opóźnione, to tylko dlatego, że nie mam pojęcia, co robić.
   Czyli kiedy się denerwujesz rozmawiasz jak normalny człowiek - zaobserwowała Noelia.
   - Noelia zaproponowała przejażdżkę do szpitala, co jest jedynym sensownym rozwiązaniem dla was - stwierdziła Kamila. - Dziwi mnie jednak jedna rzecz. - Ściągnęła brwi, pogrążając się w zadumie. - Pomimo że to Noelia trzyma nóż, to ona jest bardziej skłonna uratować swoją znajomą niż ty, a jednak ty twierdzisz, że ona coś knuje. Wątpię w to, by to była prawda, a jeśli jest, to sobie zasłużyłeś.
   Noelia pokręciła głową bez udziału świadomości. Słowa wariatki wywołały nieporównywalny z niczym szok. Jasnowłosa mogła sobie wmawiać, że to jak wdrapanie się na Mount Everest w przeciągu sześciu sekund lub zmniejszenie się do rozmiarów kropli dżdżu, jednakże czuła, że te porównania są niczym wobec tego, co właśnie wyłapały uszy. Czy Kamila w istocie popełniła gafę, czy ta gafa była zamierzona? Być może ona i Adrian w ogóle się nie znali, a to była jedna z gierek dziewczyny - być może wariatka chciała sprawdzić, jak daleko Noelia jest w stanie się posunąć, kiedy dotrze do niej, że jej kompan zasługuje na karę oraz przedmiotowe traktowanie. Rzecz jasna, związana obrała również za cel doszczętne zniszczenie życia Noelii.
   Kamila rozprostowała nogi, by kolejno podciągnąć je pod klatkę piersiową.
   - Powiedz mi, w co planowałeś wrobić Noelię? - zapytała nieustępliwym głosem. - Czy zadzwoniłeś do jednego ze swoich ziomków, żeby tu przyjechał po to, by zepchnąć całą winę na...?
   W tym momencie w uszach wszystkich obecnych zadźwięczał krzyk. Rozniósł się po pomieszczeniu, po czym uleciał na zewnątrz, pozostawiając po sobie ciszę. Niestety, cisza ta nie przyniosła ulgi, zaś niepokój. W powietrzu odczuwało się ciężar - jakby poinformowano niebo o przerażających wydarzeniach, do jakich doszło tego dnia w opuszczonym budynku, a niebo postanowiło zgnieść wszystkich tych, którzy nie zasługiwali na spokojny spacer po globie.
   Oczy wszystkich przylgnęły do Katarzyny w oczekiwaniu na kolejną porcję rozdzierających wrzasków. Te jednak na powrót przeszły w pojękiwania, nieco głośniejsze niż uprzednio. Było oczywiste, że nastolatka chce zwracać na siebie jak najmniej uwagi.
   - Czyli ja byłabym ciszej - Kamila poczyniła obserwacje.
   Noelia mogła ze spokojem stwierdzić, że ten wniosek jest całkowitą bzdurą. To, że wariatka mogła się pochwalić niebieskimi oczami, wcale nie oznaczało lepszego panowania nad odruchami organizmu.
   - Naprawdę, mogłaby znaleźć sobie coś innego do gryzienia niż usta - skomentowała związana, gdy stało się jasne, iż nikt nie zamierza dodać ani słowa. - Dziewczynie ewidentnie brakuje inwencji twórczej.
   Nie potrafiąc nad sobą zapanować, Noelia parsknęła śmiechem, przez co zarobiła dziwne spojrzenie od Kombinatora. Blondynka tylko wzruszyła ramionami, kątem oka dostrzegając, jak związana unosi brwi.
   - Wracając do tego, co miałaś czelność mi przerwać... - mówiła dalej Kamila - czy kazałeś swojemu kumplowi tutaj przyjechać, żeby zepchnąć winę na Noelię?
   No tak, uzmysłowiła sobie szarooka, nie pomyślała o tym, że Adrian mógł pomóc jej wyłącznie dla zabawy, a potem zganić na nią całą winę. Wszystko było idealnie zaplanowane, każdą ewentualność utkano co do najmniejszego detalu, nie pozostawiając żadnych dziur, przez które dałoby się przecisnąć do wnętrza i zniszczyć tkaninę od środka. Chłopak chodził w kominiarce, ponieważ nikt by go nie rozpoznał. Wiedział od dawna, że ukrywanie twarzy może tylko pomóc w jego sprawach. Przyzwyczajał innych do swoich wybryków, w których nie kryło się nic nielegalnego. Przyzwyczajeni ludzie choć widzą, nie przywiązują szczególnej wagi do tego, co rejestrują oczy. Zdobył mnóstwo znajomych i przypadkiem na więzienie wybrał kiedyś często odwiedzane przez nich miejsce. Chłopak nie musiał się specjalnie wysilać, żeby przyprowadzić w te rejony kogoś należącego do tej samej paczki. Mógł powiedzieć, że znalazł tam coś ciekawego. Jeszcze lepiej - że pewnego razu pokazał Noelii opuszczony budynek, ale po jakimś czasie bez jego wiedzy oraz pozwolenia zmienił on swoje przeznaczenie. Gdyby przedstawił to w ten sposób, koledzy mogliby uznać, że zalazł jasnowłosej za skórę i z tego powodu dziewczyna chce go uwikłać w zbrodnię - albo że oszalała.
   - Daj spokój - w głosie Kombinatora pobrzmiewało znużenie - nie zrobiłem tego wcześniej i miałbym zrobić akurat teraz? Ty w ogóle mnie nie znasz, skrzacie - dodał pieszczotliwie.
   Oczy Kamili spoczęły na suficie. Można było odnieść wrażenie, że poszukują na nim jakiegoś przedmiotu, o wiele bardziej interesującego od krwawiącej dziewczyny oraz półleżącego na niej chłopaka.
   - Zdajesz sobie sprawę, że każdy potrafi kłamać? - spytała tonem przywodzącym na myśl zdezorientowanie. - Nie istnieje człowiek, który tego nie potrafi.
