poniedziałek, 11 września 2017

ROZDZIAŁ XVI

   W pomieszczeniu nastała grobowa cisza, przerywana jedynie uderzeniami należących do trzech osób serc. Pierwsze, pompujące krew uwięzionej, zachowywało się niepokojąco zwyczajnie - jakby tego typu sytuacje przestały wywierać na nim jakiekolwiek wrażenie. Drugie, będące własnością Noelii, utknęło pomiędzy paniką a spokojem. Tempo bicia należało uznać za dość szybkie, lecz nie wystarczająco szybkie, aby świadczyło o panice - czego nie można było powiedzieć o sercu przybysza. Zakrywszy palcami usta, Katarzyna zatrzymała się w wejściu z wybałuszonymi oczami. Gdyby nie mięsień przytrzymujący szatynkę przy życiu oraz wyprostowana postawa, można by pomyśleć, że pożegnała się z tym światem.
   Na co czekasz? Jestem bezbronna. Możesz ode mnie uciec i nie zdołałabym cię dopaść. Pewnie podejrzewasz, że jeśli nie ja, złapie cię Kombinator. Nie zauważyłaś, że w oknach nie ma szyb, ani jak blisko gruntu się one znajdują? Jeżeli boisz się wyjść wyjściem, wyjdź oknem - chyba że sądzisz, że ktoś tam na ciebie czeka. Nie, to i tak jest bez sensu. Człowiek o zdrowych zmysłach doszedłby do wniosku, że i tak warto podjąć próbę.
   - Dlaczego aż tak zależało ci na wejściu do tego budynku? - zapytała Noelia zachęcająco.
   Miała ochotę nasączyć pytanie trucizną, lecz wiedziała, że może nie otrzymać wtedy odpowiedzi. Ludzie są skłonni ze sobą współpracować, jeśli nie rzuca się w nich zawoalowanymi obelgami lub nie usiłuje się na nich czegokolwiek wymusić.
   Szatynka zgarbiła się, uzmysłowiwszy sobie, że nikt nie zamierza jej zaatakować - jakby była balonem, napompowanym do granic wytrzymałości i gotowym do podarowania gapiom eksplozji, z którego uszło wystarczająco powietrza, co przedłużyło jego czas istnienia. Zdjęła palce z warg, po czym schowała je za plecami, starając się udowodnić, że sytuacja nie przeraziła ją tak bardzo, jak wynikałoby to z jej zachowania.
   - Po prostu poszłam za tobą - oznajmiła cichym, łamiącym się głosem, który niestety zdradzał stan mentalny dziewczyny. - Ten twój kolega próbował mnie zatrzymać, ale jak widać, nic z tego. - Wyciągnęła obie dłonie zza pleców, nieco się przy tym krzywiąc, a następnie rozczapierzyła palce. Tak jak Noelia podejrzewała, nie było na nich zadrapań.
   Katarzyna nie musiała tego robić. Kombinator nie zniżyłby się tak nisko. Nie wyrządziłby nikomu krzywdy, kiedy ta była zbędna. Nie wspominając o tym, że gdyby gdziekolwiek na ciele znajomej pojawiły się rany, ta zaczęłaby się wydzierać wniebogłosy. Pewnie, Adrian mógł ją uciszyć, jednak nie na tyle szybko i skutecznie, by do uszu Noelii nie dotarł żaden dźwięk.
   - Mam nadzieję, że nie biłaś go drewnem po twarzy - zażartowała szarooka. - Nie byłoby to miłe z twojej strony.
   Z tyłu dobiegł cichy chichot. Noelia odwróciła się z zamiarem posłania w stronę więźnia mrożącego krew w żyłach spojrzenia. O czym zapomniała niemal natychmiast, gdy przed jej oczami pojawiła się zabiedzona blondynka kręcąca powoli głową, uznawszy ten plan za niewłaściwy. Jakby wariatka znała jej myśli! Noelia spojrzała wymownie w górę, po czym odwróciła się gwałtownie niczym oparzona. No tak, świadomość istnienia kogoś takiego jak Profesor prawie w całości wyparowała z jej głowy. Szczęśliwie nastolatka nadal tam tkwiła, tym razem jednak z ustami ściśniętymi w wąską linię oraz w wyjątkowo nietypowym rozkroku, zbyt szerokim. Z pewnością nie potrafiła zdecydować, co się bardziej opłaca - przygwoździć przeciwnika do ziemi czy zwiać.
   - Hej - odezwała się niepewnie szatynka. - Jak masz na imię?
   Noelia wywróciła oczami. Bez wątpienia w zagrażającym życiu położeniu niezmiernie ważna jest wymiana imion.
   - Kamila - usłyszała. - A ty?
   Jasnowłosa nie mogła uwierzyć, że wariatka zainteresowała się grą w coś tak zwyczajnego. Dziewczyna nie pasowała do zwykłych, prowadzonych na co dzień konwersacji. We wszystkich odnalazłyby miejsce zakamarki umysłu, manipulacja, tajemnice oraz krwawe scenariusze, w których występowało wszystko, co karmiło jej ciekawość.
   - Katarzyna - odparła szatynka, trochę zbyt pospiesznie - ale nikt mnie tak nie nazywa. Dla innych jestem Profesor albo czasami Kaśką lub Kachą. Jeszcze brakuje Kataru i idealnie, to znaczy, gdyby wołali za mną Katar albo Profesor.
   Nastolatka, prawdopodobnie nieświadomie, wykonała kilka kroków w kierunku uwięzionej. Były one prawie niezauważalne, lecz jeśli bacznie przypatrywało się ruchom szatynki, wychwytywało się nawet mikroskopijne zmiany.
   - Profesor z Kataru - zaproponowała Kamila. W jej głosie brakowało śladu drwiny.
   Noelia zmarszczyła nos, niezbyt zadowolona, gdy nagle coś zaświtało w jej głowie. Czas. No jasne, wariatka nie grała w grę, bo chciała w nią grać. Jedyne, czego chciała, to kupić trochę czasu. Zupełnie jak uczeń, któremu nie odpowiada siatkówka na wuefie, ale za każdym razem, pytany, odrzekłby, że siatkówka to najwspanialszy sport, jaki wymyślono - ponieważ pozwalała na trochę więcej obijania się aniżeli inne sporty. Tylko dlaczego Kamila chciała kupić czas? Próbowała przekonać Noelię, że nie warto zabijać? I dlaczego, jej zdaniem, tak naprawdę nie warto zabijać?
   - Dokładnie - zgodziła się piwnooka. - A ty... miałaś jakieś pseudonimy?
   Nie myśląc na temat tego, co robi, Noelia skupiła wzrok na uwięzionej. Udało jej się wychwycić zaskakująco naturalny uśmiech dziewczyny. Jakby rozmowa na poziomie dziecka sprawiała jej przyjemność - nie, jakby to była jedyna czynność, jaka sprawiała przyjemność.
   - Tak, byłam tą panią na szczudłach - powiedziała wariatka tajemniczo, po czym od nowa się uśmiechnęła, tym razem ukazując niemyte od dawna, żółte zęby.
   Nie przyniosłam szczoteczki - pomyślała Noelia, zbulwersowana. Wiadomo, czyja to była wina. I gdzie w ogóle podział się Kombinator? Miała nadzieję, że nie zostawił jej sam na sam z problematyczną rówieśniczką oraz mniej i jednocześnie bardziej problematyczną wariatką.
   Profesor, obdarzywszy szarooką przelotnym spojrzeniem, skrzywiła się - bardzo możliwe, że zarówno od smrodu, jak i od nieprzyjemnego widoku brudnych zębów. Może nawet i ze względu na obecność koleżanki ze szkoły.
   - Na szczudłach? To musiało być ciekawe doświadczenie.
   - O tak - zgodziła się wariatka. - Pewnego razu, kiedy szliśmy grupą na jedną z tych nudnych wycieczek, znajomy powiedział, że jeśli będę się tak wlokła, to w końcu utknę w szkole. - Wsunęła język na jedynki, usiłując przypomnieć sobie dalszy bieg wydarzeń. - Ja na to: nie rób rabanu z rabarbaru, już idę, na szczudłach.
   Te słowa wywołały mimowolny uśmiech na ustach Noelii. W pośpiechu odwróciła głowę, by nikt nie mógł tego dostrzec. Jej oczy napotkały zagubiony wyraz twarzy Katarzyny.
   - Za późno - poinformował więzień głosem pozbawionym zjadliwości, stwierdził fakt. - Reszta to usłyszała i nie wiem, czy to faktycznie było tak śmieszne, czy jakiś idiota uczynił to śmiesznym przez powtarzanie.
   Pod naporem spojrzenia Noelii Profesor skierowała wzrok na będące jej własnością czarne baleriny na gumce.
   - Chyba nawet znam imię tego idioty - Kamila zdawała się nie przejmować tym, że prawdopodobnie nikt jej nie słucha. - To on powiedział, że tak trzeba i naszym mottem od tej pory będzie ,,spiesz się powoli”.
   Wysłuchawszy wypowiedzi Kamili, Katarzyna wyminęła Noelię, kolejno stając tuż przed pustą miską zawierającą przedtem wodę. Podniosła naczynie z zamiarem przyjrzenia się każdemu srebrnemu fragmentowi. Można było odnieść wrażenie, że poszukuje jakiejś niedoskonałości - wgłębienia, wypustki bądź odprysku - lecz nic nie znalazła. Zrezygnowana, odłożyła miskę na miejsce.
   - Pewnie nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak bardzo cuchniesz - skomentowała. - Kiedy ostatnio piłaś?
   Kamila przekręciła głowę nieco w prawo, zanurzając się w myśli i próbując wyłowić z nich odpowiednią informację.
   - Mogę mówić, zatem jeszcze nie jest tragicznie - oświadczyła. - Nie krwawię i nie otaczają mnie piranie... jeszcze. Nie, z pewnością otacza mnie jedna pirania.
   - Którą jest...?
   - Jesteś ty.
   - Jakim cudem? - Profesor uniosła się gniewem. - Na miłość boską, przecież Noelia cię więzi, nie ja!
   Wszyscy ludzie to piranie - taka myśl kiedyś odwiedziła umysł Noelii, jednakże blondynka wyrzuciła ją za drzwi, nim zdążyła w pełni się rozgościć. Teraz nastolatka próbowała ją odzyskać. Ale skoro wariatka doszła do podobnego wniosku, oznaczało to...
   - Nie wiesz tego? - Kamila wyglądała na prawdziwie zdumioną. Przymknęła oczy. - Wszyscy ludzie to żerujący na innych piranie. Ci, którzy się do tego przyznają, którzy zaakceptowali rzeczywistość i nie próbują jej zmienić, nie są piraniami.
   - Co to ma wspólnego z nią? - Katarzyna wskazała stojącą z tyłu dziewczynę.
   Uwięziona wzruszyła ramionami.
