czwartek, 20 lipca 2017

ROZDZIAŁ XII

   Czy jeśli nie posiadałabym niektórych uczuć, łatwiej byłoby mi żyć? Gdyby w moim umyśle nie było miejsca na sumienie i wstyd, zabiłabym wariatkę i już, koniec zmartwień. Gdyby nie istniał strach, zrobiłabym to wbrew Kombinatorowi. On też zapewne by skończył między trupami za stawianie przeszkód. Ale czy nie stałabym się wówczas idiotką, stanowiącą łatwy łup dla policji?
   Czasami odnoszę wrażenie, że nie posiadam niektórych emocji - nigdy nie odczuwam tego, co inni ludzie, kiedy widzę, jak cierpią. Owszem, domyślam się, co mogą czuć, ale sama tego nie czuję. Do tej pory sądziłam, że to normalne, ale wiele osób reaguje emocjonalnie, natomiast mnie nawet nie obchodzi los znajomych. Gdyby kogoś przejechał samochód, nic by się nie zmieniło. Nawet bym nie zapłakała. Prawdopodobnie zaszyłabym się w domowym zaciszu, żeby obejrzeć telewizję czy przeczytać nowy numer ,,Uranii”.
   Wykreowała w umyśle siebie trzymającą w ręku niemal połowę przodu twarzy. Usta, policzki i nos zniknęły, pozostawiając za sobą czarną farbę, nadgryzione niczym jabłko. Czoło wychylało się niebezpiecznie do przodu, jakby chciało przekazać, że jest bardziej wartościowe od gawiedzi. Broda ogłaszała, że nie ma na świecie stworzenia odważniejszego od jej właściciela. Czarna farba symbolizowała brak emocji występujących u większości populacji, reszta głowy zaś emocje, które przetrwały, nagradzając życiem niekompletną, ulepszoną istotę.
   Naprzeciw Noelii siedziała szatynka o pociągłej twarzy z głęboko osadzonymi, dodającymi inteligencji, piwnymi oczami. Na powiekach spoczywały pasujące jasnobrązowe cienie, zmuszające do spojrzenia w górę i dostrzeżenia równych brwi, rzęsy doprawiono prawie niezauważalnym czarnym tuszem, natomiast pełne usta okryto delikatną jasnoróżową szminką. Do tego dziewczyna włożyła pomarańczową bluzkę z krótkim rękawem obsypaną miniaturkami białych ptaków przypominających gołębie, wytarte dżinsy ledwo sięgające za kolana oraz klapki z grubym na trzy centymetry pomarańczowym, prześwitującym paskiem, które w obecnej chwili stykały się nerwowo. Nastolatka opierała głowę na prawej dłoni dotykającej łokciem bladoniebieskiej ceraty, na której jaśniały miski z owocami. Część rozpuszczonych włosów wsiąknęła między palce i nie zanosiło się, by miały się od nich uwolnić.
   Czy od każdej dziewczyny wymagało się malowania? Noelię drażniło to, że wszystkie nosiły makijaż, choćby delikatny. Jakby każda chciała udowodnić, że jest ładniejsza od swojej koleżanki - i po co? Blondynce taki pościg za urodą wydawał się bezsensowny. Przecież każdy widział, że poprawiają swój wygląd. Co więcej, czy nie natura była siłą doskonałą? Nie powinnyśmy wstydzić się swojego wyglądu - twierdziła Noelia. - Nawet kiedy coś poszło nie tak i jesteśmy brzydcy, znajdzie się w nas coś wartościowego.
   Katarzyna oblizała wargi, po czym nie mogąc znieść zawieszonej w powietrzu ciszy wypełnionej jedynie tykaniem zegara, odezwała się.
   - Wpatrujesz się we mnie od jakichś dziesięciu minut i nic nie mówisz?
   - Sądziłam, że to ty zaczniesz coś mówić w tej sprawie. W końcu chciałaś się spotkać.
   Dziewczyna sprawiała wrażenie zaskoczonej chłodnym tonem Noelii, jednak szybko ukryła to pod postacią wygiętych w złości ust.
   - Tak - przyznała - ale to ty się popłakałaś i dostałaś ataku histerii, no i martwisz się, gdzie pójdziesz do drugiej klasy. Myślałam, że potrzebujesz się komuś wyżalić. Z twojej wiadomości wywnioskowałam, że czeka mnie słowotok, kiedy przyjadę.
   Gdyby wiedziała, że nie czekają na nią żadne konsekwencje, Noelia roześmiałaby się. Profesor uwierzyła we wszystko, co jej powiedziała - gdy blondynka nie uroniła ani jednej łzy, nie dostała też ataku histerii. Nic dziwnego - w końcu wiadomości nie przekazano ustnie. Ponadto Noelia sądziła, że Katarzynę nie interesowała nauka oddzielania kłamstwa od prawdy, mimo że szatynka uczyła się bardzo dobrze.
   - Bardziej zależy mi na znalezieniu odpowiedzi na pytanie ,,dlaczego ja?” i pozbyciu się plotek aniżeli na wyżalaniu się komuś - wygłosiła jasnowłosa. - Wyżalanie się w tym przypadku nie pomoże, może tylko zaszkodzić.
   - Zaszkodzić raczej nie, ale to dobrze, że chcesz działać.
   Noelia wywróciła oczami. Profesor mogła powiedzieć coś więcej niż tylko prawić banały, jakby wierzyła, że to rozwiąże wszelkie problemy.
   - Masz jakiś pomysł na zneutralizowanie plotki? - zapytała blondynka. - W końcu nazywają cię Profesor.
   - Puścić plotkę według której jesteśmy niewinne, tak, żeby jak najprędzej dotarła do Agi. Ona na pewno rozniesie ją dalej.
   - Nie sądzę. Znaczy, może, ale nie przekaże innym tylko tego, że jesteśmy niewinne. Musiałybyśmy kogoś innego obarczyć winą.
   Szatynka pokręciła głową w zamyśleniu.
   - No nie wiem - odezwała się ostrożnie, jakby obawiała się, że lada chwila tuż obok zmaterializuje się stwór gotowy pożywić się jej ciałem. - To poważna zbrodnia. Ktoś może skończyć przesłuchiwany przez policję, jeśli dotrą do niej te brednie.
   - A ty chcesz być przesłuchiwana?
   - Jasne, że nie.
   - No właśnie - rzekła Noelia. - Poza tym, nie chcę uciekać z tej szkoły, a naprawdę nie mam dokąd pójść. Rodzice się stąd nie przeprowadzą, choćby powiedziano im, że w nasz dom uderzy tornado.
   Jasnowłosa nie wątpiła w to, że Jolanta i Krzysztof przeprowadziliby się do innej miejscowości, gdyby zaszła taka potrzeba, lecz wolała tego nie sprawdzać. Poza tym, żeby można było w ogóle mówić na temat przeprowadzki, nastolatka musiałaby poudawać, że jest gorzej niż faktycznie było. W tym celu prawdopodobnie konieczne stałoby się nauczenie się płakać oraz wiarygodnie histeryzować. A co, jeśli trzeba by było spędzić jakiś czas w szpitalu psychiatrycznym?
   Profesor odchrząknęła, przywołując Noelię do rzeczywistości.
   - A może powinnyśmy puścić w obieg plotkę nie o nas i nie o tym, kto porwał czy zabił tamtą dziewczynę, a o Adze?
   - O niej i tak krąży mnóstwo plotek. Jeszcze jedna jej nie zaszkodzi... chyba że...
   Mogłybyśmy sprawić, żeby cała szkoła myślała, że Kombinator jest w to zamieszany. Uwierzyliby jak nic. Osoba, która nawet nie chodzi do tej samej szkoły i jest podejrzana? Na bank winna! Poza tym, i tak miałam nagadać coś kumplom Kombinatora. Dlaczego by nie rozszerzyć tego planu?