   - Każdy potrafi kłamać i co? To nie znaczy, że każdy wokół jest kłamcą.
   - To prawda - zgodziła się Kamila. - Inteligentni ludzie kłamią tylko wtedy, kiedy wiedzą, że kłamanie przyniesie im korzyści, albo że nie zostaną przyłapani.
   Mniej inteligentni ludzie wolą nie kłamać, nawet jeśli wiedzą, że nikt ich nie nakryje, ponieważ kłamanie jest nieuczciwe i nie w porządku w stosunku do innych - dokończyła w myślach Noelia. Potarła czoło wolną ręką. Rzecz jasna, wariatce nie przyszło do głowy, że bycie zdolnym bądź niezdolnym do odczuwania winy ma mało wspólnego z faktyczną inteligencją.
   Kamila westchnęła, dziwnym trafem zauważywszy reakcję Noelii. Jasnowłosa podejrzewała, że uwięziona zerka na nią, kiedy odwraca wzrok.
   - Idioci nie potrafią umiejętnie kłamać - wygłosiła związana. - Kłamią bez umiaru. Nie wiedzą, kiedy przestać. Czy ty wiesz, kiedy przestać?
   Noelia czuła, że lada chwila na jej usta wypłynie paskudny uśmiech.
   - Noelia miała rację - walczył Kombinator - ty jesteś obłąkana.
   Jasnowłosa pokręciła głową z rozbawieniem. Aby wygrać spór, należało wymyślić coś błyskotliwego lub nienormalnego - coś, co zmusiłoby więźnia do pomyłek. Nazwanie drugiej osoby obłąkaną było gorsze niż brak jakiegokolwiek odzewu.
   - Według ciebie powinni mnie zamknąć w szpitalu psychiatrycznym? - zadrwiła Kamila. - Zamknij się, zanim powiesz coś równie głupiego i obrazisz ludzkość swoją ignorancją.
   Adrian mruknął coś niezrozumiałego. Wstał, naciągnął mocniej kominiarkę i zamaszystym krokiem skierował się ku wyjściu z pomieszczenia. Noelia ruszyła za nim. Kiedy chłopak dotarł na miejsce, w którym powinny znajdować się drzwi, zatrzymała się gwałtownie. Powodem był dochodzący z tyłu głos:
   - Do rozmowy wrócimy później, a tymczasem porozmawiam sobie z Noelią.
   Wezwana otworzyła usta w niemym zdziwieniu, a Kombinator obejrzał się przez ramię. Skinąwszy głową, niemal rozpłynął się w powietrzu.
   - Radziłabym zwracać uwagę, co dokładnie robisz - poradziła Kamila. - Wymachujesz tym nożem jak rakietą do tenisa. Poza tym, jestem związana, więc nie pomogę ci w złapaniu twojej znajomej, gdyby resztkami sił zdołała przejść przez dziurę.
   Szarooka niechętnie zwróciła głowę ku dziewczynie leżącej na betonie opodal Kamili. Wciąż pojękiwała, wyrzucając z siebie niezrozumiałe słowa. Zdawało się, że nie zauważyła różnicy - i to według blondynki było niezmiernie podejrzane.
   Co powinna zrobić? Uciec stąd, póki mogła, czy dokończyć dzieło? Owszem, zabójstwo należało uznać za błąd w świetle ostatnich wydarzeń, lecz jednocześnie czyn ten byłby pozbawiony potknięć. Nie wiedziała, co mogłoby się wydarzyć, gdyby pozwoliła Profesor na wydostanie się z opuszczonego budynku. Nawet gdyby nie zawitał w te okolice żaden kumpel Kombinatora, ktoś mógł tędy przejeżdżać i nie zostawić szatynki w spokoju. Oczywiście, tam, gdzie nie ma kamer, wielu ludzi nie pomogłoby innym, zwłaszcza jeśli sami mogliby przez omyłkę trafić do więzienia. Co stałoby się, gdyby jeden z kolegów Adriana czekał na niego na zewnątrz? Musiałaby opuścić budynek inną drogą. Z ulgą odnotowała, że to niemożliwe, by ktokolwiek widział przez dziurę sceny z jego wnętrza. Kombinator nie pozwoliłby na splamienie własnej osoby.
   - Nie masz pojęcia, co się dzieje - przemówiła związana. - Nie dziwię ci się. Wymienimy kilka zdań, a potem ci coś pokażę.
   Noelia zmrużyła nieufnie oczy, nie spuszczając Profesor z oczu.
   - Nie powiedziałam ci, że ludziom - rozpoczęła beznamiętnym tonem związana - którzy, jak powiedziałaś, maskują się tak, że nie widać, jak bardzo chcą być doceniani przez innych, wydaje się, że odpowiednio się maskują.
   Katarzyna potrząsnęła głową w agonii. Oczy nastolatki powędrowały ku górze, gdzie napotkały puste, zamyślone spojrzenie Noelii.
   - Co więcej - kontynuowała związana, przymknąwszy oczy - ci, którzy maskują się używając tych samych sposobów, wmawiają sobie, że nie widzieli czegoś, co w rzeczywistości widzieli.
   Profesor odwróciła wzrok, po czym zaczęła się czołgać - ślamazarnie, jakby liczyła na to, że nikt nie zauważy drobnych ruchów. Pozostała jej ostatnia szansa na życie. Nic dziwnego, że próbowała wszystkiego, nawet najgłupszych rozwiązań. Kiedy zawodzą mądre rozwiązania, sięga się po te głupsze - wszystko, byleby się uratować.
   - Ludziom może się wszystko wydawać - Kamila wydawała się niewzruszona faktem, że szatynka odnosi sukces - tak jak niektórym się wydaje, że wiedzą, co to panspermia czy pareidolia. Myślą, że panspermia ma coś wspólnego ze spermą, choć gdyby się głębiej zastanowić, to ma, ale kiedy dojdzie się do pierwotnego znaczenia tego wyrazu. Pareidolia może kojarzyć się z...