   - Nie wiem - odrzekła lekceważąco. - Być może tacy ludzie jak Noelia potrafią zasiąść do uczty i nie wstydzą się tego, że aby się nie poplamić rosołem, trzeba się do tego rosołu rozebrać.
   Noelia z trudem ukryła uśmiech. Wariatka nie kończyła zadziwiać. W jej ustach najprawdziwsza obelga brzmiała niczym komplement, o który należało walczyć. W dodatku dziewczyna nie ukrywała prawdziwej osobowości, a wystawiała ją jak diament na dłoni. Jakby krył się w tym misternie utkany plan, niezrozumiały dla każdego, kto nie posiadał tego zadziwiająco dzikiego, nienormalnego umysłu.
   - Obnażyć swoje wady, czy tak? - dokończyła odruchowo szarooka.
   Katarzyna skrzywiła się, a następnie spojrzała ostrożnie w stronę Noelii, co okazało się pomyłką. Zdeterminowane spojrzenie nastolatki wywoływało gęsią skórkę.
   - Naturę, nigdy wady - poprawiła Kamila. - Tylko pomyśl, jakie by to było widowisko, gdyby za każdym razem, kiedy się zasiada do rosołu czy nawet innego posiłku, ściągało się bluzkę i spodnie, żeby uniknąć plam.
   Tym razem Noelia nie mogła się nie zaśmiać - bez względu na to, jak niewłaściwe to było.
   - Chyba wiem, dlaczego się tak zachowujesz - oświadczyła, kiedy twarz przestała zdradzać jakiekolwiek oznaki rozbawienia.
   - Tak?
   Szarooka przełknęła ślinę.
   - Odkrywasz swoją osobowość jak diament - zaczęła pewnym siebie głosem - podarowany drugiej osobie w prezencie. Chwalisz się nią niczym znalezieniem prawdziwego meteorytu. Tylko ty wiesz, że kiedy ta druga osoba straci czujność, ukradniesz diament. - Zerknęła w kierunku Profesor, której zagubiony wyraz twarzy zdradzał, że nie ma bladego pojęcia, co jest grane. Ucieszyło ją to. Mniejsza szansa, że dziewczyna ucieknie z powodu nagłego odzyskania zmysłów. - Ukradniesz także meteoryt. Wiesz, że nie sprawi ci to żadnego kłopotu. Wiesz, że ta druga osoba straci czujność i nie ma nikogo, kto czuwałby za nią.
   Kamila zmarszczyła czoło, zastanawiając się niechybnie nad kolejnym pytaniem, na które Noelii trudno byłoby odpowiedzieć. Tymczasem szarooka ponownie wbiła wzrok w Katarzynę. Nie z konieczności - po prostu nie chciała dawać Kamili okazji do rozpoczęcia zupełnie innego tematu. Nie musiała nieustannie obserwować szatynki. Nieprawdopodobne, by dziewczyna zdołała się wymknąć niezauważona - nie, jeśli stała tak daleko od wyjścia.
   - Nie pomyślałaś kiedyś, że zarówno diament, jak i meteoryt mogą być podróbką?
   - Oczywiście - odparła Noelia, kierując wzrok w stronę więźnia. - Jednak nie sądzę, byś była w stanie tak długo odgrywać wymyśloną rolę.
   Nie tutaj, nie w tak okropnych warunkach. Gdybyś grała, po jakimś czasie błagałabyś mnie, bym cię wypuściła. Obiecałabyś, że nikomu nie powiesz. Wyparłabyś się tego, że chcesz mojej śmierci - głośno i wyraźnie. W żadnym wypadku nie próbowałabyś sprawić, abym poczuła się jak na sznurku.
   - Nie musi być w całości wymyślona - zaprzeczyła uwięziona, po czym zakasłała. - To bardziej efektywne oraz mniej męczące.
   Noelia już zamierzała podnieść głos, kiedy niespodziewanie towarzysząca obu blondynkom szatynka wykonała kilka szybkich kroków w tył, następnie rzucając się w kierunku wyjścia. Niewiele myśląc, Noelia ruszyła za nią, gotowa przy pomocy pięści zatłuc nastolatkę na śmierć. Zasługiwała na to, skoro ośmieliła się podjąć ucieczkę. Może gdyby ładnie poprosiła o życie i obiecała, że nikomu nie wyjawi prawdy, jasnowłosa pozwoliłaby jej dalej włóczyć się po tym ziemskim padole. Pozwoliłaby wędrować dzień w dzień w te same miejsca, spożywać tę samą żywność, komunikować się z takimi samymi ludźmi... Wszystko to pod groźbą, według której zasad pożegna się z Ziemią, jeżeli piśnie słówko na temat przeżytego, odmiennego od pozostałych, dnia.
   - Nie - zapiszczała Katarzyna, kiedy niespodziewanie pół metra przed nią, jak z ziemi, wyrósł Kombinator. Złapał dziewczynę za ręce, uniemożliwiając ucieczkę.
   Wierciła się i kopała, ale nic nie mogła zdziałać przeciwko uściskowi oraz uporowi chłopaka. W końcu, pojąwszy, że nie ma żadnych szans, przestała się szamotać.
   A więc czekałeś na zewnątrz. Chciałeś zapewnić nam iluzję prywatności. Noelia posłała uśmiech nastolatkowi za dobrze wykonaną pracę. Wystarczyło jedynie przynieść zostawiony po poprzednim pobycie nóż, leżący tuż przy wejściu sąsiadującego pomieszczenia. W umyśle jasnowłosej zapuściło korzenie przekonanie, że nawet jeśli przyjaciel Maćka powstrzyma ją od popełnienia zabójstwa, Profesor wystraszy się w takim stopniu, że nikomu nie zdradzi, co tutaj tego dnia zaszło. Wtedy przynajmniej dziewczyna usunie z głowy pomysł usprawiedliwiania swoich czynów zamartwianiem się o losy drugiego człowieka i może wyjawi, dlaczego tak naprawdę uczepiła się Noelii. Ale niby dlaczego Adrian miałby nie dać pozwolenia na morderstwo? Według postawionego warunku to wariatka miała pozostać na tym świecie, nie Katarzyna.
   Kamila zacmokała z niezadowoleniem, demonstrując, że nie jest jedynym nieobecnym stworzeniem w grupie.
   - Wiem, o czym myślisz, Noelia - oznajmiła chłodno.
   Blondynkę przeszły ciarki na dźwięk własnego imienia. Korciło ją, by się odwrócić i pokazać wariatce, że się myli.
   - Próbujesz wymyślić wątki, które pozwoliłyby dziewczynie na życie - ciągnęła Kamila - a jednocześnie planujesz morderstwo. - Kiedy ten ostatecznie brzmiący wyraz opuścił usta dziewczyny, Profesor mimowolnie pisnęła. - Tak samo jak ludzie, którzy chcą końca świata - dodała dobitnie uwięziona.
   Szatynka pokręciła głową, nie dowierzając temu, co usłyszała. Ze strachem w oczach spojrzała na stojącą przed nią nastolatkę w poszukiwaniu znaków potwierdzających przypuszczenia Kamili. Noelii wydawało się, że usłyszała, jak szepcze ,,mylisz się”.
   - Nie widzę analogii - powiedziała twardo jasnowłosa.
   - Oczywiście, że nie widzisz. Z powodu przemęczenia, o którym już wspominałam.
   Noelia odwróciła się plecami do Kombinatora i Katarzyny.
   - Cieszy cię to, prawda? - zapytała. - Czerpiesz radość z niszczenia innym ludziom życia, czyż nie?
   - To zależy - poinformowała druga blondynka, a na jej twarzy zamajaczył paskudny uśmiech. - Ludzie chcą końca świata, który spotkałby prawie wszystkich, z wyjątkiem ich oraz kilku innych osób, ponieważ to wyeliminowałoby ich wszystkie dotychczasowe problemy, gdy jednocześnie nie chcą, żeby pozostałych zabrała śmierć.
   Najlepiej jeszcze, gdyby po tym ,,końcu świata” nie szerzyły się żadne epidemie, a w powietrzu oraz glebie brak było substancji chorobotwórczych - wszystkiego, co skróciłoby życie. Noelia kiedyś marzyła o takim świecie, jednak szybko uzmysłowiła sobie, iż taki stan rzeczy nie istnieje w przyrodzie. Prędzej udałoby jej się pocałować milion kobr z rzędu, niż matka natura zgodziłaby się na podarunek wyśnionego globu.
   - Musi być zabawnie patrzeć, jak wszyscy ulegają twojej woli. - Blondynka przerwała, by nadać słowom znaczenie. - Jak łamią się niczym zapałki zawsze wtedy, kiedy ty tego pragniesz...
   Kamila uniosła głowę, zmuszając przeciwnika do umilknięcia.
   - Tutaj się z tobą zgodzę, jednak musisz wiedzieć, że nie życie każdego chcę złamać jak zapałkę.
   - Ja widocznie zostałam wpisana na listę do złamania, skoro chcesz, aby Katarzyna żyła.
   Wypowiedziawszy te słowa, Noelia ponownie stanęła przodem do trzymanej przez przyjaciela Maćka nastolatki. Ta w dalszym ciągu się nie wyrywała. Próbuje uśpić czujność Kombinatora - wyjaśniła sama sobie jasnowłosa. - Jeśli tylko ja zacznę się kłócić w najlepsze z wariatką, a Kombinator ją puści, dziewczyna weźmie nogi za pas. Znajduje się dość blisko wejścia. Nie musi się obawiać, że ją dopadnę. Prędzej udałby się ten wyczyn Kombinatorowi, który nie jest skory do zabójstwa.
   Z tyłu dobiegł odgłos kasłania, jak gdyby sam proces myślenia szarookiej przeszkadzał Kamili w układaniu wypowiedzi.
   - Fascynujące, jak człowiek żyje we własnej muszli, skonstruowanej z myśli i przeżyć, nigdy nie podziwiając niczego więcej prócz czasami niewygodnego wnętrza. Ty sądzisz, że moim celem jest zniszczenie twojego życia, zaś według mnie jest nim ocalenie cię od więzienia i dźwigania winy.
   Gdybyś naprawdę chciała uchronić mnie przed więzieniem, nie dawałabyś mi powodu, abym się w nim znalazła. Gdybyś faktycznie chciała pozbawić mnie poczucia winy, nie robiłabyś wszystkiego, by go spotęgować.
   - Wiem, jak uniknąć więzienia - powiadomiła Noelia absurdalnie pewnym siebie tonem głosu. Następnie obróciła się w kierunku wroga. Ich spojrzenia się spotkały. - Wina zaś nie będzie istnieć, kiedy nie będzie wiedział o moim przestępstwie nikt oprócz ciebie i mnie, no i Kombinatora.