   Katarzyna zmrużyła oczy, a następnie wyplątała palce prawej dłoni ze swoich włosów. Pozwoliła im swobodnie opaść na ceratę.
   - Chyba że co?
   - Znam osobę idealną. Mogłybyśmy wskazać ją jako winowajcę.
   - To nic innego jak wrabianie w morderstwo.
   Wydusiwszy z siebie to ostatecznie brzmiące słowo, szatynka spuściła wzrok, by zacząć obrysowywać kciukiem kształt mieniącego się czerwienią jabłka, rozłożonego na szczycie pozostałych owoców umieszczonych w kremowej misce. Sprawiała wrażenie skupionej na tym zajęciu.
   - To nie jest wrabianie w morderstwo - zaperzyła się Noelia, prowokując Profesor do ponownego spojrzenia w górę. - Wrabianie wymagałoby dostarczenia fałszywych dowodów, na co bym się nie skusiła. W najgorszym wypadku ta osoba skończy na przesłuchaniu. - Obdarzyła siedzącą naprzeciwko dziewczynę spojrzeniem po brzegi wypełnionym pogardą. - Poza tym, jakie jest prawdopodobieństwo, że coś takiego się przydarzy? Jeśli ludzie nie posiadają dowodów, powiedzą, że to wszystko plotka. A kto jest największą plotkarą? - Klasnęła dłońmi. - Aga. Dziewczyna wtedy na pewno się przestraszy i powie, że wszystko wymyśliła.
   Kciuk szatynki na chwilę odkleił się od ogonka dojrzałego jabłka. Zastygł w powietrzu tuż nad nim, gotowy w każdym momencie ukończyć dzieło.
   - Nie powie tego, skoro nie jest pomysłodawcą plotki, co doprowadzi ją do nas.
   Na ustach Noelii pojawił się przedrzeźniający uśmiech.
   - Coś ty, plotkarom nikt nie wierzy. Wszyscy pomyślą, że zmyśla, byle się wyrwać z tarapatów.
   Nawet nie wiem, w jakim celu te plotki są w ogóle rozgłaszane - żeby sprawdzić, jak daleko dojdą i jakich zniekształceń doznają?
   - Oczywiście - dodała - policja może wziąć pod uwagę dwie ewentualności i nie wierzyć Adze, a jednocześnie próbować wyciągnąć coś od tej osoby, która przekazała plotkę Adze.
   - Ale tą osobą będzie jedna z nas... Czekaj, ty chcesz przekonać kogoś do przekazania plotki Adze? I jak chcesz to zrobić?
   Noelia ostentacyjnie podniosła ręce do góry, po czym jakby wmawiając organizmowi, że ważą tony, opuściła je na pokrytą miskami z owocami ceratę.
   - Siłą perswazji - obwieściła triumfalnie.
   Katarzyna sprawiała wrażenie odrobinę zaniepokojonej tymi słowami.
   Czy ona ma mnie za psychopatkę gotową w każdej chwili poderżnąć jej gardło, jeśli powie coś nie tak?
   - Zamierzasz nagadać coś drugoklasistom? - podsunęła Katarzyna. - Tam mają dwie takie plotkary.
   - Nie zamierzałam, ale to dobry pomysł.
   - Właściwie nie wiem, po co to robimy. - Kciuk szatynki obniżył się wystarczająco, aby sięgnąć ogonka jabłka. - Może zwyczajnie powinnyśmy nic nie kombinować. Przecież jeśli zacznie węszyć tu policja, wygadają, że to wszystko plotki, łącznie z tymi, co je wymyślili.
   Profesor nie pojmowała powagi sytuacji. Nie rozumiała, że ludzie zrobiliby wszystko, aby uratować własną skórę. Jeżeli ktoś pomyślałby, że czekają go o wiele gorsze reperkusje, jeśli przyzna się do puszczenia w obieg nieprawdy, zrobiłby wszystko, by ta nieprawda okazała się prawdą - sfałszuje dowody i jeśli jest w tym wystarczająco dobry, nikt tego nie odkryje.
   W jakim świecie ty żyjesz? Czas się z niego wybudzić.
   - A co, jeśli ktoś pomyśli, że czekają go gorsze konsekwencje, jeśli przyzna się do puszczenia w obieg plotki? Co, jeśli zaczną fałszować dowody?
   - Jakie fałszywe dowody? - Profesor podniosła głos. - A ty potrafisz fałszować dowody tak, by władze się nie zorientowały?
   Nie potrafię, jednak istnieją ludzie, którzy znają się na tym lepiej lub gorzej. Założenie, że każdy na początku radzi sobie gorzej, do niczego nie prowadzi. Gdyby tak było, wszyscy zostaliby wyłapani, nie pozostawiając tych, którzy znają się na fałszowaniu lepiej. Umiejętności tego rodzaju wynikają zatem z talentu. Owszem, każdy na początku jest gorszy, ale każdy startuje od innego punktu bycia gorszym.
   - Tak myślałam - mruknęła szatynka.
   Nie, wcale nie myślałaś. Gdybyś myślała, doszłabyś do wniosku, że odpowiedź na to pytanie wymaga zastanowienia się.
   - Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia - odparła jasnowłosa, przeistaczając powietrze wokół w kule gradu o rozmiarach pięści. - Nigdy czegoś takiego nie próbowałam.
   - Oni także nie, a nie można być w czymś dobrym bez ćwiczeń...
   Ale można być w czymś z natury lepszym od początku. Oczywiście, kujonki to ignorują. Wolą myśleć, że dobre oceny są wyłącznie ich wyborem, a reszta społeczeństwa to lenie rozwalające się na tapczanie.
   - No i po co ktokolwiek ze szkoły miałby coś takiego robić? - ciągnęła Profesor. - Nie łatwiej powiedzieć, że słyszało się coś od kogoś innego?
   - Owszem, ale wtedy nie byłoby to wiarygodne.
   Szatynka prychnęła, oburzona.
   - Bardziej niż wyskakujące znikąd fałszywe dowody.
   Noelia tylko uśmiechnęła się niewinnie, po czym skierowała wzrok na jedną ze szmaragdowych szafek.
   - Na tapczanie siedzi leń - wyrecytowała. - Nic nie robi cały dzień.
   Zdawała sobie sprawę, że zachowuje się bardzo podobnie do Kamili, ale miała to w głębokim poważaniu. Życie polegało na robieniu tego, co się żywnie podoba, nie martwieniu się, że podąża się czyimiś śladami. Nie zamierzała wybrać innych gałek od poprzedniego klienta, bo było jej głupio kupić identycznego loda.
   Szatynka wstała, z głośnym trzaskiem odsuwając krzesło o szerokim oparciu w barwie zgniłej zieleni.
   - A więc twierdzisz, że jestem leniem? - uniosła się. - Ty, ze wszystkich ludzi? Co ty w życiu osiągnęłaś?
   Noelię bawiło to, jak prędko zdołała wyprowadzić dziewczynę z równowagi. Więc to tak czuło się w ciele wariatki - radość zwycięstwa wzbijała się ponad góry i lasy, zostawiając ślad na niektórych z nich dla zabawy. Za każdym razem, gdy buty coś przygniotły, organizm funkcjonował na jeszcze skuteczniejszych dopalaczach, prowadząc do uzależnienia.
   - Widzę, że z tobą nie pogadam - oznajmiła po chwili jasnowłosa. - Szkoda, bo to ty zaproponowałaś rozproszenie plotki.
   Profesor spojrzała na nastolatkę tak, jakby właśnie na jej oczach piorun trafił człowieka.
   - Że jesteśmy niewinne - uzupełniła.
   Mogłabyś chociaż udawać, że chodzi o inną plotkę. W końcu istniały duże szanse, że zapomniałabym, co tak naprawdę mówiłaś na początku.