   - Z idealizowaniem? - dokończyła Noelia, obserwując czołgającą się rówieśnicę. Zdecydowała, że podaruje dziewczynie w prezencie trochę nadziei, a następnie ją odbierze. Nie wiedziała jeszcze, co zrobi z Katarzyną, ale póki co, nie mogła uciec. - A autodestrukcja nie ma nic wspólnego z autami - dodała, marszcząc nos.
   Kamila zakasłała, sygnalizując, że rozbawiły ją wypowiedziane słowa, czego Noelia do końca nie pojmowała. Przecież w ten sposób wariatka tylko podrażniała sobie gardło. Dorzućmy do tego nazbyt małą ilość wypitej wody i mamy...
   - Dokładnie.
   - Skąd w ogóle wiesz, co to jest panspermia? Większość ludzi nie ma bladego pojęcia o istnieniu tego słowa.
   Z gardła Katarzyny dobył się przypominający okrzyk odgłos.
   - Bo większość ludzi nie interesuje się astronomią - wygłosiła jak gdyby nigdy nic Kamila. - Do tego niektórzy nie przepadają za nauką języków obcych, a o panspermii nie słyszy się...
   - A ty przepadasz? - Noelia stanęła tuż przed twarzą Profesor i bezgłośnie powiedziała: ,,nie uciekniesz mi”. Wróciła na miejsce, ukontentowana. Rówieśnica zaniechała jakichkolwiek ruchów. - Większość osób z mojej szkoły olewa angielski. Wątpię, byśmy były tak do siebie podobne, żebyś tego nie robiła.
   - Looking for your innocence is like looking for cryptids, you'll never find anything - powiedziała prawidłową angielszczyzną Kamila. - And I'm not saying this just to sound clever. You should accept who you are, you should accept that you are guilty. You shouldn't look for something that isn't there...
   Noelia otworzyła usta w oszołomieniu. Nie potrafiła dojść do tego, jak dziewczynie udało się znaleźć kogoś tak podobnego używając internetu - kogoś podobnego nie tylko pod względem aparycji lub zainteresowań, ale aparycji i zainteresowań jednocześnie. Zupełnie jakby były siostrami. Jednakże Noelia nie dopuszczała do siebie możliwości istnienia siostry. Nie chciała być spokrewniona z kimś, kto życzył jej śmierci. Nawet gdyby to okazało się nieprawdą, jasnowłosa była przekonana, że wariatka chciała dla niej źle. Poza tym, Kamila za bardzo kochała gry, by ktokolwiek mógł na niej polegać, o byciu świrniętym do szpiku kości nie wspominając.
   Znienacka uszu blondynki dobiegł tupot stóp. Kilka sekund później w pomieszczeniu zjawił się zdyszany Kombinator - w kominiarce, której nigdy nie zdejmował w obecności Noelii. Dopadł do leżącej na betonie szatynki, chwytając ją w pasie.
   Kamila gwałtownie wciągnęła powietrze nosem.
   - Co z tą znajomą Noelii? - zwróciła się do przybysza oskarżycielskim tonem. - Nagadałeś jej, by ją śledziła, ale nie powiedziałeś, dlaczego. Liczyłeś na to, że sama wyciągnie wnioski i pójdzie na policję. Zadziwia mnie jednak jej zachowanie. Coś ty jej nagadał, że tak się ciebie boi? Nie widzę innego powodu, no chyba że rozmawiamy o chorobach.
   Chłopak spiorunował blondynkę wzrokiem, co dzięki zakrywającej twarz kominiarce nie wyglądało zbyt efektownie.
   - Jedyna osoba, która miała jakąkolwiek chorobę, to moja dziewczyna - przyznał.
   Oczy związanej rozszerzyły się.
   - A co to za choroba?
   - Otyłość - odrzekł Kombinator oschle. - To też choroba.
   Noelia parsknęła śmiechem. Chłopak zaczynał tracić nad sobą kontrolę, co oznaczało, że domysły Kamili były prawidłowe. A może w szkole nikt tak naprawdę nie podejrzewał Noelii, a podejrzenia zostały im wmówione? Nie mogli podejrzewać nikogo o uprowadzenie w oparciu jedynie o podobny wygląd. Adrian posiadał zbyt wielu znajomych. Mógł przekazać jednemu z nich fałszywą informację, która następnie stała się plotką. Nie ma nic bardziej krzywdzącego od plotki, w której ukryto ułamek prawdy. Wiedziała, że ten ułamek pozostał niezmienny. Uczniowie dodawali tylko powody, a te wyginano nie do poznania. Kiedy chodziło o coś tak poważnego jak porwanie lub morderstwo, nikt nie był zdolny do przekręcenia wiadomości tak, by końcowym produktem okazało się noszenie czapki z truskawkowego kisielu o zielonej barwie.
   Świadomość bycia wykiwanym paliła. Można było odnieść wrażenie, że wypala wnętrze człowieka - od mózgu po naczynia włosowate. Najgorsze było to, że podobny tok wydarzeń łatwo było przewidzieć. A jeśli łatwo było coś przewidzieć, równie łatwo było temu zapobiec. Do pewnego czasu.
   Co ja zrobiłam? - pomyślała z desperacją Noelia. Już nie było jej do śmiechu. Czuła, że lada chwila się rozpłacze - niczym dziecko, któremu matka nie kupiła czekolady, mimo błagań na kolanach. Nie mogła wrócić do domu. Nawet gdyby udało jej się ukryć przed Krzysztofem i Jolantą to, że większość czasu poza domem nie spędziła w szkole, nie miała do czego wracać. Jeśli zainteresowałaby się nią policja, byłoby po niej.
   - Wygrałaś - zwróciła się do Kamili. Jej głos ociekał nienawiścią. - Zniszczyłaś doszczętnie moje życie.