   - Mamy tu podręcznikowy przykład efektu Krugera-Dunninga - wygłosiła Kamila, zaczynając się delikatnie bujać w przód i tył. Dłonie w większym stopniu ukryła między kolanami, co w jej wypadku dało komiczny efekt. Nastolatka najwyraźniej nie zdawała sobie z tego sprawy. - Przeceniasz swoje umiejętności, Noelia. - Napełniła policzki powietrzem jak chomik gromadzący zapasy, by kolejno z wolna je wypuścić. - Nie tak łatwo uniknąć więzienia, chyba że zdołasz przekonać nawet najbliższych, że nie żyjesz.
   Noelia miała ochotę powiedzieć wariatce, że naprawdę jej odbiło, skoro obmyśliła równie porąbany plan, lecz ostatecznie się wycofała. Dziewczyna była zbyt inteligentna, by dobrowolnie dać się złapać w sidła wyłącznie po to, by pokazać bliskim, że nie żyje, a potem zabić osobę, która założyła sidła.
   Ale Kamila zwariowała do reszty - zauważyła szarooka, skołowana.
   Tymczasem związana oblizała wysuszone wargi, uzmysławiając obecnym, jak długo nie tknęły wody.
   - Jeśli słabo odczuwasz winę, wierząc twoim słowom, ograniczyłabym liczbę osób, która wie o zabójstwie - poradziła. - Nie potrzebujemy kogoś takiego jak Kombinator, by dobrze się bawić w piaskownicy.
   Noelia zerknęła w stronę Adriana, mimo świadomości, że nic nie wyczyta wyłącznie z niebieskich oczu. Potrzebowała kontekstu w postaci reszty twarzy. Niestety nad odruchami nie da się w pełni zapanować. Wystarczy chwila niemyślenia i już pojawiają się na powierzchni, niczym niezatapialne statki. Wzrok jasnowłosej powędrował w dół, na nadgarstki Katarzyny, schwytane w żelaznym uścisku silnych rąk, potem na szarozieloną tunikę bez rękawów i czarne legginsy, aż do czarnych balerin na gumce, z których jedna została w połowie przytrzaśnięta czarnym butem przypominającym gumowiec.
   - Zdajesz sobie sprawę, że zaproponowałaś zabicie go tuż przed jego własnym nosem? - spytała, wróciwszy do poprzedniej pozycji.
   Kamila wydała z siebie odgłos przywodzący na myśl śmiech.
   - Tuż przed nosem nie, ale przed uszami owszem - rzekła, marszcząc brwi. - I tak... mogłoby to wyglądać, jakbym chciała uśmiercić Kombinatora. - Uniosła prześmiewczo kącik ust. - Nie chcę. Zapędziłam się w analizowanie sensownych rozwiązań.
   W srebrzystej toni pani jeziora wabi młodzieńców i wzywa ich - nuciła Noelia w myślach, próbując się uspokoić. Przeczuwała, że w takim stanie wystarczy tylko chwila do samozapłonu. Wówczas wszystko zostałoby bezpowrotnie utracone. Jeżeli rzuciłaby się teraz na wariatkę, straciłaby szansę na zabicie Profesor - albo chociaż na zastraszenie, gdyby Kombinator nie pozwolił odesłać dziewczyny na tamten świat.
   Niespodziewanie szatynce udało się kopnąć więżącego ją chłopaka w nogę. Następnie wbiła łokcie w jego brzuch, usiłując za wszelką cenę się uwolnić.
   - Co z nią robimy? - odezwał się przyjaciel Maćka, za co otrzymał nagrodę w postaci uśmiechu od Noelii.
   Kamila pociągnęła nosem, jak gdyby usłyszała coś bardzo śmiesznego. Noelia odnosiła wrażenie, że blondynka wcale nie uważała tej sytuacji za zabawną, to była jedynie prowokacja. Nie wiedziała tylko, w jakim celu. Przecież jeśli dziewczyna będzie zachowywała się jak nienormalna, nic nie zyska. Ale przecież ona jest nienormalna! - upomniała siebie po raz kolejny Noelia, nie pojmując podwójności własnych myśli. To po prostu nie miało sensu. Kamila była raz inteligentna, innym razem głupia, raz świrnięta, natomiast innym razem całkiem normalna. To kim ona właściwie była? Noelii sprawiało trudność przyznanie się do tego, że zanim cokolwiek dziewczynie zrobi, musi poznać prawdę. Korciło ją jednak także, by zatopić ostrze noża w ciele związanej i na zawsze rozstać się z problemami. Nie cierpiała tego niezdecydowania. Musiała się go czym prędzej pozbyć. Wściekła, zaczęła nucić dalszy ciąg piosenki. Ten, co przybędzie uciec nie zdoła. Ciemne głębiny na wieki zamkną nad nim się...
   - Co z nią robimy? - powtórzył Kombinator. Jedna dłoń chłopaka tkwiła na brzuchu Katarzyny, druga przy szyi w ostrzegawczym geście. Szatynka na powrót zastygła w bezruchu. Jedynie klatka piersiowa się unosiła, sygnalizując pracę płuc. Bez wątpienia coś knuła.
   - Według ciebie lepiej, żeby żyła czy wolałbyś się jej pozbyć? - spytała Noelia, zerkając w stronę wyjścia. Jeśli Kombinator i Profesor przemieszczą się nieco w bok, zdoła wydostać się z pomieszczenia. Gdyby została przyparta do muru, a wszystkie opcje by się wyczerpały, należało biec po nóż.
   - Panienka znowu szaleje - stwierdził przyjaciel Maćka niezmiennym głosem. - Nie chcę tu niczyjej krwi, chyba że to keczup udający krew.
   Przesunął prawą dłoń nieco w lewo, aby pilnowanie dziewczyny wymagało mniej wysiłku. W tym momencie szatynka na nowo poczęła się wyrywać. Próbowała nawet ugryźć nastolatka w rękę - tę, która pilnowała szyi. Oczywiście ,,próbowała” oznacza akcję zakończoną fiaskiem, co zauważyła Noelia z zadowoleniem.
   - Więc co? - odezwała się odważnie szarooka, ignorując dochodzące zza pleców parsknięcie. - Przygotowujemy miejsce zbrodni tak, by rodzice uwierzyli, że nie żyje, a ją więzimy tak samo jak Kamilę? - Uwięziona wydała okrzyk zaskoczenia, co wprawiło Noelię w jeszcze gorszy humor. - Wariatce przydałoby się towarzystwo, chociaż nie wiem, ile czasu by z Kachą wytrzymała w jednym pomieszczeniu. Pewnie krócej niż Kacha z nią.
   Noelia mimo wszystko podejrzewała, że Katarzyna gorzej znosiłaby obecność ,,współlokatorki” potrafiącej doprowadzić każdego do białej gorączki, niż Kamila, która do tej pory jakoś radziła sobie z podobnymi przypadkami.
   - Noel, to raczej ty jesteś wariatką, nie ona - wydusił z siebie Kombinator, stale walcząc z Katarzyną. - Na miłość krowy, trzymaj ją, bo ja tak dalej...
   Noelia zbliżyła się do szatynki, stanęła z boku, przykucnęła i za wszelką cenę starając się nie oberwać butem w twarz, pochwyciła dziewczynę za obie nogi. Wydawało jej się, że twarz Adriana wyraża drwinę, pomimo tego, że przez kominiarkę nie mogła dostrzec nic prócz oczu chłopaka.
  - Gdyby tak naprawdę się wyrywała zamiast udawać, że chce nam uciec, już byś ją puścił - zaobserwowała z chorą satysfakcją, po czym z wolna zaczęła się podnosić, zmuszając nogi Profesor do powietrznej tułaczki. Posłała przyjacielowi Maćka zadowolony z siebie uśmiech - ostrzeżenie: ,,Nie szydź z ludzi, zanim nie pokażą ci, że istnieje powód”. - Poza tym, ta jędza, Kamila, próbowała mnie zabić! - dodała z oburzeniem.
   - Skąd wiesz, że tak naprawdę było? - dał się słyszeć głos wspomnianej dziewczyny. - Może ktoś przekazał ci niewłaściwą informację.
   Jeśli istotnie tak było, nadawcą niewłaściwej informacji była Kamila, nikt inny.
   Poczuła silne pociągnięcie w dół. Ścisnęła nogi Profesor jeszcze bardziej. Czuła, jak środkowy palec wbija się w skórę szatynki. Niebawem utworzy ranę, z której wypłynie krew. Potem ciszę rozetnie rozkoszny krzyk. Rozpęta on serię niefortunnych zdarzeń, a te doprowadzą do śmierci. Nie - oprzytomniała Noelia. - Najpierw muszę ją puścić, żeby pójść po nóż. Przypomniawszy sobie o zabiedzonej dziewczynie czekającej na odpowiedź, obejrzała się przez ramię. Blondynka z ciemniejszymi włosami definitywnie nie zapomniała o swoich słowach. Wskazywało na to badawcze spojrzenie, przypominające lekarza podczas szukania oznak choroby u pacjenta, oraz wargi, złożone jak do gwizdania - nie po to, aby wyśmiać przeciwnika, a przypomnieć o swoim istnieniu. Wzrok Noelii przesunął się wyżej, na pozlepiane włosy i na grzywkę, która zniknęła. Szkoda, że nie mogła ujrzeć zaschniętej kropli krwi. Krew była fascynująca - kiedy znajdowała się w organizmie człowieka, płynęła niczym rzeka, natomiast gdy wydobywano ją na zewnątrz, szybko wysychała.
   - Gdyby tak było, doszłabym do tego - dała do zrozumienia.
   A gdyby wodę zamienić miejscami z krwią? Co, gdyby to woda płynęła w organizmach ludzkich? Noelia potrząsnęła głową, jakby to miało pomóc w uwolnieniu się od tej nietypowej myśli.
   Tymczasem oczy uwięzionej rozszerzyły się teatralnie.
   - Wątpię, pani detektyw - stwierdziła. - Widzisz, nie wszyscy ludzie są identyczni.
   Noelia poczuła kolejne szarpnięcia. Wzmocniła uścisk, o ile było to jeszcze wykonalne.
   Zamierza z nami walczyć, dopóki padniemy z wyczerpania?
   - Wygląda na to - kontynuowała wariatka - że masz do czynienia z osobą, która jest wystarczająco inteligentna, by zdać sobie sprawę z tego, że naśladując innych ludzi nic nie osiągnie.
   Ty też padłaś ofiarą efektu Krugera-Dunninga, pani ekspert od psychologii - pomyślała z przekąsem Noelia. Pod środkowym palcem prawej ręki poczuła przyjemną wilgoć krwi. Do tej pory nie zdawała sobie sprawy z tego, że drobne uszkodzenie ciała może nieść taką satysfakcję. Chyba że to wina gniewu i adrenaliny, a następnego dnia pożałuje wszystkiego, co przyszło do jej głowy.
   - Naśladując innych ludzi, tak? To może zrobić tylko...
   Katarzyna nie krzyknęła - zaobserwowała z opóźnieniem Noelia. Zamiast tego dało się słyszeć ciche pokasływanie uwięzionej, która najwyraźniej uważała poczynania szarookiej za zabawne.