   - Spowodowałabyś odwrotny rezultat - powiedziała blondynka, nadal wpatrując się w wybraną uprzednio szafkę. - Wszyscy sądziliby, że to my puściłyśmy plotkę i tylko podejrzewaliby nas bardziej.
   - To samo byłoby, gdybyśmy puściły plotkę o kimś innym.
   Wygłosiwszy te słowa pewnym siebie głosem, Katarzyna z powrotem opadła na krzesło. Najwyraźniej pojęła, że stanie i złoszczenie się w niczym jej nie pomoże. Należało przeprowadzić rozmowę spokojnie, by druga osoba w ogóle wzięła pod uwagę odmienny punkt widzenia.
   - Niekoniecznie - stwierdziła Noelia, przenosząc wzrok na walczącą z gniewem twarz rówieśniczki. - Nowa plotka zasiałaby ziarenko zwątpienia, z którego mógłby urosnąć piękny kwiat.
   - Za to kwiaty innych zostałyby bezpowrotnie zniszczone.
   Jasnowłosa uśmiechnęła się delikatnie. Znała dobrze tego typu wymiany zdań. Szkoda jedynie, że przebiegały one w miejscu, którego żaden normalny człowiek nie chciałby odwiedzać.
   - Uważasz, że to zła rzecz? Załóżmy, że masz dwójkę osób o przeciętnym wynagrodzeniu, ale nie stać ich na pewien lek dla dziecka, które jest śmiertelnie chore. - Noelia dostrzegła, że dziewczyna naprzeciwko niej wygląda na zdegustowaną podanym przykładem, jednak nie przerwała. - Widzą inne dziecko, biedniejsze, które otrzymało lek, ale jest ono bliższe śmierci i tylko ten lek może przedłużyć mu życie... - Blondynka rzuciła szatynce znaczące spojrzenie. - Co robią? Ukradną lek dla swojego dziecka, zaś obcemu pozwolą umrzeć. Podobnie, jeśli ich życie jest zagrożone. Zepchną człowieka z mostu, jeżeli pomoże im to uratować własne życie. Ludzie są egoistami.
   A dlaczego mieliby nimi nie być? Może gdyby ludzie posiadali gwarancję, że za nie bycie egoistami czeka ich wieczne życie... może wtedy przestaliby być egoistami, choć i tak pewnie znalazłby się wariat, który nie pragnie nieśmiertelności.
   - To dość ekstremalny przypadek i tak naprawdę, nie jestem pewna, co myśleć - ogłosiła po chwili namysłu Katarzyna.
   - Nie jesteś pewna dlatego, że jesteś taka sama jak ci ludzie czy boisz się przyznać do bycia bohaterką?
   Na twarzy szatynki pojawiła się niepewność. Nie codziennie odpowiada się na pytania, na które nie do końca wiadomo, jak odpowiedzieć i co one dokładnie znaczą.
   - Żadna z tych rzeczy - odpowiedziała, starając się ukryć swój niepewny wyraz twarzy. - Dlaczego pytasz?
   - Z ciekawości - pospieszyła z odpowiedzią jasnowłosa. - Tak, wiem, ciekawość zabija. Może powinniśmy ją całkowicie wytępić ze swojego życia.
   Wtedy nikt nie robiłby tego, czego mu nie wolno. Wtedy miałabym spokojne życie wypełnione zupełnie innymi materiałami. Może żyłabym krótko, ale byłabym nieświadoma swojej przemijalności, jak każdy człowiek na Ziemi. Niestety, nie istniałoby wtedy szczęście.
   - Teraz to już zaczęłaś gadać bzdury - usłyszała Noelia.
   - I co z tego? Dla każdego coś innego jest bzdurą. Dla mnie bzdurą jest na przykład podrywanie chłopaków, wykonywanie akrobacji w powietrzu i filmowanie wyzwań na You Tube. Dla ciebie bzdurą może być coś, co mówię, ale dla pozostałych już nie.
   Katarzyna była pod wrażeniem tej wypowiedzi. Noelia podejrzewała, że inni rozmawiali z nastolatką na zupełnie inne tematy, a gdy już szatynka miała okazję kogoś upomnieć, ten ktoś wcale nie próbował się bronić, albo uważała ją za kogoś mniej inteligentnego. Nie zdziwiłaby się, gdyby była dla Profesor nikim więcej niż przeciętnym uczniem dyskutującym na zwyczajne tematy, gdzie nie trzeba wymyślać kreatywnych odpowiedzi i bronić swoich racji. W końcu kiedy miała pokazać, jakiego typu konwersacje sprawiają, że czuje się żywa?
   - Ci pozostali lubią się wdawać w takiego typu dyskusje?
   - Pewnie - odrzekła Noelia. - Są jedynymi, którzy naprawdę mnie rozumieją.
   Przed jej oczami stanęła lepiąca się z brudu dziewczyna. Siedziała prosto, z plecami opartymi o niewidzialną przeszkodę. Kolana podkurczyła, jakby rozprostowanie ich zabierało jej energię. Zmęczone oczy tkwiły w błogim śnie. Nadgarstki ocierały się o siebie, jakby myślały, że w ten sposób pozbędą się sznura. Tym razem ciało okrywało inne ubranie - biała bluzka z krótkim rękawem oraz ciemnoniebieskie dresy sięgające za kolana. Buty pozostały niezmienione - adidasy przyozdobione fioletowym zygzakiem ciągnącym się przez środek przypominały, że to w istocie Kamila, nie podróbka.
   Ujrzała fale wyrzucające na brzeg kawałek drewna. Podeszła bliżej, a następnie, zauważywszy, że z grubego fragmentu gałęzi wystaje zwilżona kartka papieru, schyliła się z zamiarem odczytania jej zawartości.
   - I sądzisz, że ja bym nie była w stanie cię zrozumieć? - spytała Profesor, przywołując Noelię do rzeczywistości.
   Pismo było rozmazane, a jednak czytelne.

   Nie mogłam dłużej żyć w takich warunkach. Kto wie, może los zdecyduje się obdarować nas kolejną falą i tym razem znajdziesz coś więcej niż tylko krótki liścik.

   - Noel?
   - Absolutnie nie. Nie ma nawet co próbować.
   Uformowała z liściku kulkę, którą bez namysłu wrzuciła do morza, by kolejno wyciągnąć z torebki starą książkę oraz długopis.
   Katarzyna wyglądała na zbitą z tropu.
   - Więc dlaczego chciałaś, żebym przyszła?
   - To ty chciałaś do mnie przyjść, ja tylko chciałam, by rodziców nie było o tej porze w domu.
   Noelia w swojej wizji wyrwała połowę ostatniej pożółkłej strony i zaczęła pisać.
   - Z jakiegoś powodu mam wrażenie, że nie chodzi tylko o plotki - powiedziała Profesor. - Za bardzo się nimi przejęłaś.

   Jeśli los miałby obdarować nas kolejną falą, niech ta nigdy nie nadejdzie. Ty wszystko udawałaś - udawałaś, że jesteśmy podobne. Bawiłaś się mną, a teraz uciekłaś. Stchórzyłaś. Nie udawaj, że teraz nie stchórzysz.

   - Każdy przejmuje się na swój sposób. Próbujesz mi udowodnić, że moje emocje są fałszywe?
   - Ależ nie - szatynka odchyliła się nieco w tył, zdziwiona - nic takiego. Po prostu przesadzasz. Zanadto przejmujesz się czymś, czym nie powinnaś się przejmować.
   Teraz to Noelia wstała od stołu.
   - Tak samo jak ty. Inaczej w ogóle byś do mnie nie wysłała tamtego esemesa.
   Następnie, nie czekając na odpowiedź, ruszyła ku wyjściu z kuchni. Katarzyna złapała blondynkę za rękę w momencie, gdy jej prawa stopa przekraczała próg.