   Oczy, do których już się przyzwyczaiła, znów zaczęły ciskać w nią piorunami, czy raczej zszywkami - ,,zszywki” brzmiały bardziej realnie, prawdziwie. Czuła, jak jej własne oczy ogarnia ból, lecz uparcie nie odwracała wzroku. Poddała się z godnością. Może ciągła ucieczka nie jest taka zła - wmówiła sobie. - Wystarczy, że nauczę się kraść i umykać władzom.
   Usta związanej uformowały literę ,,o”.
   - Nie istnieje coś takiego jak wygrana - oznajmiła ze spokojem. - Przynajmniej niezupełnie.
   Kątem oka Noelia dostrzegła, jak przyjaciel Maćka powoli odciąga szatynkę od fałszywego okna. Teraz była to tylko szatynka, na której przestało jej zależeć - umrze to umrze, wyniesie ją stąd Kombinator to wyniesie. Zdawała sobie sprawę, że nie powinno jej być wszystko jedno, skoro parę sekund temu w jej umyśle zagnieździł się stan łudząco przypominający panikę, ale tak, wszystko straciło swe pierwotne znaczenie - dlatego dziewczynę zdziwiło, że jeszcze starczyło jej sił na usłyszenie cichego pytania Kamili. Blondynka zadała je szeptem, co było jeszcze bardziej zdumiewające.
   - Jesteś po mojej stronie?
   - Nie mam powodów, by być po czyjejkolwiek stronie - odrzekła Noelia, pocierając policzek środkowym palcem lewej dłoni.
   Związana przełknęła dwa razy ślinę. Zapewne pragnienie stawało się nie do zniesienia.
   - Czy potrafiłabyś choć raz mi zaufać? - zapytała w końcu. Złośliwość w całości wyparowała z głosu blondynki. - Gdyby nie ja, prawdopodobnie byłoby już za późno na ratunek.
   Noelia chciała przyznać się do utraty nadziei i wytłumaczyć, co do tego doprowadziło. W dzisiejszym świecie nikomu nie zaufa. Kiedy odkryła, jacy potrafią być ludzie, zrozumiała, że może polegać wyłącznie na sobie. Wystarczyła chwila zapomnienia, by jej życie przeobraziło się w koszmar - zamiast pięknego motyla, z poczwarki wyłoniła się czarna istota niewiadomego gatunku. Z drugiej strony jednak jasnowłosą ciekawiło, dlaczego dziewczyna prosi ją o tak poważną przysługę.
   - Mogę spróbować - rzekła. Jej głos wydawał się dziwnie ciężki.
   Kamila poczekała na moment, w którym Kombinator wyniósł Katarzynę z pomieszczenia.
   - Nie idź za nim - przestrzegła, dostrzegłszy wysuniętą do przodu prawą stopę drugiej blondynki, gotową do podążenia za chłopakiem. Twarz skierowana ku wyjściu także zdradzała zamiary nastolatki. - Jeśli sam z nią stąd wyjdzie, nic ci nie grozi.
   No tak, gdyby Kombinatora zobaczył jeden z jego kumpli, nic by się nie stało, ponieważ nie byłoby jej przy tym. Chłopak nie próbowałby nawet nakłonić swojego znajomego do wejścia do opuszczonego domu. Każdemu normalnemu człowiekowi najbardziej zależałoby na uratowaniu rannego zamiast udowadnianiu, że to nie on ,,bawił się” kuchennym nożem. W przeciwnym razie od razu uznano by go za winnego.
   Odwróciła się, na powrót zatapiając spojrzenie w twarzy związanej. Bruzdy w czole oraz zaciśnięte usta były dowodem bólu - a może nawet konfliktu wewnętrznego. Nie, to absurdalne - oprzytomniała. - Ona nie ma konfliktów wewnętrznych. Może mnie za to skłonić do myślenia, że tak jest.
   - Planujesz coś - wymamrotała. - Na razie tylko jeszcze nie wiem, co.
   Prawy kącik ust Kamili uniósł się delikatnie.
   - Oczywiście - przyznała - jednak nic z wielkimi konsekwencjami dla ciebie... Nie, powiedzmy to inaczej. Nie planuję czegoś, co dla ciebie zakończyłoby się negatywnymi konsekwencjami, ale nie oznacza to, że tak właśnie się nie stanie.
   Noelia pokiwała głową. Następnie zbliżyła się do fałszywego okna, ciekawa, czy ktoś, kogo nie znała, zaparkował na zewnątrz. Dotknęła policzkiem zimnej ściany, powoli przybliżając ją ku otworowi. Doświadczyła niewysłowionej ulgi, gdy okazało się, że nikogo tam nie ma. Nikt nie widział choćby zarysu sylwetki, a zatem nie wiedział, że to akurat ona zaatakowała Katarzynę nożem. Nikt także nie usłyszał wypowiadanych w opuszczonym budynku słów. Zupełnie jakby nic się nie wydarzyło. Mogła teraz wrócić do domu i żyć takim samym życiem, tylko... czuła niepokojący ucisk w brzuchu - powtarzał, że nie może wrócić do tego, co było. Życie z uporem pędziło na oślep. Skąd mogła wiedzieć, co teraz zrobi Kombinator? Być może niebawem zostanie oskarżona o próbę zabójstwa. Gdyby zaufała Maćkowi, prawdopodobnie jej życie wyglądałoby zupełnie inaczej. Nawet jeśli jakimś cudem odwiedziłby ruderę dokładnie w tym samym czasie, a ona wbiła nóż w udo szatynki, chłopak tak po prostu by jej nie zostawił. Nie musiałaby drżeć w strachu, że jej postępki zostaną ujawnione.
   Ujrzawszy chłopaka niosącego w ramionach dziewczynę, zjechała plecami po ścianie, po czym usiadła na betonie. Nóż położyła na wysokości prawego kolana.
   - Znasz rosyjski?
   To pytanie zaskoczyło szarooką.
   - Nie - odparła.
   - A cyrylicę?
   - Też nie.
   - Szkoda - powiedziała Kamila, wygiąwszy usta w grymasie niezadowolenia. - Gdybyś na chwilę mnie uwolniła, napisałabym ci, co zrobić, a nie mogę ryzykować podsłuchania.