   - Przestań się rzucać i pomyśl - poleciła Kamila, gdy spostrzegła, że Noelia znowu patrzy w jej kierunku przez ramię. - Nie nazwałam cię głupią kłodą.
   W myślach na pewno nazywasz, bo nie mogę odszyfrować, czego ode mnie chcesz. Myślisz, że jesteś geniuszem, ponad wszystkimi, bo istota podobna do ciebie nie jest w stanie znaleźć wyjaśnienia na to, dlaczego pozwoliłaś się uwięzić. Uważasz, że nie wiem, kim jesteś i chwalisz się tym. Każesz mi myśleć, sądząc, że to doprowadzi mnie do rozpaczy, która skieruje mnie na drogę destrukcji. Tobie chodzi wyłącznie o zniszczenie mojego życia, prawda? Nie chcesz mnie zabić w sposób dosłowny, ponieważ to zostawiłoby krew na twoich rękach. Chcesz, bym zabiła samą siebie.
   Noelia pozwoliła sobie zachować te myśli na później. Konwersacja wciąż trwała. Wariatka nie sprowadzi jej na inne tory.
   - Ja za to teraz ciebie nazwę głupią kłodą, głupia kłodo - powiedziała podniesionym głosem Noelia, po czym wykrzywiła usta.
   Kombinator pokręcił głową, sygnalizując, że ma serdecznie dość tego typu zachowań. Ścisnął mocniej nadgarstki Katarzyny, żeby nie upuścić dziewczyny.
   - Nieładnie - Kamila opatrzyła komentarzem słowa drugiej blondynki. - Przypominasz mi muchę, która widzi pająka, ale nie dostrzega pajęczyny.
   - Noelia... - zaczął przyjaciel Maćka, obserwując podrygującą głowę Profesor. Szatynce ewidentnie nie podobało się to, że nie mogła jej na niczym oprzeć.
   - Jeśli jestem muchą, to tylko wyłącznie Anną - Noelia spróbowała obrócić wypowiedź uwięzionej w żart, w zupełności ignorując przy tym Kombinatora.
   Czuła, jak Katarzyna wyślizguje się z uścisku, jednak nie reagowała, uznawszy, że priorytetem jest odpłacenie się Kamili. Idiotka nie będzie porównywała kogoś takiego jak ona do insektów. Gdyby chociaż porównała ją do jaszczurki tracącej ogon, nie protestowałaby, ale to... Noelia nie chciała, by myślano o niej jak o ofierze. Na to mogli sobie pozwolić ludzie słabi - ludzie, którzy nie łaknęli zmian.
   - Pomijając - ciągnęła, a w jej głosie dźwięczała furia - to twoje odmienne zachowanie świadczące o inteligencji, gdybyś faktycznie była tak inteligentna, jak ci się wydaje, po upływie może trzech dni powiedziałabyś, co jest grane.
   Kamila przekrzywiła głowę, przypatrując się dziewczynie z podekscytowaniem - jak gdyby w pomieszczeniu pojawił się mały dinozaur. Mały, wystarczająco groźny, aby wyrządzić krzywdę, lecz niezupełnie.
   - Skąd miałabym wiedzieć, co jest grane, skoro ty mi nie powiedziałaś? - zaciekawiła się. Kolejno ułożyła głowę na kolanach, każąc myśleć obecnym, że ta wymiana zdań ją wykończyła. - Gdybym wiedziała, co się dzieje, oznaczałoby to, że jestem częścią zamieszania.
   Niespodziewanie Katarzyna upadła na beton. Noelia nie mogła pojąć, jakim cudem stało się coś takiego. Obserwowała tylko z przerażeniem w oczach, jak szatynka turla się na bok, po czym podnosi i biegnie w stronę kwadratowej dziury, która miała służyć mieszkańcom budynku za okno. Kombinator pospieszył za nią, próbując za wszelką cenę zatrzymać dziewczynę. Kamila rzuciła Noelii zaciekawione, jednocześnie pełne nadziei spojrzenie - i to ono ją orzeźwiło. Puściła się pędem w kierunku wyjścia z pomieszczenia. Kiedy wróciła na miejsce z nożem, Adrianowi udało się schwytać Profesor za łokcie oraz podstawić nastolatce nogę. Szatynka się potknęła. Znów wylądowałaby na betonie, gdyby nie podtrzymały ją silne ręce chłopaka. Teraz albo nigdy - postanowiła Noelia, zbliżając się ku Profesor. Odnosiła wrażenie, że trzęsą jej się kolana, ale brnęła dalej. Przyspieszyła. Jeśli spaceruje się po drewnianym moście, którego boki gdzieniegdzie zanurzone są w wodzie, człowiek się chwieje i łatwo o upadek. Jeśli zaś most przemierza się w biegu, choćby się on trząsł, nie traci się równowagi. Co więcej, nie dostrzega się, że most się w ogóle trzęsie - a przynajmniej nie tak wyraźnie. Uniosła nóż w górę, patrząc w okryte trwogą piwne oczy. Nie zwracała uwagi na nic więcej. Chciała zapamiętać jedynie oczy - przerażone, pałające nienawiścią, promieniujące zdradą.
   - Nie! - usłyszała, jednak głos nie należał ani do Katarzyny, ani do Kombinatora. To wariatka bawiła się jej reakcjami.
   Przykro mi, Kamila. Udowodnię ci, że się mylisz. Ja naprawdę potrafię zabić. Może jeszcze nie przyniosłam kosy dla ciebie, ale bądź pewna, że to ja będę twoim końcem, twoim cholernym zbawieniem, jeżeli wierzysz w takie rzeczy. Nie, nie wierzysz. Według ciebie wiara to rzecz zbędna i idiotyczna.
   - Powiedz mi jedno, Profesor, dlaczego tak dziwnie się dzisiaj zachowywałaś? - wydobyła z siebie z trudem jasnowłosa. - Jeśli mi to powiesz, coś wymyślimy, bym pozwoliła ci żyć.
   Oddychanie nigdy nie sprawiało takich problemów, zupełnie jakby na klatce piersiowej położono beczkę z piwem. A ona musiała sobie z tą beczką poradzić.
   - Daj mi tylko powód, bym pozwoliła ci żyć - wykrztusiła, przybliżając nóż do ciała Katarzyny.
   - Noelia - odezwał się Kombinator, po raz pierwszy w jego głosie czaił się niepokój. - Nie rób tego. - Odsunął lekko Profesor, której twarz zbladła ze strachu. Nastolatka sprawiała wrażenie nieco nieprzytomnej. - Kamila, przestań ją prowokować - upomniał, patrząc związanej prosto w oczy. - Choć raz mogłabyś pomyśleć, że twoje zachowanie negatywnie wpływa na Noelię. Diabli na grzędzie, najlepiej się nie ruszaj.
   Choć raz? A jednak się znacie.
   Nóż powędrował w dół, w poszukiwaniu miękkiej skóry, przez którą mógłby się przebić.
   Popełniła błąd. Tego rodzaju błędy, wystawione na światło dzienne, plamią reputację. Promienie Słońca parzą, jakby gwiazda zaczęła już pożerać Błękitny Glob, dzięki czemu właściciel pragnie otulić się mrokiem i na zawsze pozostać pod jego ochroną. Lecz ucieczka nie istnieje. Dla Ziemi wybiła ostatnia godzina. Nie, jeszcze nie - uzmysłowiła sobie Noelia. Nie skazano jej na śmierć. Czuła, jak powietrze opuszcza organizm, jak nowa jego porcja dociera do płuc. Oddychała. Żyła. Kamila nie zdołała jej pokonać, nie da rady nikt. Wyczołgała się z dziury raz, zrobi to raz drugi. Uczyni to poprzez zlikwidowanie Kombinatora albo poprzez przekonanie go, by zawiózł Profesor do szpitala. Pierwsza opcja była bardzo ryzykowna. Profesor mogła się wymknąć, gdy jasnowłosa będzie usiłowała zadźgać Kombinatora na śmierć - to jest, jeśli on sam nie zdoła przedtem zwiać. Co gorsza, Profesor może próbować odebrać blondynce nóż. Druga opcja była mniej ryzykowna. Jeśli Kombinatorowi uda się zepchnąć winę na jednego ze swoich kolegów, zaś Profesor nie wygada prawdy, Noelia będzie bezpieczna.
   Wciąż słysząc w głowie rozdzierający krzyk, spojrzała prosto w nieosłonione materiałem oczy Adriana.
   - Jedziemy do szpitala? - zaryzykowała.


Witam na pokładzie moich wypocin! Kurde, w pocie to Wam pływać nie radzę. Paskudna atmosfera. Jakby się dusił dwutlenkiem węgla, hhahae.
Kurde, z Danią mecz był straszny. I tak obejrzałam go w całości, ponieważ lubię oglądać mecze, to po pierwsze. A po drugie, jestem ciekawa, jak dalej potoczy się akcja, co jest w sumie związane z pierwszym powodem. Nie mam tak jak moja mama, na szczęście - powiedziała, że ona nie cierpi, kiedy nasi przegrywają i nie będzie oglądać. Tata i tak nie oglądał, bo to tata. Mecze go nie interesują. A w meczu z Kazachstanem powinno być 4:0, no ale co zrobisz, kiedy masz ślepego arbitera... Niech teraz Czarnogóra i Dania będą miały 0:0, módlcie się. Nie no, modlić się nie rozkazuję, ale serio, miejcie nadzieję! No i musimy wygrać z Armenią. Kurde, nie wiem, co to będzie, gdy zagramy z Czarnogórą. Oby nie było powtórki z Danią. Niby udało nam się wcześniej z Czarnogórą wygrać, ale... właśnie, ale.
Fragment piosenki użyty w tym rozdziale to Leśne Licho - Pani jeziora. Możecie posłuchać na You Tube. Całkiem ciekawy utwór. A skoro o utworach mowa, jakieś dwa dni temu odkryłam pewne dwa - mianowicie ,,Catvrix” (ja i tak wolę napisać ,,Caturix”) i ,,Artio” Eluveitie. Szczerze mówiąc, nie przepadam za większością ich piosenek (ale może będzie lepiej z nową członkinią), ale na palcach mogę policzyć utwory, które przypadły mi do gustu. Są to: Slania's Song, Omnos, Voveso In Mori, Britcom, Dessumiis Luge oraz The Call of the Mountains. W tym najlepsze z wymienionych, najlepsze z najlepszych, są ,,Artio” oraz ,,Slania's Song”. ,,Abalon” to najpiękniejszy wyraz oznaczający ,,jabłko”, jaki widziałam. (: A w piosence ,,Caturix” rozpoznałam nawet kilka słów. Wiecie, czytając tłumaczenia pod tekstem oryginalnym nieco człowiek zapamięta, chociaż ,,nemesi” skojarzyło mi się z niebem akurat dzięki temu: https://www.youtube.com/watch?v=yC9Ti20yuPU Chociaż zapamiętałabym więcej, gdyby obok podano tekst ,,Ojcze nasz”. Nie nadążam z powtarzaniem modlitwy po polsku w głowie, kiedy ten facet czyta. Ma świetny głos, przy okazji. I tak, wiem, niektórzy mogą pomylić galijski (w sumie to podziwiam ludzi zajmujących się rekonstrukcją) z łaciną (a nawet z hiszpańskim przez to -mos ^ta końcówka oznacza w sumie to samo - i to samo, co -my, jak na przykład w czasowniku ,,biec”: biegniemy,^ podziękujcie językowi praindoeuropejskiemu). Dość podobnie brzmią dla ,,niewytrenowanego” ucha i oczu.