   - A może zwyczajnie chciałam z tobą porozmawiać? - odezwała się łagodnie. - Chciałam wiedzieć, jak sobie z tym wszystkim radzisz. Zresztą, wydaje mi się, że wcześniej byłaś trochę nie w sosie.
   Nie w sosie? I co ci do tego? To mój nastrój i nie musisz udawać, że ci na nim zależy.
   Obróciła się tak, że jej nos niemal zderzył się z tym szatynki. Dwie pary oczu napotkały siebie nawzajem, po czym odskoczyły, oparzone.
   - I co? - bąknęła Noelia. - Sądzisz, że miałam coś wspólnego z porwaniem tamtej dziewczyny?
   Profesor pokręciła głową, a jej cera ubrała przepraszającą miną.
   - Nie, oczywiście, że nie, tylko... pomyślałam, że może wpadłaś w depresję. Tak się dziwnie zachowujesz ostatnio i może potrzebujesz...
   Potrafiła ocenić jej zdrowie psychiczne po zaledwie kilku dniach? Za kogo ona się uważała? A może sama przechodziła kiedyś depresję i sądziła, że jeśli widzi osobę w podłym nastroju nie trwającym wyłącznie jeden dzień, na pewno ta osoba odczuwa to, co ona. Bardzo niemądre podejście jak na kogoś z wysokimi ocenami.
   - Pomocy? - wtrąciła z wyrzutem Noelia. - Chcesz mnie wysłać do psychologa?
   - Może to by coś pomogło...
   Wzrok Noelii powędrował ku łokciowi lewej ręki. Palce rówieśnicy wbijały się w skórę niczym kleszcze, nie zezwalając na ucieczkę.
   - Nie masz prawa wmawiać mi chorób, których nie posiadam - powiedziała jasnowłosa nieznoszącym sprzeciwu głosem, usiłując wyszarpnąć rękę. - Nie znasz mnie wystarczająco, abyś wiedziała, przez co przechodzę.
   Katarzyna, załapawszy, o co chodzi, puściła łokieć Noelii. Następnie ukryła ręce za plecami.
   - Więc pozwól sobie pomóc.
   Noelia parsknęła śmiechem.
   - Dlaczego tak cię obchodzi moje zdrowie? - zapytała, szczerze zaciekawiona. - Przecież wiem, że jesteś niewinna i nie będę rozpowiadać, że jest inaczej. Może jesteśmy obie podejrzewane, ale to nie znaczy, że będę rozsmarowywać na tobie winę. Nie przyniosłoby mi to żadnych korzyści. Poza tym, policja nie udowodni naszej winy, prawda?
   Mrugnęła porozumiewawczo do Profesor, by potem udać się długim korytarzem ku wyjściu z budynku - jak gdyby to nie był jej dom. Po drodze chwyciła torebkę, którą uprzednio zostawiła na schodach pokrytych dywanem w grube zgniłozielone oraz waniliowe pasy.
   - Noel...
   Przerzuciła torebkę przez ramię. Nie zwracając uwagi na wypowiadane przez szatynkę zdrobnienie, wyszła na dwór.
   Sądzi, że powinnam do niej wrócić? Niby w jakim celu - po to, żeby straszyła mnie psychologami, po to, żeby próbowała znaleźć powód mojego odmiennego nastroju? Ona ma jakieś urojenia. Ze mną jest wszystko w porządku. Nawet jeśli w moim zachowaniu da się dostrzec jakąkolwiek zmianę, jest ona na tyle subtelna, że nie wykryje jej przeciętny uczeń, tylko tej się wydaje, że potrafi postawić diagnozę. Ciekawe, czy gdybym zapytała ją, czy cierpi bądź cierpiała na depresję, odpowiedziałaby twierdząco, ale to później. Teraz wolę poczuć wiatr we włosach, a ona niech siedzi w moim domu. Zapewne nie będzie siedziała w nim cały dzień, aż do mojego powrotu. Z dłuższego pobytu wynikłyby jednak interesujące wydarzenia. Jak wytłumaczyłaby swoją obecność Krzysztofowi i Jolancie? Chyba nie miałaby odwagi przekazać im, co omawiałyśmy. Czym się nasza wymiana zdań skończyła, pewnie już tak.


*


   Przed oczami zamigotały tysiące czarnych warstw, zbite w ciasną, falującą ścianę. Powoli przeobrażały się w szarość, zezwalając oku na dostrzeżenie ich istnienia, a następnie w transparentną biel. Wyciągnęła przed siebie rękę przyklejoną do czarnej rączki noża z zamiarem przecięcia wszystkiego, co wirowało i tańczyło. Niestety, nie było to takie proste. Materiał chwytał nóż, jakby z zamiarem przekształcenia go w swoją barwę niczym kameleon, owijał się wokół niego łapczywie, jakby nie spożył ani jednego posiłku przez tysiąclecia, demonstrując swoją niezniszczalność. Lecz nie na długo. Wkrótce, dzięki regularnym ćwiczeniom, zdobędzie konieczną siłę do przedarcia się na drugą stronę. Prawdopodobnie poczuje ją już dzisiaj. Przecież tyle trenowała, tyle czasu spędziła zmagając się z demonami, by teraz nie dać rady? Da radę. Resztki wstydu, strachu i winy na zawsze zanurzą się pod wodami Pacyfiku i nikt nie wydobędzie ich na zewnątrz. Przez jej głowę nigdy nie przepłyną słowa ,,winna” i ,,niewinna”. Chora obsesja wyparuje, pozostawiając umysł, którego nie obchodzi opinia innych. Winy nie ma. Wina jest subiektywna.
   Paraliżujące oczy spojrzały na nią. Zasłona została częściowo przecięta, niemniej dzieło nie zostało jeszcze dokończone, toteż mało światła przez nie odbijanego zostało zarejestrowane przez Noelię.
   Niebawem oczy przestaną się uśmiechać, przestaną bawić się w dentystę - zamienią się w kulki niewypełnione egzystencją.
   - Odłóż ten nóż - powiedziała ze spokojem Kamila. - To nie jest to, co chcesz zrobić.
   Wariatka lękała się śmierci. Strach przestał się ukrywać. Jego dźwięk brzmiał donośnie w uszach Noelii - wystukiwał szybki rytm, przenikliwy i tajemniczy. Już niedługo dźwięk ten przeobrazi się jedynie w echo, które okrąży błękitny glob, by zniknąć na zawsze.
   - A co według ciebie chcę zrobić, jeśli nie to wszystko zakończyć, jeśli nie żyć szczęśliwie dalej?
   Niedoszła zabójczyni opuściła głowę.
   - Nigdy nie będziesz miała szczęśliwego życia, jeżeli poddasz się presji chwili - oświadczyła głosem wypranym z wszelkich emocji.
   - Co masz na myśli? - zapytała tak samo beznamiętnie Noelia, opuszczając nóż. - Sądzisz, że będę żałowała?
   A czy Kamila żałowała wrzucenia jej do ruchomych piasków? Prędzej uznała to za porażkę, gdy do niej dotarło, że niedługo zakończy żywot, ale nie było jej przykro z powodu przeżyć Noelii. Szarooka chciała to wszystko wykrzyczeć, jednak wiedziała, że jedynie wystawiłaby na światło swoją słabość.
   - Tak, bo odkryją, że to ty mnie zabiłaś - stwierdziła uwięziona. - Każdy zebrany tu dowód będzie świadczył przeciwko tobie.
   - A co, jeśli nic ci nie zrobię? Istnieją równe szanse na odnalezienie ciebie. Kiedy cię znajdą, powiesz im dokładnie, kto cię przetrzymuje. Po śmierci nie będziesz do tego zdolna. Nie jestem głupia. Wiem, jak sfałszować dowody.
   Melodia zwolniła, nabierając przenikliwości. Dołączyły do niej kościelne dzwony, które dodały uczucia nieuchronności.