   Noelia gotowa była uznać plan uwięzionej za logiczne posunięcie - gdyby faktycznie ich podsłuchiwano. Za pomocą transliteracji wykonalne stawało się przekazywanie wszystkiego - pod warunkiem, że osoba wykluczona nie znała alfabetu. Umiejętność posługiwania się obcym językiem okazywała się niepotrzebna, jeżeli można było używać innego alfabetu do zapisu języka polskiego, jednak Noelia nie widziała sensu w celowym uczeniu się pisma bez poznawania języka.
   - Przecież nikogo tu nie ma - wytknęła. - Kombinator zabrał Profesor do szpitala.
   - Chce, żebyś myślała, że tak jest.
   Noelia przymknęła oczy.
   - To nie ma ani grama sensu - stwierdziła.
   - A dekagram ma?
   Noelia zmarszczyła czoło, nie dowierzając własnym uszom. Wariatka oczywiście nie mogła choć na chwilę się przymknąć, kiedy od niej tego wymagano.
   - Przecież dekagram jest większy, prefiks ,,deka” oznacza... Czekaj! Powiedziałaś, że napisałabyś, jak postąpić, gdybym cię uwolniła?
   Mało brakowało, a zaniosłaby się śmiechem. Nie była tak naiwna, jak sądziła wariatka. Prędzej posłużyłaby badaczom jako skamielina, aniżeli przystała na propozycję uwolnienia kogoś takiego jak Kamila.
   Uwięziona zwiesiła głowę.
   - Nie zrobisz tego, prawda? - spytała nieśmiało.
   - Nie - odrzekła Noelia. Uśmiechnęła się.
   Ogarnęła ją euforia. Nie czuła jej od tak dawna, że prawie zapomniała, co to znaczy cieszyć się życiem. Być może nigdy do końca nie pojmowała, czym właściwie jest życie. W dzieciństwie przypominało jej ono płatek śniegu - każdy inny od drugiego, a jednocześnie zastanawiająco podobny. Płatek śniegu miał pecha, kiedy na zewnątrz nie panował wystarczający chłód, aby zapobiec wczesnemu roztopieniu. Podobnie z istotami ludzkimi. Wiele dzieci nie dożywało swoich osiemnastu urodzin ze względu na wypadki samochodowe bądź choroby. Czasem do takiego płatka śniegu uśmiechało się szczęście. Odpoczywał na ziemi przed długi czas, wyczekując ładniejszej pogody. Gdy temperatury podnosiły się, odchodził w niepamięć, a w niedalekiej przyszłości kolejny zajmował jego miejsce. Tak samo wyglądało to u ludzi. Czekali na śmierć, a potem ich zapominano. Dla dzieci wnuków przeszłe pokolenia nic nie znaczyły - były jedynie imionami i nazwiskami, ciekawostką. Ucisk w brzuchu nie zelżał, lecz teraz wiedziała, że nie tylko ona go odczuwa. Ten ucisk był czymś dobrym. Gdyby los zafundował jej i Kamili inne przeżycia, nie siedziałaby teraz z plecami przypartymi do ściany, z zamkniętymi oczami rozkoszując się cierpieniem, nienależącym wyłącznie do niej. Nie było warto cierpieć w samotności. Nie otrzymywało się za to żadnej nagrody. Patrzyło się tylko na ludzi i czuło zawiść. Przyjemność przykryto kocem, którego nie sposób odwinąć. A może Kamila postanowiła zniszczyć życie Noelii, ponieważ nie odczuwała nic więcej prócz cierpienia?
   - Sądzę, że nie mam innego wyboru - stwierdziła Kamila, po czym przystąpiła do objaśniania planu dziwną angielszczyzną: - Extinguish this object using a cutting edge, so that Liquid Luck might get the light turned off and in a well, without us at the postmortem blading. Curious circumlocutions aren't to dispense.
   Blondynce przyswojenie sensu tak przekręconej wiadomości zajęło około kilkunastu sekund, ale kiedy wreszcie pojęła, czego żąda od niej związana, umysłem nastolatki zawładnęło przerażenie. Owszem, usiłowała zabić Katarzynę, lecz wtedy działała pod wpływem emocji. Teraz jednak...
   Spojrzała prosto w oczy Kamili i, przełknąwszy ślinę, rzekła twardo:
   - Nie.
   Nie liczyło się to, że rozwiązanie wariatki było prawdopodobnie najlepszym wyjściem. Posiadanie na rękach krwi aż dwóch osób nie mieściło się w planach Noelii.
   Jestem niewinna. Nie zaakceptuję innej rzeczywistości. Nie zmusisz mnie do podążenia tą samą drogą, co ty - tą samą krętą ścieżką, na której wyrasta coraz więcej kamieni. To ty potkniesz się na niej pewnego dnia i wykrwawisz, nie ja. Nikt ci nie pomoże. Mogę tu przychodzić, mogę uciekać od rodziców, aż w końcu mi na to nie pozwolą, mogę trafić do szpitala psychiatrycznego... Założę się, że w psychiatryku ludzie są o wiele normalniejsi od ciebie. Jeśli umrzesz z odwodnienia, nie będzie to moja wina. Nie mam wpływu na to, czy uda mi się dotrzeć tu na czas.
   Poczuła wilgoć ściekającej po policzku łzy. Pozwoliła jej płynąć, bez wstydu wpatrując się w oczy przeciwnika.
   - To twój wybór - oznajmił. - Nie zamierzam go kwestionować.
   Noelia odniosła wrażenie, że nastolatka chce powiedzieć coś jeszcze, ale przeszkadzają jej w tym silne emocje. To tylko wrażenie - powiedziała sama do siebie w myślach. Zdecydowanym ruchem otarła palcem łzę.
   - Mówiłaś, że chcesz mi coś pokazać - zaczęła - że zrobisz to, kiedy wymienimy kilka zdań. Tylko ostrzegam, nie zgodzę się na manipulację.