Zorzy nie widziałam, ale mi się śniło, że widziałam, wiedzieliście? No nie wiedzieliście, ale teraz wiecie, ha! ;P Co do moich snów, czasem miewam porąbane - i to nieźle! Ostatnio śniło mi się, że przewozili ludzi w ogromnych workach helikopterami, a ja sobie jak gdyby nigdy nic spacerowałam ulicą. Nie wiem, co jest bardziej przerażające - ten sen, czy to, że gdybym nie musiała iść do łazienki, prawdopodobnie bym się wtedy nie obudziła.
Do przeczytania! (:

piątek, 1 września 2017

ROZDZIAŁ XV

   Co by się stało, gdybyś dzisiaj zginęła, gdyby rozmowa ze mną była ostatnim, czego byś doświadczyła? Mawiają, że dobrze przeprowadzone morderstwo to sztuka, ponieważ bardzo trudno jest ukryć ciało w miejscu, do którego nikt nie zagląda, oraz zachowywać się tak, by nic się nie wydało. Nikt by cię nie znalazł pomiędzy tymi ruinami, nikt by nie szukał. Gdybym wyrzuciła z umysłu wszelkie niezdecydowanie, mogłabym posłać na tamten świat wszystkich, którzy wiedzą o istnieniu rudery. Mogłabym nawet namalować obraz krwią. Byłby prawdziwszy niż te stworzone farbami, nasycony życiem. Wtedy miałabym pełne prawo do nazywania siebie artystką, nawet jeśli moje dzieło zostałoby odnalezione.
   Ciało Noelii wypełniła niespotykana siła. Wierzyła, że potrafi oszukać każdego, nie odrywając wzroku, zrujnować życie dowolnej osoby, a także zakończyć je z uśmiechem wyższości, by potem uciec za granicę i powtórzyć to wszystko jeszcze raz, i raz jeszcze, aż przeistoczyłoby się w nawyk, sposób na oderwanie się od szarzyzny egzystencji. Jeśli ktokolwiek stanąłby jej na drodze, nie postałby na niej długo.
   - Chciałam, żebyś mnie nie zauważyła - odezwała się po chwili szatynka. Wykrzywiła wargi, jakby przyznanie się do tego spowodowało ból.
   Piwne oczy stojącej naprzeciw nastolatki starały się nie okazywać żadnych emocji, jednak bez problemu dało się wyłowić cienie smutku. Dziewczyna nie czuła się komfortowo również dzięki spojrzeniu blondynki. Oczy Noelii przywodziły na myśl oczy węża - nieruchome, wpatrywały się w nią, jakby nad czymś się zastanawiały.
   - Przynajmniej teraz jesteś szczera - usta Noelii poruszyły się.
   Profesor zadrżała, nie spodziewając się pozbawionego emocji głosu. Odwróciła wzrok. Nie mogła znieść natarczywego spojrzenia.
   - Ale też chciałam, żebyś mnie zauważyła - wyznała. Cała w nerwach, oblizała dolną wargę. Było jasne, że nie wie, jak postąpić. - Byłam niezdecydowana.
   Ludzie są jak urządzenia, wyłączone w nocy, włączone w dzień. Jeżeli tylko zdobędzie się instrukcję obsługi, można nimi z łatwością sterować. Zrobią wszystko, nawet wybiorą ścieżkę samounicestwienia, gdy im się rozkaże, a to wszystko nieświadomie - wystarczy zasiać w ich umysłach ziarna niezdecydowania. Do niektórych ludzi nie potrzeba instrukcji obsługi. Pokierowanie w wyznaczonym kierunku jest dziecinnie proste.
   - Niezdecydowanie nie powinno istnieć - skonstatowała Noelia. Gdyby nie trzymały ją w ryzach cząstki człowieczeństwa odpowiedzialne za właściwe zachowanie, splunęłaby na trawę. - Wyobrażasz sobie, co by się stało, gdyby lekarz zastanawiał się, czy uratować komuś życie, czy może sobie odpuścić?
   - Noelia...
   - Wiem, od lekarzy wymaga się ratowania życia. - Blondynka pokręciła głową z niedowierzaniem, by rzucić z odrobiną drwiny: - Kiepski przykład, weźmy pod uwagę inny. - Ukryła ręce za plecami, bardziej z przyzwyczajenia niż z jakiegokolwiek innego powodu. Owszem, temperaturę nie określono by jako sprzyjającą, ale nie było tak źle, by z ciała lał się pot. - Wyobraź sobie, że jesteś żołnierzem i stoisz naprzeciw wroga. Możesz go zastrzelić albo darować mu życie, ale jesteś niezdecydowana. Co może się wydarzyć?
   - Nie jesteśmy na wojnie, Noel.
   Ależ oczywiście, że nie jesteśmy na wojnie. Gdybyśmy były, musiałabyś podjąć decyzję tu i teraz. Znając twoją niechęć do odpowiadania na takie pytania, nie przetrwałabyś. Dlaczego by nie skończyć twojego mizernego istnienia dzisiaj? Jesteś w idealnym miejscu. Dzieci nie dostają porządnych telefonów na urodziny, ale kiedy te w końcu trafiają do ich rąk, dość szybko im się nudzą, a rodzice są w stanie zakupić lepsze, w tym bardziej skomplikowane. Jesteś popsuta, na dodatek nie posiadasz ciekawych funkcji, żebym utrzymała cię przy życiu.
   Dlaczego po prostu nie odejdziesz o własnych siłach? Dlaczego polazłaś tu za mną i nic się nie odzywasz, tylko czekasz, aż ja coś powiem?
   - Jesteś taka sama jak reszta, nic nie warta - wycedziła przez zaciśnięte zęby jasnowłosa. - Nie potrafisz choć raz wyrwać się z tej zwyczajności i współpracować - kooperować, jeśli już chcesz zająć głowę chirurgami. - Przełknęła ślinę. - Nie próbujesz błysnąć inteligencją, ponieważ boisz się, że inni nie będą chcieli się z tobą zadawać. Wolisz rezerwować im miejsca na wykładach, żeby mieli gdzie usiąść pomimo spóźnienia.
   - Bo w przeciwieństwie do ciebie chcę mieć znajomych! - krzyknęła Katarzyna. Dzielnie spojrzała prosto w oczy blondynki.
   Noelia uśmiechnęła się delikatnie. Może gdyby nie czas spędzony z Kamilą, Profesor czegoś by się w nich doszukała. Teraz jednak wyrażały emocje w takim samym stopniu, co skała.
   - Znajomych, tak? - powtórzyła spokojnym głosem szarooka. - Tylko znajomych - powiedziała, przeciągając słowa. - Popełniłam błąd. Kiedy zaczęłam chodzić do szkoły, powinnam ubierać się jak wariatka, mówić, co mi się żywnie podoba, nawijać o zainteresowaniach...
   Noelia przerwała, na powrót przypomniawszy sobie o uwięzionej. Jak dziewczyna zareaguje, jeżeli uda jej się obezwładnić Profesor i wciągnąć ją do tamtego pomieszczenia, przez którego ,,okno” widać młodą jabłoń? Pogratuluje jej czy zaoferuje pomoc w ukryciu ciała? A może w końcu przestraszy się naprawdę i jej usta w obecności jasnowłosej już nigdy się nie poruszą? Czy będzie milczała po to, by uniknąć śmierci? Jeśli sądzi, że dla Noelii ostatnie słowa są niezmiernie ważne i że nastolatka na pewno nie pamięta tych wygłoszonych na końcu poprzednich odwiedzin, możliwe, że się nie odezwie.
   Szatynka skinęła głową, zachęcając rówieśniczkę do kontynuowania opowieści. Wykonała ruch z widocznym trudem. Przypominała psa uwiązanego na smyczy. Gdyby nic jej nie założono, wydzierałaby się w najlepsze.
   - Wiele osób miałoby mnie dość - zaczęła na powrót szarooka ze słyszalną pewnością siebie - ale byłabym znana w całej szkole nie tylko ze względu na ,,dziwne” imię. - Katarzyna zacisnęła usta, powstrzymując się przed zostawieniem komentarza. - Na pewno znalazłby się ktoś nadający na tych samych falach. Doszłam do wniosku, że wolę, kiedy mnie nienawidzą, ale mam bratnią duszę, niż kiedy wszyscy mają do mnie stosunek neutralny...
   - Może analny?
   Naprawdę, Profesor? To miało być błyszczenie inteligencją i wyłamywanie się poza schemat szarości?
   Noelia westchnęła.
   Jak nie jedna mówi o dupie, to druga o stosunkach, ale to o dupie było chociaż kreatywne, nie skopiowane z internetu.
   - Nie próbuj rozładować sytuacji w tak prymitywny sposób - ostrzegła. - Nie wychodzi ci to. Inteligencją błyszczy się nieco inaczej. W każdym razie nie przez czytanie i powtarzanie żartów, które mają na celu rozśmieszenie większości populacji, czyli prymitywnych żartów, bo to głównie one rozśmieszają większość ludzi.
   Blondynka ruszyła powoli w kierunku opuszczonego budynku. Czuła, że nadeszło apogeum życia Katarzyny. Czy powinna wyjawić dziewczynie, że nadeszła ostatnia chwila, że nie zobaczy już swoich rodziców, ani nie ujrzy światła dnia?
   Ciekawe, jak to jest nie odczuwać bólu, nie wiedzieć o istnieniu wszechświata, o poprzednim życiu, o żarłocznych robakach żywiących się twoim ciałem... Jak to jest być niczym więcej jak komórką, nieposiadającą świadomości, zaprogramowaną do wykonywania określonych czynności? Ofiary nie mają pojęcia, kto je zabił. Ich pamięć zostaje permanentnie usunięta.
   - Żeby śmiać się z innych rzeczy, trzeba posiadać wiedzę - uzupełniła, odwróciwszy głowę w stronę podążającej za nią towarzyszki - chociaż masz rację. Rówieśnicy mają mnie w dupie.
   Szatynka zmarszczyła brwi.
   - Więc czego chcesz, zmienić osobowość?