   - Pozwolisz swojemu przyjacielowi wykonać robotę za ciebie? - zdziwiła się związana. - Albo jeszcze lepiej, on każe wykonać ją komu innemu, tak, by nikt go z tym kimś nie powiązał...
   Ostatnie słowo wymówiła powoli, pozwalając mu rozpłynąć się w powietrzu. Jego brzmienie pasowało idealnie do melodii wytworzonej przez umysł Noelii.
   - Co cię to interesuje?
   - Doradziłabym ci w kilku sprawach, jeśli chciałabyś zamordować kogoś, kto nie jest mną - rzekła Kamila, po czym uniosła głowę, by spojrzeć w oczy wroga. - Co więcej, nie skończyłam mówić. Jeśli zrezygnujesz z zabicia mnie, nie powiem nikomu, że to ty mnie przetrzymujesz. Mogę skłamać, że zrobił to ktoś inny...
   Noelia prawie otworzyła usta ze zdziwienia.
   Melodia zwolniła jeszcze bardziej. Brzmiała nienaturalnie, jakby jej twórca właśnie zdał sobie sprawę, że może kreować ją przez miliardy lat, lecz kiedy skończy mu się pomysł i choć na chwilę zatrzyma swoją pracę, sczeźnie. Musiał więc tworzyć, myśleć w przód i oszczędzać energię jednocześnie.
   - A więc tak naprawdę chcesz się zemścić na kimś innym, a ja miałam służyć jako pomoc do osiągnięcia tego celu? Powiedz mi... skąd widziałaś, że to będzie działać?
   - Nie mogę tego wykluczyć. Widzisz, jest mnóstwo osób, na których chciałabym się zemścić. Jeśli któraś z nich złapie się na plaster, to go wykorzystam...
   Uwięziona pozwoliła zawisnąć ostatniemu wyrazowi w powietrzu, jakby również coś słyszała.
   - Ale skąd wiedziałaś, że ja nabiorę się na twoją pułapkę? - głos Noelii poszybował nieco w górę.
   Uwięziona nie odpowiadała przez chwilę, pochłonięta światem rozwijającym się w jej głowie.
   Świetnie. Nie powie mi. Mogłaby chociaż skłamać, ale nie, musi grać w gierki aż do ostatniej minuty swojego życia.
   Szarooka spojrzała w dół, na nóż - który wzięła ze sobą zaraz po tym, jak Katarzyna opuściła jej dom - trzymany niebezpiecznie blisko prawego kolana. Dlaczego miałaby go teraz nie podnieść i nie dźgnąć wariatki prosto w serce? Przecież to tylko kilka kroków i zdecydowany ruch ręką.
   - Co ma kot, czego nie ma żadne inne zwierzę? - odezwała się w końcu niedoszła morderczyni.
   Poważnie? Ta chwila była jej potrzebna po to, żeby wymyślić kolejny bzdurny temat? Co koty miały wspólnego z czymkolwiek? Noelia nawet nie miała kota. Nie pisnęła też słówkiem o tych zwierzętach w obecności uwięzionej.
   - Zadałam ci pytanie.
   - Jeśli odpowiesz na moje pytanie prawidłowo, poznasz odpowiedź na swoje pytanie.
   Albo lepiej, zanim dźgnę ją w serce, zadam jej sporo innych ran. Niech cierpi. Będę się śmiała jej w twarz.
   - Nie wiem, chęć na myszy?
   Kamila pokręciła głową z widocznym zawiedzeniem.
   - Kocięta - powiedziała. - Odpowiedź na twoje pytanie jest równie oczywista.
   Szarooka przyłożyła sobie wolną rękę do czoła. No tak, rzeczy najbardziej oczywiste są często tymi najmniej oczywistymi.
   - To, że coś jest oczywiste dla ciebie, nie znaczy, że jest oczywiste dla mnie i vice versa.
   Kamila pokiwała niechętnie głową, jakby towarzyszył jej smutek z powodu straty czegoś lub kogoś ważnego.
   - To prawda, dlatego radziłabym ci się przejrzeć w lustrze następnym razem, kiedy będziesz w domu, a jeżeli to nie podziała, zapytaj się innej osoby, co na tobie i w tobie widzi, być może tego twojego kolegi... A skoro o tym mowa, byłabyś gotowa go wrobić?
   Po jakiego grzyba mam się przeglądać w lustrze i pytać innych ludzi o mój wygląd? Nie mam urojeń co do mojej aparycji.
   - To zależy od sytuacji.
   - Tak sądziłam. Czy jeśli obiecałabym ci, że to on będzie uznany za winnego porwania, gdy mnie znajdą, skorzystałabyś z okazji?
   Czy ta wariatka uważała ją za idiotkę? To oczywiste, że nie ,,skorzystałaby z okazji”. Może zrobiłby to ktoś, kto nie ma nic do stracenia i nie obchodzi go, czy spędzi każdy kolejny dzień swojej egzystencji w więzieniu, czy przeżyje wszystkie lata jak kloszard.
   - Nie - powiedziała ostro Noelia. - Wiem, że coś knujesz.
   Kamila obdarowała wroga delikatnym, przywodzącym na myśl płatki róż, uśmiechem.
   - Oczywiście - przyznała. - Po to ma się zdolności makiawelistyczne, żeby manipulować ludźmi, jednak nie powinnaś od razu odrzucać okazji. To świadczy o braku inteligencji. Zamiast tego powinnaś rozważyć, co zyskasz i czy cokolwiek stracisz z układu.
   Nie reaguj gwałtownie - zaleciła sobie szarooka. - Ona tylko chce wyprowadzić cię z równowagi, jak zawsze. Jeśli dasz się z tej równowagi wyprowadzić, wszystko stracone.
   Jeszcze raz spojrzała na nóż, który prawie dotykał jej nogi.
   - Musiałabym się zastanowić, co Kombinator byłby w stanie mi zrobić.
   - Nic, słowo jednego przeciwko dwóm, w tym osobie, która była więziona, nie posiada żadnej wartości.
   Niespodziewanie nadnaturalna melodia ustała, pozwalając drażniącej ciszy wypełznąć z ziemi. Twórca upiornej melodii pożegnał się ze światem istot żywych.
   - Ale on ma przecież mnóstwo kumpli, którzy mogą stanąć za nim murem.
   Niedoszła zabójczyni zerknęła na trzymany przez przeciwnika nóż. W jej oczach kryło się coś, co przypominało przeprosiny.
   Tylko czy Kamila kiedykolwiek by Noelię przeprosiła za to, jak bardzo zniszczyła jej życie? Nie. Gdyby potrafiła się śmiać, śmiałaby się z własnych ,,świetnych” umiejętności manipulacyjnych - i z niedoli dziewczyny. Teraz udawała, że przeprasza, aby Noelia pozwoliła jej żyć. Żałosne.
   - Naprawdę w to wierzysz? - zaciekawiła się uwięziona. - Odwróciliby się w momencie, w którym do ich uszu doleciałyby nieprzyjemne plotki na temat morderstwa.
   - Myślałam o tym, by go wrobić, ale skąd mam wiedzieć, czy nie kłamiesz, czy nie powiesz mu, że próbuję go wrobić?
   Kiedy ta idiotyczna rozmowa dobiegnie końca, zabiję ją i nie będzie mnie już dłużej męczyła. Zasługuję na długie życie pełne szczęścia, nie jego podróbkę, w której wszystko się niszczy po zaledwie kilkunastu dniach użytkowania.
   Uwięziona wzruszyła ramionami.
   - A co to ma za znaczenie? - zapytała jakby samą siebie. - Nie przekonam jego znajomków, żeby mnie tu odwiedzili, a on sam raczej ich tu nie przyprowadzi, bo to tylko utwierdziłoby ich w przekonaniu, że ich kolega zrobił coś nielegalnego.