   Kamila westchnęła, niezachwycona przebiegiem rozmowy.
   - Możesz odejść - rzekła wypranym z emocji głosem. - Prosiłabym jednak o sprawdzenie poczty, kiedy znajdziesz się dostatecznie daleko, a w twoim telefonie pojawi się internet.
   - W porządku - zgodziła się Noelia. Podniosła się z betonu, gotowa do opuszczenia pomieszczenia. - W końcu to nic wielkiego i nie możesz sprawdzić, czy faktycznie zrobiłam to, co kazałaś.
   Gdy tylko wydostała się na zewnątrz, ogarnął ją lęk. W pobliżu nie było żywej duszy. Kombinator zabrał auto wraz z dziewczyną, której nie chciała już nigdy zobaczyć na własne oczy. Jeśli ta jędza powie, kto dźgnął ją nożem w udo, nie powita kolejnego dnia. Za nieostrożność się płaci. Nie, nie mogła wrócić po to, by zabić. Powrót byłby niemądrą decyzją i ostatnim momentem wolności. Poza tym, przecież nie chciała stać się morderczynią. Zajrzała do plecaka - czarnego w białe pasy, który zostawiła wcześniej nieopodal wejścia do opuszczonego domu - w poszukiwaniu smartfona. Znalazła go tuż przy felernych kawałkach zapiekanki. Zamierzała je dać tego dnia Kamili, rozmyśliła się jednak. Nie miała ochoty wracać do opuszczonego domu w tak okropnym stanie emocjonalnym. Nic dziewczynie nie będzie - pomyślała. - Najwyżej później przyniosę więcej żywności, żeby uzupełniła braki. Jeśli w ogóle jeszcze tutaj kiedyś wrócę. Z oczu Noelii na powrót wypłynęły łzy. Zjeżdżały w dół, przywodząc na myśl miniaturowe strumienie, lecz w odróżnieniu od nich były brzydkie. Wyrażały niemoc i złość, uczucia obce prawdziwym strumykom. Kontury przyszłości stawały się zamazane - niczym wykonany ołówkiem szkic, zalewany przez wodę.
   Odnalazła w kontaktach numer Kombinatora. Upewniwszy się, że jest sygnał - był on wprawdzie bardzo słaby, ale jednak był - zadzwoniła.
   - Tak? - odezwał się po chwili przyjaciel Maćka. Jego beztroski ton głosu powrócił.
   Nie mogę ci już nic zrobić, czy to dlatego? - pomyślała Noelia, ocierając łzy wierzchem dłoni.
   - Co ty sobie wyobrażasz?! - krzyknęła rozhisteryzowana. - Jak mogłeś mnie tutaj zostawić?!
   Włożyła wolną rękę do plecaka w poszukiwaniu chusteczki.
   - Nie miałem innego wyboru - tłumaczył się chłopak. - Poza tym i tak myślisz, że jestem przeciwko tobie. Nie wiem, jak mogłaś uwierzyć w te bzdury. Przecież wiesz, że Kamila to wariatka pierwszej klasy.
   Bo jesteś przeciwko mnie. Nie jestem łatwowierną osobą. Nie mam żadnych powodów, by ufać Kamili w jakiejkolwiek sprawie, zwłaszcza Kamili, ale czasami... czasami słyszę, co ona do mnie mówi. I potrafię myśleć, dojść do pewnych wniosków. Wariatka otworzyła mi oczy. Byłam tak zaabsorbowana chęcią życia, że nie przejrzałam twojego planu. No bo po co chciałbyś mi pomóc?
   Ściskała palcami lewej dłoni chusteczkę do nosa i płakała, wyła jak nigdy przedtem, nieświadoma wszystkiego, co działo się wokół. Usiadła na trawie, nie mogąc dłużej ustać na nogach.
   - Ej, Noel - odezwał się w pewnym momencie Kombinator. - Jesteś tam?
   Wydmuchała nosa, a następnie przełknęła ślinę.
   - Czy ja kiedykolwiek ci powiedziałam, że wierzę w to, co ona mówi? - wydusiła z siebie. Łzy stale napływały do oczu. - Błagam, chociaż wywieź mnie z tej okolicy, bo będę miała kłopoty.
   - No dobra - zgodził się nastolatek. - I tak masz szczęście. Niewiele ujechałem.

*


   Nie mogła zmusić się do patrzenia. Próbowała przyzwyczaić się do obecności Katarzyny na przednim siedzeniu obok kierowcy, jednak za każdym razem odwracała wzrok niczym zagubione zwierzę. Zastanawiała się, czy małe chomiki czują się podobnie - zamknięte w klatce, bezbronne. Kiedy matka z jakiegoś powodu postanowi zagryźć potomstwo, dzieci mogą tylko patrzeć, jak ich rodzeństwo żegna się z istnieniem. Nie mogą przecisnąć się pomiędzy prętami klatki i uciec. Ciekawe, czy mają podobny problem - są świadome tego, że wypadałoby obserwować matkę, unikać jej i liczyć na to, że zrezygnuje z ,,obiadu”, lecz one tego nie robią, nie mogą zmusić się do patrzenia. Noelia powinna dla swojego własnego bezpieczeństwa obserwować Profesor. Kto wie, czy podczas jej nieobecności jakiś niebezpieczny przedmiot nie trafił w ręce szatynki. Być może wręczył go jej sam Kombinator.
   Wyjęła smartfon z tornistra. Gdzie były zabudowania, zapewne był też internet. Podjęła ostatnią próbę spojrzenia na Profesor. Na szczęście dziewczyna wciąż tkwiła w tej samej pozycji - prawie, wszakże nie przestała zwijać się z bólu, a jęczała przy tym przeraźliwie, zupełnie jakby palono ją żywcem. Tym razem wzrok Noelii utrzymał się dłużej na ciele ofiary. Blondynka była pewna, że to nie dzięki nowo nabytej odwadze, zaś strachowi przed odczytaniem wirtualnej wiadomości. Weź się w garść - rozkazała sobie, po czym zalogowała się na pocztę. Zmarszczyła czoło. Przecież napisała do niej tylko Wiktoria. To nie mogło być nic rodem z horroru, prawda? Dotknęła palcem właściwego miejsca na ekranie i zagłębiła się w lekturze.