   Nie zaprzeczyła, nie próbowała udowodnić, że Noelia nie ma racji - jak postąpiłaby większość ludzi. To jakiś progres.
   Blondynka wzruszyła ramionami.
   - A da się? - zapytała wypranym z ciekawości głosem. - Nie przepadam za noszeniem masek.
   - Tak? - w głosie znajomej kryło się niedowierzanie. - Zdawało mi się, że cały czas je nosisz. Ostatnio coś się zmieniło.
   Czy to nie dobra rzecz, że wreszcie stawała się sobą? Jeżeli Profesor naprawdę na niej zależało, powinna powitać zmianę z radością. Niektórzy ludzie próbują wszystkiego w dążeniu do odkrycia samych siebie i nigdy im się to nie udaje.
   - Wszyscy nosimy maski - sprostowała Noelia. - Społeczeństwo od nas tego wymaga. Rozmawianie z nauczycielem jak z kumplem czy wychodzenie do toalety na lekcji bez pytania nie jest akceptowane. A jeśli ktoś robi sobie tatuaże na twarzy, jest uważany za świra, traktowany gorzej niż przestępca, bo ci wtapiają się w tłum. Bycie prawdziwym jest równoważne ze zbrodnią, a nawet od niej gorsze.
   Więc żeby w końcu zniknęło niezdecydowanie, musiała wytatuować sobie twarz? Nie na stałe, tylko na tyle, aby poczuć na własnej skórze, jak ohydni potrafią być ludzie. Wtedy może przestałaby uciekać od poczucia winy. Wpuściłaby diabelskie uczucie do swojego umysłu, goszcząc je niczym bliźniaczą duszę - siostrę, o której istnieniu dotychczas nie miała pojęcia. Bez problemu pozbyłaby się Kamili, ponieważ w jej mózgu zabrakłoby miejsca na wyrzuty sumienia oraz niezdecydowanie.
   - Bycie prawdziwym jest równoznaczne ze zbrodnią, a nawet od niej gorsze? - powtórzyła Katarzyna ledwie przytomnym głosem. - Nie wiem, jak do tego doszłaś, ale muszę ci to wybić z głowy.
   Jasnowłosa zachichotała.
   - Spróbuj - postawiła wyzwanie. - Myślenie nie jest kawałkiem drewna, który utknął sobie gdzieś w mózgu po tym, jak ktoś próbował go przebić i tylko przypadkiem nie wysłał pacjenta do ziemi.
   Piwnooka próbowała się zaśmiać, jednak wydany przez nią dźwięk w niczym nie przypominał odgłosu wesołości.
   - Skąd ty bierzesz takie porównania? Aż człowiekowi skóra cierpnie i ma się odruch wymiotny od słuchania.
   Czyli obędzie się bez problemów, kiedy dotrzemy do Kamili - pomyślała Noelia. - Wystarczy, że zobaczysz, w jakim jest stanie i zaczniesz wymiotować. Stąd łatwa droga do zabójstwa. Wystarczy mieć przy sobie nóż. Szyję widać pod odpowiednim kątem, a ofiara nie ma bladego pojęcia, co się dzieje. Miejmy tylko nadzieję, że wariatka nie zechce jej uprzedzić, żeby zrealizować jakiś chory cel.
   - A jednak Abigail Gibbs była w stanie napisać książkę o wampirach - oznajmiła jak gdyby nigdy nic szarooka, dumna, że coraz lepiej szło jej opanowywanie sztuki ukrywania tematów swoich myśli. - Nie wiem, dlaczego ludzie boją się krwi, i to przeważnie nie swojej. To nie tak, że kogoś zamordowali, albo mają być niesłusznie skazani.
   - Nie wiedziałam, że jesteś fanką wampirów.
   Noelia wyszczerzyła zęby w uśmiechu.
   - Bo nie jestem - poinformowała.
   Katarzyna pokręciła głową z zamiarem podroczenia się.
   - Oczywiście, że nie.
   - Powinnam powtarzać, że nie masz racji, czy udawać, że nic nie słyszałam? W pierwszym wypadku możesz pomyśleć, że jestem uzależniona od czytania książek o wampirach, zaś w drugim, że mam depresję i przestało mnie wszystko obchodzić.
   Pokręciła powoli głową, uśmiechając się pod nosem. Jakby cokolwiek miało znaczenie. Profesor była dla niej nikim, w dodatku osobą, która nie doczeka jutra. Dlaczego miałaby się przejmować myślami kogoś takiego? Nie wspominając o zmęczeniu zamartwianiem się. Jeden z negatywnych skutków długiego zamartwiania się chował się w nazwie. Nie zamierzała być taka jak pozostali - przejmować się, kiedy nie warto. Czy ktoś przepowiedział jej, że rychło umrze? Nie. Trzymała los we własnych palcach, nie pozwalając delikatnemu, przezroczystemu materiałowi zniknąć wśród nieba krwi. Zresztą, jasnowidze nie potrafili przewidzieć z dokładnością czyjejś śmierci.
   - Uzależnienie od książek nie jest czymś negatywnym - uznała szatynka.
   - Nawet jeśli są o wampirach?
   - Oczywiście - przytaknęła Profesor. - Wątpię, by takie uzależnienie trwało wieczność. Prędzej zanudziłabyś się powtarzalnością fabuły...
   - Albo bym umarła - dorzuciła Noelia. Widząc zmrużone oczy koleżanki, klasnęła w dłonie. - No co? Ludzie starzeją się i umierają, to naturalna kolej rzeczy.
   Nie odzywały się do siebie przez dobre pięć minut, powłócząc nogami, co powinno zaniepokoić jasnowłosą, lecz nic podobnego nie miało miejsca. W jej głowie odgrywał się zapewniający wygraną scenariusz. Po krótkiej pogawędce z wariatką - pod warunkiem, że szatynka nie zemdleje, ani nie weźmie nóg za pas - Noelia zada pierwszy cios, w szyję. Kolejno trafi w okolice serca, by przenieść się na brzuch. Katarzyna będzie błagała o litość, lecz ostrze jej nie uciszy. Pozostanie czekanie na koniec oraz modlitwa, by nastąpiło to jak najprędzej. No, trzeba jeszcze dodać do mikstury obecność Kamili - ona na bank nie da wykrwawiającej się spokoju. Wypyta o wszystko: co wie o Noelii, jakie były ich relacje, dlaczego śmierć postanowiła zagrodzić jej drogę. A potem wyszydzi, sprawi, że piwnooka pożałuje każdej sekundy spędzonej w pobliżu uwięzionej. Chyba że... nie. Z Kamilą nigdy nic nie wiadomo. Dziewczyna mogła spędzić te krwawe chwile, po prostu się zwierzając - bez przytyków, bez pytań, bez wbijania oziębłego, ostrego jak szydła głosu w uszy poszkodowanej. Jeśli tylko nie przysłuchiwałaby się temu Noelia, co stało na przeszkodzie?
   Jasnowłosa zawahała się tuż przed wejściem do niepozornej budowli, na dłużej zatrzymując uwagę na wysokim krzewie, niemal w całości zasłaniającym drzwi - a raczej miejsce, w którym miały zostać wstawione drzwi. To wtedy ręka Profesor opadła na ramię nastolatki.
   - Noel... - zaczęła łagodnym tonem, jakby przemawiała do dziecka, któremu nie dało się wytłumaczyć, że niewłaściwie się zachowało, i chciała uniknąć pobicia. Zdjęła rękę z ramienia rówieśniczki. - Słuchaj, nie będę owijać w bawełnę. Tylko się nie śmiej.
   Noelia powstrzymała się od wywrócenia oczami. Jeżeli uzna słowa znajomej za zabawne, na pewno nie będzie siedziała cicho. Zwyczajnie jej się to nie opłacało. Nie zamierzała wykorzystać dziewczyny do żadnych manipulacji poza zachęceniem jej do wejścia do budynku oraz pozostania w nim odpowiedniej ilości czasu. Chichot blondynki na pewno by nie przeszkodził w wykonaniu ostatecznej misji.
   - Oczywiście - rzekła. - Powinno mnie stać na to, by utrzymać maskę dłużej niż minutę.
   Profesor walczyła ze sobą przez kilka sekund, jakby przymierzała się do rzucenia ciętej riposty. Następnie jej twarz złagodniała w geście poddania.
   - Słyszałam o zabawie w podduszanie...
   Naprawdę, Katarzyna? Nie sądziłam, że stać cię na tak dziwną dedukcję.
   - Chyba nie myślisz, że...? - zaczęła szarooka, po czym urwała. Nie tak powinna była zacząć przesłuchanie.
   W takim razie jak?
   Szatynka zacisnęła usta w wąską linię.
   - Gdybym nie myślała, nie chciałabym ukryć się przed tobą w autobusie - przyznała. - Jednocześnie też chciałam, żebyś wiedziała, że zadbam o to, by nie stała ci się krzywda.
   Noelia musiała przyznać, że piwnooka nieźle się spisała wymyślając takie wytłumaczenie sytuacji. Każda inna nastolatka znajdująca się w tym samym położeniu nie miałaby problemu z zaakceptowaniem tego wyjaśnienia, szczególnie ta, której brakowało miłości rodziców - tacy ludzie tym bardziej poszukiwali ludzi, którzy by się mogli o nich troszczyć.
   - To pierwsze wyjaśnienie ma jakiś sens, drugie ani krzty.
   - Może po prostu chcę zostać twoją przyjaciółką?
   Noelia prychnęła. Szatynka nie interesowała się nawiązywaniem jakiejkolwiek znajomości, jedynie krótkimi rozmowami wśród grona rówieśników oraz dobrymi ocenami. Dlaczego teraz tak nagle odmieniło się jej nastawienie? Rówieśnicy nie chcieli mieć z nią nic do czynienia ze względu na rzekomo popełnioną zbrodnię? Prześmieszne, jak wyrzucenie z grupy, do której nawet się nie wiedziało, że się należało, potrafi zmienić priorytety. I najważniejsze, dlaczego w ogóle Profesor wylądowała na szkolnej liście podejrzanych? To pytanie nie dawało blondynce spokoju.
   - Może po prostu próbujesz z zawziętością osła udowodnić, że masz rację z tym psychologiem? - zaproponowała Noelia. - Po to istnieją zakłady, czasami bardzo głupie zakłady, na przykład o to, czy wytrzyma się miesiąc mieszkając w męskiej toalecie. - Podarowała towarzyszce jeden z najbardziej niewinnych uśmiechów, a następnie dodała: - Ludzie nie cierpią przegrywać.
   - Ty uparta... - zaczęła Katarzyna, lecz nie dane jej było dokończyć tej wypowiedzi.
   W wejściu do domku pojawił się wysoki, szczupły chłopak, odziany w sięgające nieco poza kolana pomarszczone spodnie khaki, czarną bluzkę z krótkim rękawem z białym napisem, z którego Noelia nic nie wywnioskowała prócz tego, że dotyczył rowerzystów i gór, oraz czarne buty przypominające gumowce - te same, które włożył w pierwszym dniu spotkania z jasnowłosą. Strój dopełniała kominiarka, zdradzając jedynie niebieski kolor oczu, a także trzymany w prawej ręce groźnie wyglądający podłużny kawałek drewna.