   - Jeśli powiesz policji, że to ja cię więżę, to nic nie zmienia. Ja nadal zostanę uznana za winną.
   Jak długo mam tu stać i z nią dyskutować? Muszę wracać do domu, bo Krzysztof i Jolanta się wściekną. Zresztą, pewnie już się wściekli, kiedy tylko odkryli, że mnie w nim nie ma. Ale ja po prostu musiałam tu przyjechać, choćby chmury miały zacząć walić mi się na głowę.
   Noelia przeniosła ciężar z lewej nogi na prawą. Nie mogła uwierzyć, że potrafiła tyle wytrzymać na stojąco prawie nimi nie poruszając.
   - Niekoniecznie - spierała się Kamila. - Jeśli znajomi Kombinatora mnie znajdą, zeznają przeciwko niemu, zaś policja pomyśli, że byliśmy parą, ale coś się stało i on mnie więzi, ale ja wciąż nie dopuszczam do siebie faktu, że on mnie nie kocha, tak że zganiam winę na ciebie.
   Wyobrażenie uwięzionej kochającej kogokolwiek poza samą sobą było tak nierealne jak unicestwienie wszystkich chorób świata w ułamku sekundy - ewenement, który przenigdy nie zaistnieje.
   - Ale masz wyobraźnię! - skomentowała szarooka. - Ale skąd my się niby znałyśmy, co?
   Niedoszła zabójczyni zawahała się, jednak tym razem nie potrzebowała dłuższej chwili do namysłu jak pięć sekund.
   - To jest trudniejsze, ale jeśli tylko masz znajomego bądź znajomą, która skłamie, że się znamy, oraz będzie znała moje imię i nazwisko, powinnaś wyjść z wszystkiego bez szwanku.
   Jak niby Noelia miała skłonić kogokolwiek z rówieśników do skłamania w takiej sprawie - do tego kogokolwiek, kto nie był Profesor? Nastolatka wiedziała, że szatynka nie zgodzi się na uczestnictwo w czymś takim.
   Ten plan nie miał szans na powodzenie. A zatem... to koniec. Zabije wariatkę i tyle. Już nie będzie odwlekać tego momentu w czasie.
   - Nasze życia są efemeryczne w porównaniu do czasu istnienia kosmosu - ogłosiła Noelia, unosząc nóż i obserwując z satysfakcją samotną łzę błąkającą się po policzku wroga. Wiedział, że nie ujrzy jutra i wszystkie gwiazdy, którym przypatrywał się w ciągu przypadkowej egzystencji, zgasną. - Życie całej planety jest efemeryczne we wszechświecie... Pamiętam, jak sprawdzałam w słowniku znaczenie słowa ,,efemeryczny”. Byłam zaskoczona, że początkowo w grece oznaczało ono ,,istniejący przez jeden dzień”, ale wszystko pasuje.



Bez względu na to, co sobie myślicie, to nie jest ostatni rozdział. To nawet nie jest przedostatni rozdział, chociaż... ups, może nie powinnam nic zdradzać.
Haha, nie mam pojęcia, kiedy wcisnę ten żart, nie bić mnie. ;P
Na studia się dostałam, bez obaw. :)
Słyszeliście o Amy's Baking Company? I czemu ja odnoszę wrażenie, że większość z Was słyszała?...
U sąsiada po przeciwnej stronie było włamanie w nocy. 0.0 Śmieję się, że nie było u nas, bo akurat nie spałam i oglądałam telewizję (było straasznie późnooo). Jak wiadomo, światło odstrasza potencjalnych złodziei. (; Zabawne (dobra, to nie jest zabawne) to, że nie wiedziałam, że ktoś się u sąsiada kręci, bo pies czasem tak ma, że szczeka po nocach nie wiadomo po co i na co. Tia, tyle że on nie biega po całym podwórku, więc włamywacze i tak by się mogli włamać.
Zabawne, że w ,,Jeden z dziesięciu” padło pytanie dotyczące słowa ,,kilwater”, a pytany nie odpowiedział. ;D Co to jest, już wiecie.
Jak szczur, tańczmy i śpiewajmy! ;D
A teraz posłuchajcie sobie (wiem, znowu z ,,Hannibala”): https://youtu.be/OyBgx8TwB3Q

wtorek, 11 lipca 2017

ROZDZIAŁ XI

   Noelia nie zrozumiała.
   - Co mają z tym wspólnego gwiazdy? One przecież nie determinują tego, kto zostanie zabity.
   - Czyżby? - zdumiała się uwięziona. - Gdyby nie istniały, nie byłoby nas tutaj.
   - Ludzkości owszem, ale gwiazdy nie mają na nas później wpływu.
   To nieprawda, ale może zdołam ją przekonać do tego, że jest inaczej.
   Na wargach Kamili urósł przekonany o swojej racji uśmiech.
   - Właśnie sobie zaprzeczyłaś.
   Noelia odpowiedziała tym samym uśmiechem. Wiedziała, że to nie koniec. Innym razem, na początku ,,znajomości” najprawdopodobniej nie potrafiłaby odszukać wyjścia z podobnej sytuacji, lecz teraz wszystko uległo zmianie. Jej umysł kształcił się w sztuce konwersacji zaskakująco szybko. Pozwalał dojrzeć uprzednio niewidoczne białe punkciki na wielkim prostokącie szarości i wykorzystać je do osiągnięcia celu.
   - Być może, ale zrobiłam to nieświadomie. Wiesz, o co mi chodziło.
   - Wiem - przyznała niedoszła zabójczyni wciąż niezmienionym, zamyślonym tonem. - Gdyby ludzie inaczej dobierali swoich partnerów, także by nas tu nie było.
   Wygrałam. Jestem lepszym graczem od ciebie, Kamila. Czy sądziłaś, że będziesz wygrywać wiecznie? To ja ostatecznie wygram i się ciebie pozbędę. Nikt nie stanie mi na przeszkodzie do długiego życia. Szkoda tylko, że nie mogę się śmiać jak głupi do sera. To byłoby słabością, którą byś wykorzystała.
   - Możliwe, że ja wciąż bym istniała... albo ty, ale nie ty i ja jednocześnie, nie w jednym wszechświecie.
   Kamila westchnęła, sygnalizując, że to jedna z największych głupot, z jaką spotkała się w życiu.
   - Nawet jeśli istnieją inne wszechświaty, nie są one zamieszkiwane przez ludzi. Ludzie nie potrafią osiedlić się na innych planetach, a co dopiero w całym kosmosie.
   - Nie chodziło mi o zamieszkanie całego wszechświata - broniła się Noelia - tylko małego wycinka, tak jak tutaj.
   Kamila ponownie westchnęła. Tym razem w celu pokazania, jak bardzo dziwiło ją ułożenie słów, razem wskazujących na jeszcze większe odmóżdżenie twórcy.
   - Nawet gdyby ludzie mieli zamieszkać tylko wycinek, jak mówisz, potrzebowaliby wiedzy na temat tego, jak przemieniać grunty planet w Ziemię, oraz umiejętności.
   Dobra, dam jej te trzy kanapki i stąd spływam. Nie zamierzam się z wariatką kłócić przez cały dzień. Muszę wrócić do domu przed albo na szesnastą i udawać, że nic się nie wydarzyło. To wymaga energii mentalnej. Nie mogę sobie pozwolić na stracenie jej całej w tym parszywym miejscu.
   Wzrok Noelii zatrzymał się na szarej przestrzeni znajdującej się między prawym udem, a ręką, dokładnie w miejscu, w którym spoczywał niebieski Samsung Galaxy S6. Nie pamiętała, by z powrotem go tutaj odłożyła. Najwyraźniej jej mózg działał na autopilocie. Nic dziwnego. Jeśli chciało się posiadać jakiekolwiek szanse na zwycięstwo w słownych utarczkach, należało porządnie się skupić, pozwalając nieświadomości zatroszczyć się o resztę.