No elo, Kamila!
Czas skończyć z tą komedią. Wiem, że Kamila nie jest twoim prawdziwym imieniem. Nazywasz się Noelia. Pewnie nawet nie pamiętasz, jak dotarłaś na mojego bloga. Tego typu rzeczy nie pamięta większość ludzi. Nie martw się. Z Twoją pamięcią wszystko w najlepszym porządku. Oczywiście, to, że wybrałaś sobie imię Kamila jest dziełem przypadku, ale nasza znajomość internetowa już nie. Gdybyś nie zostawiała oczywistych śladów w internecie, być może nie połączyłabym Twojego konta na Facebooku z nazwą na Blogspocie, ale jednak mi się udało. Nawet nie zorientowałaś się, że pokierowałam Cię ku mojemu blogowi, a to za sprawą linku zostawionego w treści jednego z anonimowo napisanych komentarzy. Nie doszłaś też do tego, że w rzeczywistości nie posiadam brata. Nikt do tego nie doszedł. Może dlatego, że otrzymywanymi pieniędzmi dzielę się ze znajomą, która wychowuje się sama. Nie dość, że palą i piją, to jeszcze mają małe dzieci. Dominika jest najstarsza. Dzieli ją od rodzeństwa duża przerwa.
Chciałam Cię poznać od dwóch stron. Mawiają, że nasza twarz internetowa jest ideałem, a ta pokazywana w najczarniejszych godzinach prawdą.
Na początku, owszem, chciałam Twojej śmierci. Sądziłam, że prawdziwi rodzice pozbyli się mnie, a Ciebie zostawili przy sobie. Gdy tylko zdobyłam dowód na to, że tak nie jest, przestałam Cię nienawidzić, choć prawdopodobnie nigdy nie nienawidziłam Cię tak naprawdę. Zaczęłam zaś czuć nienawiść do Kombinatora, bo to on mnie okłamał. Chcę zaznaczyć, że nie znam go tak dobrze, jak sądzisz. Chodziliśmy razem do szkoły, rozmawialiśmy, to wszystko. Niepotrzebnie opowiedziałam mu o niektórych rzeczach, chociaż czasami się waham. Nie wiem, jak bym postąpiła, gdyby mnie nie okłamał. Nie mam bladego pojęcia, dlaczego to zrobił. Zazdrościł mi czegoś? Ale czego można było zazdrościć mnie - dziewczynie, którą adoptowano i która nigdy do końca się nie przystosowała?
Tak, jesteśmy siostrami. Nie wiem, jakim cudem udało się mi i jemu zataić przed Tobą tę informację przez tak długi okres. Dlaczego nie powiedziałam Ci, że jestem Twoją siostrą? Na początku sądziłam, że doskonale wiesz, kim jestem, że czerpiesz radość z tego, że lepiej Ci się żyje, podczas gdy mnie odrzucono. Dopiero później zaczęło do mnie docierać, że możesz nie mieć pojęcia, co jest grane, a znajoma znalazła dowód na to, że wszystko, w co do tej pory wierzyłam, jest fałszem: Ciebie rodzice także odrzucili. Z drugiej strony lubiłam tę naszą dziwną grę - podziurkowała moje życie fascynującymi przeżyciami, udowodniła, jak wielkie podobieństwo nas łączy. Ale teraz nie chcę już się bawić w to więzienie.
Jeśli mi przebaczysz, razem poszukamy naszych rodziców. Może w końcu pojęli, co usunęli ze swojego życia. Jeżeli nie, damy im wycisk.
Czasami myślę, by zacząć życie na nowo. To między innymi dlatego pozwoliłam się uwięzić. Gdyby wszyscy uwierzyli, że odeszłam, mogłabym zostać tym, kim zechcę. Jeżeli byś chciała, możemy tu zostać przez jakiś czas. Moja znajoma będzie przynosić nam prowiant. Kiedy Twoi przybrani rodzice uwierzą, że jesteś martwa, zmienimy nasz wygląd nie do poznania. Odejdziemy stąd na zawsze i nie będziemy musiały się martwić o to, czy kogokolwiek zabijemy, ponieważ oficjalnie przestaniemy istnieć.
Jeśli mi nie przebaczysz, ucieknę. Nigdy mnie nie zobaczysz. Nie odkryjesz prawdy o naszych rodzicach. Oni żyją, to już wiesz. Ale czy nie chcesz dowiedzieć się, dlaczego kazali Ci myśleć, że jest inaczej?
Czasami chce mi się śmiać z tego, że nie zauważyliście, że ktokolwiek was śledzi. Pamiętasz tamtego faceta, który przekazał Ci tamtą ,,przepowiednię”? Dominika podpuściła go, że to dla zabawy z dziećmi. Akurat o wiele młodsze rodzeństwo kręciło się w pobliżu, to biedaczyna uwierzyła. Oczywiście Dominika specjalnie zabrała w tamto miejsce rodzeństwo. Nie jest to problemem, kiedy rodziców nie obchodzi, gdzie przebywają ich dzieci. Ah, i to ona wysyłała Ci te wiadomości od ,,Wiktorii”. Większość z nich została podyktowana przeze mnie. To fantastyczne, że na świecie można jeszcze znaleźć tak lojalną istotę, choć myślę, że to ze względu na strach. Bała się mnie.
Być może powinnam Cię przeprosić, jednak to niewłaściwe w naszym położeniu. Nie jest mi przykro za to, że zmieniłam Twoje życie w piekło, jeżeli to piekło czegoś nas nauczyło.
Spotkajmy się tam, gdzie zwykle, normalnie. Bez więzów - jak człowiek z człowiekiem, jak siostra ze siostrą. Obiecuję, że będę mówić konkretami, chociaż uwielbiam enigmatycznie prowadzone rozmowy. Wiem jednak, że będą musiały poczekać. Postaram się niczego nie zepsuć moją częstą ochotą na inny typ konwersacji.