   Szatynka odruchowo odskoczyła, potykając się o coś leżącego wśród pnących się aż do kolan traw. Mało brakowało do upadku. Nastolatka przeniosła ciężar na lewą nogę, chcąc uniknąć bólu. Następnie nieznacznie wskazała głową w kierunku nieznajomego jej chłopaka i posłała Noelii, która zdążyła odsunąć się od wejścia, zaniepokojone spojrzenie. Blondynka pokręciła głową, bezsłownie przekazując, że wszystko jest w porządku. Katarzyna nie sprawiała wrażenia przekonanej.
   Co za idiota - pomyślała Noelia, czując, jak krew w jej żyłach paruje ze złości. Przecież powiadomił, że dzisiaj nie jest w stanie przyjechać do Trzebnicy. Gdyby chociaż napisał, że raczej nie odwiedzi Kamili, ale zrobi to, jeśli uda mu się zdobyć trochę wolnego czasu. A skąd! Wiadomość nie zawierała tego typu informacji, lecz krótkie ,,nie mogę tam dzisiaj pojechać”.
   Patrzyła, jak obiekt jej gniewu podchodzi do Profesor, po czym wyciąga rękę na powitanie. Sądziła, że dziewczyna ją odtrąci. Pomyliła się. Chude palce schwytały drugie, masywniejsze, a na ustach zamajaczył fałszywy uśmiech.
   - Kto tu nawija o podduszaniu? - zagaił przyjaciel Maćka, odsuwając się na kilka kroków. W głosie chłopaka pobrzmiewała nutka wesołości. Jak gdyby przed chwilą nie wystraszył nikogo samym wyłącznie pojawieniem się. Noelia mogła się założyć, że kiedy na jego oczach zemdlałaby cała klasa, w powietrzu pobrzmiewałby ten sam beztroski ton.
   Noelia wskazała podbródkiem Katarzynę, ledwie wstrzymując się od wszczęcia awantury. Wiedziała, że nie może pozwolić sobie na kłótnię, ponieważ niechcący mogłaby rzucić światło na rzeczy, które miały pozostać w ciemności. Wszystkie jej słowa mogłyby zostać użyte przeciw niej, szczególnie jeśli Profesor udałoby się stąd uciec, co nie brzmiało nieprawdopodobnie, biorąc pod uwagę stan mentalny kłócących się osób. Im zależało jedynie na tym, żeby obrazić drugiego człowieka oraz siłą go przekonać do swojej racji. Wszystko, co działo się w pobliżu, znikało - jak samochody znikają dla ludzi, którzy grając w grę podczas spaceru zapominają o realnym świecie. Oni nie byli wystarczająco inteligentni, by uzmysłowić sobie, że takie działania są windą do zgonu. Noelia zaś uważała siebie za istotę inteligentną. Podjęła, że dopóki nie rozgłosi plotek na temat Kombinatora i większość jego kumpli w nie nie uwierzy, nie będzie się wychylać. Powie mu później, kiedy zostaną sami, co sądzi na temat nie przysyłania jej użytecznych wiadomości. W żadnym razie nie wspomni, że Adrian pogrążył się w jej oczach. Teraz miała pewność, że musi mu się dokładnie przyjrzeć. Następnym razem, kiedy będzie mogła się wymknąć, również powiadomi nastolatka o niemożności wydostania się z domu pod okiem Krzysztofa i Jolanty, po czym pojedzie na miejsce z zamiarem schowania się pod służącą za okno dziurą oraz nasłuchiwania. I do czego Adrian potrzebował tego kawałka drewna?
   - Ah - mruknął Kombinator, nieprzejęty wrogim, a jednocześnie przestraszonym spojrzeniem szatynki. - No taa, to byłaś ty - zwrócił się do niej. - Noel ma zupełnie inny głos, głuchy by go poznał. Próbowała kiedyś panienka tej zabawy w duszenie?
   Oczywiście, że Profesor nie bawiła się w tego typu zabawy. Była pilną uczennicą, niczym się nie wyróżniającą, która nie miała problemów w domu, a przede wszystkim nienawidziła ryzyka. Kiedyś nad morzem nawet nie wsiadła do motorówki i zrezygnowała z ogromnej zjeżdżalni wodnej. Jak ktoś taki byłby gotowy zaryzykować życiem dla krótkiego stanu euforii?
   Chcesz, żeby mnie zamęczyła, tak? Żeby myślała, że moi znajomi duszą się dla frajdy?
   Noelia zdusiła chęć nawrzeszczenia na nastolatka poprzez zaciśnięcie ust w wąską linię. Przewidując, że i to może zawieść, wbiła kciuk prawej dłoni we fragment skóry ulokowany pod najmniejszym palcem.
   - Nie, nie próbowałam - odpowiedziała twardo Katarzyna. - Nie chcę próbować, nie, kiedy niesie to ze sobą tak poważne konsekwencje. I jak wy to w ogóle robicie, kiedy kogoś dusicie? Nie boicie się, że zostaniecie posądzeni o morderstwo, gdyby coś poszło nie tak i osoba podduszana już by się nie obudziła?
   Noelia potarła czoło dłonią. Gniew skierowany w stronę Kombinatora osłabł, zastąpiony przez zirytowanie wywołane brakiem myślenia ze strony rówieśniczki.
   - Gdyby w ich mózgach starczało miejsca na strach, nie odcinaliby sobie tlenu, żeby poczuć euforię.
   Kombinator popatrzył ponuro na trzymany w prawej ręce kawałek drewna, po czym cisnął go w bok, zapewne uznawszy, że już go nie potrzebuje.
   - Jeden z moich kumpli bawił się w duszenie - wyjawił - albo bawi, bo możecie wylać mi rosół na łeb, za kury nie wiem. I odpowiadając na pytanie z góry - to mówiąc, wskazał niebo, które obecnie przykrywało niewiele chmur - tak, ja i Noel też się dusimy od czasu do czasu.
   Reakcja Katarzyny była bezcenna. Otworzyła usta, by kolejno unieść brwi i wybałuszyć oczy. Palce, niczym u robota, powędrowały ku górze, a potem zatrzymały się na dolnej wardze, jakby przejęte. Noelia musiała przyznać, że ten widok należał do zabawnych. Rzuciła Adrianowi pytające spojrzenie. Chłopak zaśmiał się, także uznając spektakl za warty obejrzenia.
   - To był żarcik - zakomunikował po krótkiej chwili, wywołując u Noelii napad śmiechu.
   Profesor zamknęła usta, by wygiąć je w krzywym uśmiechu.
   - Przecież wiem - broniła się. - Myślicie, że najbardziej zdziwiony człowiek świata byłby w stanie zdziwić się tak bardzo?
   Nie wiem, jak dziwi się najbardziej zdziwiony człowiek Ziemi, ponieważ taki człowiek nie istnieje. A nawet gdyby istniał i obejrzałabyś zaskoczone twarze wszystkich ludzi, nie byłabyś w stanie go znaleźć. Może i wytypowałabyś kandydatów, lecz w momencie wykonania zdjęcia szok mógł im wcale nie towarzyszyć. Prawdopodobnie wybrałabyś dobrych aktorów lub osoby uwielbiające robić z siebie durniów.
   Westchnąwszy, blondynka przecisnęła się obok krzewu niemal w całości zagradzającego wejście do budynku. Czas zakończyć tę farsę. Czas na zmianę, która uczyni życie lepszym.
   Niby mam do czynienia z nową sytuacją, odgrywającą się w teraźniejszości, a jednak odnoszę wrażenie, że jest ona historią - kiedy moje życie rzuciło się w wir trąby powietrznej, przeczuwało koniec. To tak, jakbym nagle stała się tobą i czekały na mnie podobne decyzje. Waham się, jak ty. Walczę ze sobą, jak ty. Chcę zabić, ale jednocześnie nie chcę - jak ty. Różnica jest taka, że ty postarałaś się o wyszukanie w sieci osoby podobnej do ciebie z wyglądu oraz zainteresowań, natomiast ja i Katarzyna poznałyśmy się w szkole. Nie chciałam zniszczyć jej życia, tak samo jak ty nie chcesz zniszczyć mojego, nawet jeśli niezmiernie trudno w to uwierzyć. To tylko efekt uboczny - jak człowiek, który skosztował mnóstwa rekomendowanych w dietach dań o korzystnym działaniu, sądząc, że jeżeli nie spożyje za dużo tego samego produktu, nie odbije się to na jego zdrowiu, ale przytył. Po prostu nie wiesz, jak inaczej do mnie dotrzeć, nie chcąc wyjść na kogoś pospolitego. Co sprawiło, że nie uważasz mnie za osobę zwykłą i niewartą uwagi? Nie, nie jestem stuprocentowo pewna, że wszystko, co pomyślałam, jest poprawne - dlatego dopóki nie otrzymam ostatecznej informacji, zabawię się z tobą w grę. Jej częścią będzie zabicie Profesor. Dziewczyna zasługuje na to, skoro wścibia nos w nie swoje sprawy, a nic dla mnie nie znaczy. Muszę zwalczyć niezdecydowanie, by nie męczyć się dłużej niż to konieczne. Co więcej, chcę popatrzeć, jak okazujesz strach, permanentny, prawdziwy, nigdy efemeryczny, nawet jeśli jesteś tylko psychopatką i interesuje cię przerabianie ludzi na kukiełki. Nie wierzę w to, że psychopaci nie odczuwają strachu. Być może doświadczają go w mniejszym stopniu, lecz przecież odruchem człowieka jest łapanie życia za koniec nitki. Ty nie chcesz umrzeć. Wymieniłabyś dziesięć sposobów na samobójstwo w ciągu pięciu minut. Pytanie, które muszę ci zadać, brzmi: jak zamierzasz się stąd wydostać?