   - Błękitni maruderzy - rozpoczęła po chwili jasnowłosa, niesiona radością nowej myśli, która niczym błyskawica wpadła do umysłu, zasiewając możliwość kolejnej wygranej - to gwiazdy, które jak wampiry wysysają ze swoich sąsiadów ich gazową otoczkę. W ten sposób się odmładzają. Zdobywają dodatkowy materiał do fuzji jądrowej i spowalniają swoją ewolucję. - Przeniosła wzrok na Kamilę, czując, jak rosną radość i podekscytowanie. Były niczym nieustannie powiększający się balon. W przeciwieństwie jednak do balonu, nie zanosiło się, by miały w przyszłości pęknąć. - Ja jestem takim błękitnym maruderem. - Zrobiła przerwę, aby nadać momentowi powagi. - Schwytałam cię, aby przedłużyć swoje życie. To ja cię wysysam, pozbawiam sił. Czujesz się coraz gorzej, prawda? - Uwięziona skinęła głową, zachęcając wroga do kontynuowania, niemniej jej mina nie wyrażała ani zaciekawienia, ani smutku, strachu lub znudzenia. Nie wyrażała niczego. Swoją postawą przypominała lalkę. Patrzyła przed siebie martwymi błękitnymi oczyma jedynie dlatego, że w takie ją wyposażono. Twarz była skierowana w kierunku drugiej blondynki tylko dlatego, że w jakimś kierunku musiała zostać skierowana. Nogi leżały wyciągnięte na betonie wyłącznie dlatego, że należało je w jakiś sposób ułożyć. - Daję ci żywność jedynie po to, by potem ją wyssać, wraz z resztą ciebie, aby moja fuzja mogła dłużej trwać. A potem, gdy zbiorę wszystko, co najlepsze, gdy dowiem się, jak funkcjonuje twój mózg, zabiję cię bez wyrzutów sumienia. Wtedy zemsta będzie najsłodsza.
   Koniec. Wygrała na dziś. Fałszywe wyjaśnienie tłumaczące, dlaczego jeszcze nie pozbyła się wariatki, było tak przekonujące, że nikt nie miał prawa w nie wątpić.
   Sięgnęła w głąb granatowej torebki. Wyciągnęła z niej trzy kromki chleba z masłem i szynką zapakowane w papier śniadaniowy.
   Wtedy martwe oczy Kamili ożyły, świecąc blaskiem, jakiego szarookiej nie dane było nigdy oglądać.
   - Interesujące porównanie - spostrzegła dziewczyna - jednak sam fakt, że jesteś ciekawa, jak działa mój mózg, może przeszkodzić ci w zrealizowaniu planu. - Rzuciła Noelii, która właśnie zrywała papier śniadaniowy z jednej z trzech kromek chleba, wyzywające na pojedynek spojrzenie. - Ja także chcę się stać błękitnym maruderem, chcę żyć dłużej niż to możliwe, dlatego będę trzymała się każdej deski ratunku. - Uśmiechnęła się złowieszczo, podkreślając prawdziwość dopiero co wypowiedzianych słów. - Utrudnię ci poznawanie zakamarków mojego umysłu. Nie będziesz rozumiała nic, z tego, co mówię, aż w końcu za bardzo się przywiążesz i mnie nie zabijesz.
   Za bardzo się przywiąże? Noelia parsknęła śmiechem. Jeśli ona i Kamila poznałyby się w innym miejscu i czasie, w innych okolicznościach, dawałaby nastolatce pięć punktów za każdym razem, kiedy udawałoby się jej wymyślić coś równie absurdalnego.
   - Za bardzo się przywiążę? Do mordercy?
   Szybko pozbyła się resztek papieru śniadaniowego z ostatniej kromki chleba, a następnie wstała z zamiarem zbliżenia się do niedoszłej morderczyni. Nie była głupia. Podejdzie na tyle blisko, żeby wariatka nie mogła dosięgnąć żadnej części jej ciała. Może suka miała dalekosiężne plany, lecz Noelia nie była pewna, czy jeśli znalazłaby się tuż obok, nie zostałaby uduszona. To działanie nie było bezsensowne, biorąc pod uwagę niechęć Kombinatora do zabicia więzionej. Wariatka mogła założyć, że po odejściu Noelii, to on będzie ją karmił.
   Uwięziona uśmiechnęła się, pokazując odrobinę żółtych zębów.
   Noelia stanęła nieruchomo jak posąg. W jej wnętrzu szalała wichura, z którą nikt normalny nie chciałby zadrzeć. Śmiałków oczekiwała nieuchronna i bolesna śmierć.
   Czy ta wariatka chciała ją zmusić do czyszczenia tego paskudztwa czy zrobiła to, by zademonstrować swoją wyższość? Blondynka nie była pewna, co jest gorsze. Jednego jednak była pewna - jeśli prędko nie opuści tego miejsca, eksploduje niczym miliony sztucznych ogni, zapewniając niesamowity spektakl i dołączając opis każdego najsłabszego i najmocniejszego odcienia gniewu, bez pominięcia niczego pomiędzy.
   - Nawet jeśli mnie zabijesz, będziesz odczuwała pustkę, której nikt nie będzie w stanie wypełnić.
   Te słowa powinny były wywołać wybuch, cudem jednak Noelia jeszcze nie eksplodowała w feerii barw. Wypowiedź wroga nie miała sensu i to trzymało ją na nogach. Jaką pustkę miała na myśli autorka? Być może szarooka źle rozumiała niektóre wyrazy. Być może nie rozumiała również kryjących się za nimi emocji. Mogła fałszywie wierzyć, że posiada wszystkie emocje, jakimi natura obdarzyła człowieka. Albo było na odwrót. To Kamila widziała świat na opak - to, co dla Noelii było dołem, dla niej było górą, czerń stopiła się w biel, czerwień w zieleń. Jak zatem ktoś taki jak ona widział niewinność? Czy naprawdę przybrała kolor czarny? Czy była brzemieniem, od którego należy się uwolnić, zakłócaczem pragnień?
   - Jest to tak prawdopodobne, jak złapanie muchy w dwa palce - rzekła Noelia. - Nie jest to niemożliwe, ale prawie nikomu nie chce się w ten sposób łapać much.
   Kamila prawie niezauważalnie pokiwała głową.
   - Sugerujesz, że uczucie pustki jest nam wmuszane, że odczuwamy ją dlatego, że każe je nam odczuwać społeczeństwo?
   - Chodziło mi o to, że większość z nas po prostu nie ma czasu na takie bezsensowne uczucia. Pędzimy ciągle przed siebie, zawsze mamy coś na głowie, naukę, dzieci, pracę... Łap!
   Rzuciła w stronę niedoszłej zabójczyni jedną z kromek chleba. Naprawdę nie mogła podejść już bliżej, nie ryzykując uduszenia. Nastolatka rozchyliła związane dłonie na tyle, na ile było to możliwe, kolejno unosząc je kilkanaście centymetrów w górę. Zdołała pochwycić kanapkę w locie, chociaż mało brakowało do jej upuszczenia.
   - Niewątpliwie - ciągnęła szarooka, obserwując, jak wróg wgryza się w chleb, uprzednio zdejmując zębami plaster szynki - większość z nas skorzystałaby z dylatacji czasu.
   Co jej tym razem odbiło? - przebiegło przez myśli Noelii. - Zapałała nienawiścią do szynki?
   Przełknęła ślinę, starając się ignorować poczynania antagonistki.
   - Zgodnie z teorią względności Einsteina dla osoby poruszającej się bardzo szybko czas płynie wolniej niż w przypadku kogoś, kto przemieszcza się wolno.
   - Wątpię w to, że ludzie przebywający na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej żyją dłużej - wtrąciła Kamila, wyjątkowo niedbale przeżuwając kęsy chleba.