Nie odpisuj. Skasuj tę wiadomość jak najprędzej. Podyktowałam ją Dominice (to oczywiste) i nie chcę, by miała przez to kłopoty. Jak zapewne wiesz, internet tutaj można porównać do świni słuchającej grzmotu. Nic nie można zrobić, żeby szybciej chodził - czy żeby w ogóle chodził. Internet w takich ruderach jest znikomy. Cóż, to dobrze. Nikt nas nie namierzy.
Do zobaczenia! (Oby.)


Polska wersja tekstu pierwszego:
U ciebie szukanie niewinności to jak szukanie kryptyd. Nigdy niczego nie znajdziesz. I nie mówię tego tylko dlatego, żeby mądrze brzmieć. Powinnaś zaakceptować to, kim jesteś. Powinnaś zaakceptować to, że jesteś winna. Nie powinnaś szukać tego, co nie istnieje...

Polska wersja tekstu drugiego (szyfr):

Przekład dosłowny: Zgaś ten obiekt przy pomocy tnącego ostrza, żeby Płynne Szczęście (tak, to Felix Felicis, hahahi) mogło wyłączyć światło i w studni, bez nas na pośmiertnym ostrzowaniu (wymyślony czasownik od wyrazu ,,ostrze”). Kuriozalne peryfrazy są nie do obycia (,,indispensable” to ,,niezbędny”, ,,nieodzowny”, taka gra słowna).
Wiem, idzie się z tego uśmiać, ale chyba kumacie, o co biega w kołowrotku. ;P



Wszem wobec obwieszczam, że przetrwaliśmy kolejny koniec świata! Ile to już ich było...?
A skoro mowa o końcu świata, nudziło mi się w czasie przerwy (oglądałam wtedy ,,Con Air: Lot skazańców”) i natknęłam się na film ,,Oblodzone miasto”. Pięć do dziesięciu minut zajęło mi dojście do wniosku, że jest idiotyczny. Aż przypomina mi się człowiek jedzący kaktusy. I on nie był sam! Człowiek jedzący kaktusy, oczywiście. (: Widział ktoś nagranie na You Tube?
Sądziłam, że ten rozdział będzie ostatnim, ale taka już jestem, haha: często myślę, że wyjdzie mniej, a wychodzi więcej - dlatego to rozdział osiemnasty będzie rozdziałem ostatnim, jednakże będziecie musieli na niego sporo poczekać. Jestem wykończona. Nie chodzi o brak weny, a zwyczajne zmęczenie mentalne. O tym, że za kilka dni zaczynam studia nie wspominając (jak wiecie, studia zaczyna się miesiąc później). Niewykluczone zatem, że ostatni rozdział opublikuję za miesiąc, być może nieco później. Nie martwcie się! (; Na pewno go napiszę. Chyba nie sądzicie, że włożyłam tyle pracy w ,,Więźnia niewinności” tylko po to, żeby zostawić go bez zakończenia? ;D Poza tym, pragnę napomknąć, że istniał okres, w którym nic nie opublikowałam przez trzy tygodnie (spędzałam wtedy wakacje we Władysławowie, jak niektórzy pamiętają - haha, spędziłam tam jedynie tydzień, ale to i tak wywołało drobne opóźnienia).
Chciałabym jeszcze opublikować - jako dodatek - pewne krótkie opowiadanie oparte na zabawnej sytuacji w szkole, która miała miejsce... dokładnie na lekcji języka angielskiego... i zdarzyła się z mojej winy. ;D Ma ktoś domysły, jaki to numer mogłam wywinąć? (;
O zgubieniu się w lesie nie będę tu nawijać. Wszyscy, którzy muszą wiedzieć o tym wydarzeniu, zostali poinformowani, haha. Ale jak ktoś spyta, mogę mu prywatnie opowiedzieć. (: Dzisiaj też byłam na grzybach. (: Eem... wczoraj, biorąc pod uwagę to, że już grubo po północy. Dobrze, że tym razem nie powędrują na suszenie.
Moje sny bywają walnięte. Śniło mi się, że przeprowadzałam wywiad z moją nauczycielką od matematyki z liceum. Innym razem Jacyków ukrył się w mojej szafie i twierdził, że cudem uniknął zabójstwa. A, i przyniósł ze sobą szczura. Widocznie chciał go przed mordercą ocalić. ;D Pamiętam jeszcze, że oglądałam przelot asteroidy przez teleskop w jednym ze snów. Zarąbiste (Zarębę z ,,Mam talent” kojarzycie?) te sny, nie ma co! ;P
Znacie utwór ”Condemned to Silence” Trees of Eternity? Genialny tekst! (: Wpiszcie również w You Tube «Aleah - Vapour», jeśli chcecie usłyszeć inny utwór tej samej wokalistki. Ten wyjątkowo przypadł mi do gustu, chociaż tekst jest w tym przypadku bardziej pospolity. Ciekawy tekst ma również ”Stellar Tombs” - Draconian.
Hahah, dzisiaj ja i mama zagrałyśmy w pewną grę - na podstawie osobowości uczestników ”The Voice of Poland” próbowałyśmy przewidzieć, kto wybierze którego z jurorów po odwróceniu się foteli. Co zadziwiające, nie pomyliłam się ani razu, czyli moje zdolności do analizowania to chyba coś więcej niż szczęście. Niezły ze mnie Sherlock, hihia. (I od razu dajmy rżenie konia, żeby większe roślinki urosły.) Dobra, gdyby za każdym razem odwracali się wszyscy, nie dałabym rady. A potem oglądałam wspólnie z mamą i tatą jeszcze raz ,,Milczenie owiec”, więc wiecie, że opublikowałam rozdział straaszliwie późno. Tia, i tak na blogu pokaże się inna godzina (czy raczej dzień publikacji), jestem o tym poinformowana. ;P
Do przeczytania! (:
Template by Elmo