   Odór był nie do zniesienia - dzięki niemu w umyśle blondynki rozgościł się obraz niepoliczonej liczby ludzi, wychudzonych i w łachmanach, którzy dzień w dzień załatwiali swoje potrzeby na betonie, by gdy nadchodziła pora snu lub ogarniało wyczerpanie, siadać na wydzielinach swoich albo współwięźniów. Opierali przy tym głowy o zabrudzone sadzą ściany, a każda możliwość ucieczki była wyłącznie mrzonką. Spętana sznurem blondynka zdawała się mieć takie samo zdanie. Siedziała z podkurczonymi kolanami na tle kwadratowej dziury grającej rolę okna, uniósłszy okrągłą, przybrudzoną twarz, żeby wbić wzrok w rozciągającą się przed nim przestrzeń. Spojrzenie zdradzało fascynację, pomimo widocznego zmęczenia pokrywającego błękitne oczy jakby mgłą. Zbliżone do siebie dłonie, w połowie ukryte w szczelinie między kolanami, przypominały o modlitwie. Gdyby nie delikatne podrygi stóp wciśniętych w czarne adidasy, ozdobione fioletowym zygzakiem na środku każdego buta, można było pomyśleć, że miało się do czynienia z lalką. Włosy prezentowały jeszcze gorszy poziom niż uprzednio - zlepione i oklapnięte, nie dawały nadziei na odzyskanie dawnej żywotności. Na jasnoróżowej bluzce z długimi rękawami, na której widniał rysunek dziewczyny o czarnych włosach związanych czerwoną kokardą, wykwitła plama, najprawdopodobniej pochodząca od pomidora, zaś na szczupłych nogach, okrytych do kostek przez czarne legginsy, pałętał się pojedynczy długi włos oraz kilka krótszych. Stojąc naprzeciwko Kamili trudno było orzec, ile straciła na wadze, lecz Noelia zdawała sobie sprawę z tego, że blondynka nie może ważyć tyle, co przed porwaniem, mimo codziennej dostawy pożywienia. Była ona niewystarczająca.
   - No tak - wymamrotała szarooka. - Kiedyś musiałaś się wypróżnić. Jestem zaskoczona, że nie zrobiłaś tego wcześniej.
   - Wypróżnić? - powtórzyła Kamila, oblizawszy spierzchnięte usta. Niespiesznie wskazała głową postawioną przy prawym udzie miskę z wodą. - Ah... tak. Za to ja jestem zaskoczona, że to słowo znaczy to, co znaczy. - Przekrzywiła głowę w lewo, jakby na nowo pogrążona w myślach. - Jakby załatwianie się było czynnością daremną lub świadczącą o czyjejś próżności, a może nawet o pojawieniu się próżni.
   Noelia złożyła ręce na piersi, okazując dezaprobatę. Zazwyczaj wariatka miała z góry przygotowaną tak bezsensowną odpowiedź i dostarczała ją w taki sposób, że można było odnieść wrażenie, iż nie kryje w sobie ani krzty nonsensu. Jednakże szarooka nie zamierzała wdawać się w dyskusje dotyczące załatwiania swoich potrzeb. Kiedy tylko postawiła stopę w pomieszczeniu o nagich ścianach, a jej mózg rzucił się w tornado myśli, wiedziała, że musi zadać pewne pytanie. Być może nie otrzyma na nie odpowiedzi lub otrzymana odpowiedź okaże się błędną, ale to nic. W końcu prawda się ujawni. W zasadzie dobrze byłoby, gdyby podawane odpowiedzi okazywały się błędami - pod warunkiem, że szarooka byłaby w stanie to wykryć. Gdyby odsiała wszelkie kłamstwa, pozostałyby teorie prawdziwe, które należało sprawdzić - poprzez próby udowodnienia ich fałszywości.
   - Jak zamierzasz się stąd wydostać? - zapytała. - Jeśli chcesz, bym utrzymała cię przy życiu, radzę gadać.
   Kamila udała, że nie słyszy dziewczyny. Przechyliła głowę w prawo, nadstawiając uszu.
   - Co to za zamieszanie na dworze? - spytała ospale, jakby wcale jej to nie interesowało, a takiej właśnie reakcji od niej wymagano. - Ktoś ma poznać prawdę o tobie?
   Noelia parsknęła śmiechem.
   - Oczywiście, a potem pokażę ci, jak ją zabijam, Katarzynę. Nie ma innego wyjścia. Jeżeli chcę kontynuować to, co zaczęłam, muszę ją zabić.
   Słowa te brzmiały nierealnie w ustach jasnowłosej - jakby przyszło jej zagrać rolę w filmie, a ona nie potrafiła wiarygodnie grać. Powinna być z siebie dumna - wydobyła z siebie to, co zamierzała powiedzieć, bez przerwy na przełknięcie śliny, która mogłaby świadczyć o jakichkolwiek emocjach.
   - Myślisz tak, bo twoja kreatywność zaczęła szwankować. - Uwięziona zmrużyła oczy niebezpiecznie. - Wróć do domu, wyśpij się, przeczytaj interesujące artykuły... coś, żeby twój umysł z powrotem zaczął normalnie funkcjonować.
   Mało brakowało, a Noelia otworzyłaby usta ze zdziwienia.
   - Nie mogę tak po prostu... - powiedziała, wskazując palcami prawej ręki co popadnie, jakby z zamiarem ściśnięcia w jednym pomieszczeniu całego świata.
   - Możesz - upierała się antagonistka - tylko zmęczenie nie pozwala ci na wzięcie pod uwagę różnych możliwości.
   A więc sądzisz, że jestem mniej wrażliwa niż w rzeczywistości. Myślisz, że sytuacja, w jakiej się znalazłam, wpływa na mnie w znikomym stopniu i że się nie wyspałam z innego powodu, bo na bank ty nie miałaś nic z tym wspólnego. Ale skoro tak, dlaczego uważasz, że nie jestem w stanie zabić? I dlaczego nie chcesz dowodu w postaci Profesor? A może próbujesz przekonać mnie, że nie potrafię zabić, aby ocalić swoje nędzne życie.
   - Dlaczego zależy ci na jej życiu?
   Na twarzy więźnia pojawił się grymas przypominający uśmiech. Znikł on jednak równie szybko, jak się pojawił, nie pozostawiając po sobie żadnych emocji.
   - Nie bądź śmieszna - rozbrzmiał pełen radości głos, niedopasowany do wyrazu twarzy właściciela. - To tak, jakby zależało mi na każdym człowieku, który ginie w wypadku samochodowym bądź umiera w wyniku postępowania choroby. Mogę nawet nie czytać tego rodzaju informacji, bo wszystkie przypadki wyglądają prawie tak samo i nikogo nie znam. Po co zaprzątać sobie głowę czymś, co jutro z niej wyleci?
   W istocie, informacje na temat wypadków czy przebytych chorób były w większości przypadków bezużyteczne i zatrważająco do siebie podobne - w takim stopniu, że przy nie zwracaniu szczególnej uwagi, następnego dnia nie zostawało nic w głowie albo niewiele znaczące strzępki, niemniej nie można było mieć pewności, czy nie opisują wydarzenia sprzed miesiąca. Ale skoro Kamilę Katarzyna w ogóle nie obchodziła, czemu nadal nie życzyła szatynce śmierci?
   Noelia zwiesiła głowę.
   - A jednak nie chcesz, żeby umarła - rzekła twardo, w niezgodzie z przyjętą postawą.
   Kamila westchnęła, jakby przeprowadziwszy wyczerpujący wykład z historii, uprzytomniła sobie, że musi powtórzyć go innej grupie.
   - Ponieważ mam do czynienia z innym przypadkiem - objaśniła zwięźle. - Tym razem znam sprawcę.
   Złoto-czarny motyl wychynął z kobaltowej, ozdobionej fioletowymi koralami skrzyni, tuż przed tym, jak wodospad porwał ją w dół, przeobrażając w maleńkie drobiny, gotowe do przebycia wraz z prądem rzeki nieludzko długiej drogi. Zaśpiewał czarny koliber, nie spodziewający się fali drewna atakującego go ze wszystkich stron. Z nieznanej nikomu rudowłosej dziewczyny wytrysnął strumień atramentu, by wzbić się w bezmiar nieba oraz zamieszkać tam przez resztki życia planety zwanej Ziemią. Noelia doszła do tak horrendalnego wniosku, że gdyby wszystkie te wynaturzenia wystąpiły jednocześnie, byłyby dla niej niczym więcej jak deszczem - czymś naturalnym, czym istoty ludzkie nie zawracają sobie głowy.
   - Przyznajesz, że nie chcesz mnie zabić? - wydusiła z siebie szarooka, zaplątując palce w rozpuszczonych, sięgających do ramion jasnych włosach. - Myślałam, że zajmie kilka lat, zanim...
   - Pospiesz się. - Wariatka zacmokała, okazując zniecierpliwienie. - Kombinator nie poradzi sobie z odciąganiem twojej koleżanki ze szkoły przez wieki.
   - Skąd wiesz, że...?
   Więzień wysunął podbródek do przodu, w ten sposób zmuszając drugą dziewczynę do przerwania.
   - Nikogo innego byś tutaj nie przyprowadziła z zamiarem zamordowania.
   Skąd ta konkluzja? Czy według wariatki Noelia nie mogła nienawidzić bardziej innej osoby niż tę, która uczęszczała razem z nią do szkoły? Ale to bez sensu - zauważyła blondynka. - Wiesz, że najlepiej byłoby zaciągnąć tu kogoś, z kim nie mam żadnych powiązań. W szkole ktoś mógłby mnie podejrzewać, skoro już jestem podejrzaną i zabiłabym niecierpianą przeze mnie osobę.
   - Psst - usłyszała.
   Rzuciła wściekłe spojrzenie uwięzionej, kiedy do niej dotarło, że słyszy ciche postukiwanie zbliżających się butów. Zdała sobie również sprawę z tego, że nie jest przygotowana.



Jak się Wam czytało? (: Dobra, i tak wiecie, że to przykrywka, bo zawsze oczekuję od Was relacji na temat tego, co sądzicie na temat rozdziału. ;D
Czy tylko mi podczas ,,oglądania” (niestety nie na żywo) zaćmienia przyszedł do głowy utwór ,,Black Hole Sun” zespołu Soundgarden? (Jeśli ktoś nie słyszał i nie widział teledysku, proponuję nadrobić to... teraz. Jeśli się boicie, proponuję obejrzenie ,,Crypt Jam” najpierw. ;P) Przyznacie chyba, że Słońce zakryte przez Księżyc przypomina dziurę w niebie? ;D
Kto chodził sobie po Międzynarodowej Stacji Kosmicznej w Google Street View? Wiem, spóźniłam się na imprezę, haha.
Tylko ja uważam, że nazwa ,,Florence” dla asteroidy jest przezabawna?
Wiem, mój nowy awatar jest genialny, hahahe. Nie musicie mi tego mówić.
Nie mogę się doczekać dzisiejszego meczu między Polską a Danią o 20:45. Aż sobie budzik ustawiłam. Moja mama żartuje, że zejdzie na zawał z emocji. Szkoda, że mnie na stadionie nie będzie - albo może to i dobrze. Następnego dnia nie mogłabym mówić. :(
Mama ostatnio przypadkowo znalazła ciekawy (przynajmniej tak się zapowiada) serial w telewizji - ,,American Crime Story”. Akurat początek był pierwszego odcinka. A tata wynalazł film ,,We krwi”. Wciągający, owszem, ale dziesiątki mu nie dam.
Wiecie, że z tego wszystkiego pod ostatnim rozdziałem zapomniałam wspomnieć o Malborku? A, i kto przejechał się kiedyś motorówką, łapy w górę. (:
Theme by Lydia