   Nic dziwnego, Noelia też nie zachowywałaby się inaczej, jeśliby ją zmuszono do głodówki, toteż wstrzymała się od komentarza. O tym, że przeciwnik wiedział, jak usprawiedliwić swoją niedbałość i nie wygrałaby z nim w słownej walce, nie wspominając.
   - Wiadomo - przyznała szarooka. - Inaczej wszyscy chcieliby lecieć w kosmos. Gdybyśmy znaleźli się na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, dało to by nam tyle dodatkowego czasu, co nic. Biorąc pod uwagę prędkość dwudziestu ośmiu kilometrów na godzinę, półroczny pobyt dałby nam 0,007 sekundy przewagi.
   Kamila wydała odgłos przypominający śmiech.
   Tak jak myślałam. Ona nie potrafi się śmiać.
   - Co jest takiego w tym śmiesznego?
   Niedoszła zabójczyni wzruszyła tylko ramionami, nie przerywając łapczywie jeść. Czy ona sądziła, że Noelia podejdzie do niej i ukradnie jej tę kanapkę?
   - Posłuchaj mnie - rozpoczęła Noelia, przenosząc ciężar z lewej nogi na prawą. - Nie mam w planach tu dłużej stać i tracić czas. Zamierzałam dać ci te dwie pozostałe kanapki na później i się stąd wynieść, ale widzę, że to nie będzie konieczne.
   Uwięziona wreszcie zwróciła na nią uwagę. Oczy, w których lśniły miliony szpikulców, zaczęły przebijać jej oczy.
   - Nie wszyscy by chcieli lecieć w kosmos - odezwała się po chwili ospale. - Takie wyprawy są niebezpieczne, nie mówiąc o tym, że nie każdy nadaje się do lotu w kosmos. - Przełknęła ślinę, by dodać nieco żywszym tonem: - To mnie rozśmieszyło.
   Z nią trzeba obchodzić się jak z psem. Jeżeli istnieje możliwość nie otrzymania pożywienia z powodu złego zachowania, wariatka stara się to naprawić.
   - Widzę, że głód porządnie ci dokucza. W porządku... Łap!
   Kolejna kromka z masłem i szynką poszybowała w kierunku uwięzionej, celnie lądując na jej kolanach. Gdyby nie wyprostowane nogi, dziewczyna miałaby spore problemy z ułożeniem przyszłego posiłku w pozycji idealnej do spożycia.
   Kamila sprawiała wrażenie podirytowanej, lecz nie odezwała się ani słowem. Pokiwała tylko zachęcająco głową, gotowa na przyjęcie na sobie następnej, ostatniej już, kromki chleba. Noelia uśmiechnęła się i spełniła życzenie.
   - Dobry piesek - mruknęła, obserwując, jak kolejna kanapka ląduje na kolanach wroga.
   - Co powiedziałaś?
   - Że jesteś dobrym psem. Łatwo się uczysz i wiesz, jak masz się zachowywać w mojej obecności.
   Te słowa, zamiast gniewu, wywołały rozbawienie na twarzy przeciwnika.
   - Może to też oznaczać, że jesteś dobrą treserką.
   - Zdecydowanie - rzekła Noelia.
   A potem z wymalowaną na twarzy obojętnością, jak gdyby był to jeden z tych nudnych, ciągnących się w nieskończoność dni, opuściła pomieszczenie.


*


   Drzewa uginały się, oświetlając okolicę niczym miliony lamp ulicznych postawionych blisko siebie. Krzewy jęczały z bólu jak dzieci, które w duchu przeczuwają, że choroba jest śmiertelna. Umierały pierwsze, szerząc zarazę dalej. Domy oddawały ostatnie tchnienie - ich wnętrza, naśladując gejzery, wyrzucały dym na ogromną wysokość. Promienie słońca ledwo co przebijały się przez tę pandemię. Dzienna gwiazda buntowała się przeciwko śmierciom aż tylu ludzi, lecz nic nie potrafiła zrobić. Ziemia miała utracić kolejnych mieszkańców.
   Noelia czuła się wolna niczym komar. Gotowa była polecieć wszędzie, bo mogła, uwolnić się od poczucia winy - bo mogła. Nie musiała niczego udawać. Jakikolwiek rozwój wydarzeń był w zupełności jej dziełem. Wszystkich, którzy podejrzewali ją o morderstwo czy jedynie porwanie, pochłonęły płomienie wiecznego spokoju. Jakie piękne były, kiedy pożerały resztki winy. Człowiek czuje się winny, jeśli istnieją inni za tę winę odpowiedzialni, czyż nie? Jeśli w wyniku wypadku, przez ciebie ktoś stracił rękę, czujesz się winny dlatego, że ta osoba przypisuje winę tobie, a ty czujesz się zobligowany, by idealnie dopasować się do formy, za pewien czas sam odczuwając winę. Nie jest to jednak prawdziwa wina, zaś ciężar wmawiający ci, że powinieneś ją odczuwać. Jeśli osoba wywołująca u ciebie ciężar, zniknie, zniknie i ciężar.
   Kamila nie znajdowała się wśród umierających ludzi zarażonych przez Noelię. Była, co prawda, niedaleko, ale ogniowi nie wydano żadnych rozkazów. Akurat nią szarooka chciała zająć się sama. Czy ktokolwiek dostrzegłby różnicę, gdyby ją zabiła, a później przeniosła na płonące zgliszcza?
   Świetnie. Kolejny nierealny sen, prezentujący wyjście z sytuacji. Niestety, Noelia nie mogła tak po prostu odciąć się od wszystkiego, porzucić myśli i ludzi, którzy nie byli jej potrzebni. Jeśli chciała żyć pełnią życia, musiała najpierw doprowadzić plan do końca - czymkolwiek on teraz był. Wybieganie kilka miesięcy do przodu nie miało sensu. W ich przeciągu wszystko się zmieni.
   Zerwała się z łóżka, a następnie dopadła biurka z prędkością tsunami, jakby znajdowało się na nim lekarstwo na wszystkie choroby - panaceum, którego skuteczność udowodniono, przez co metka ,,lek istniejący wyłącznie w bajkach” została odczepiona. Jasnowłosa złapała swoją zdobycz, niebieskiego smartfona, po czym ułożyła się z powrotem na łóżku. Okryła się niemal po pachy pierzyną schowaną w oliwkowej poszewce, którą zdobiły sporych rozmiarów czarne romby. Odnalazła w kontaktach numer Kombinatora i zadzwoniła.
   Nie musiała czekać długo.
   - Noelka, co biega? - usłyszała.
   - Gówno w beczce - odpyskowała jasnowłosa.
   - Gówna biegają, dobrze wiedzieć.
   Głos Kombinatora sprawiał wrażenie rozbawionego, czego blondynka w ogóle nie pojmowała. Jak może śmieszyć kogoś to, że się zostało obrażonym?
   - Jeśli masz na myśli tę tajwańską restaurację, to może faktycznie biegają. Wszystko ma nam w końcu w niej przypominać o toalecie. Kto wie, może kelnerzy też.
   I szkoda, że mnie tam nie było. Ciekawa jestem, jaka panuje tam atmosfera.
   - Tak w ogóle, co się z wami wszystkimi dzieje? Czuję się non stop pod odstrzałem werbalnym.
   Oni wszyscy zaczynali mówić jednym głosem. Zamiast grupować wyrazy tak, by powstały z nich neutralne zdania, naśladowali ją i zmuszali do odpowiadania kolejnym atakiem, kreując spiralę składającą się z samych odwetów.
   - Panienka wdaje się w dziwne pogawędki - oznajmił rozmówca, utrzymując rozbawiony ton. - To dlatego.
   - Możliwe też, że zadaję się z dziwnymi ludźmi, takimi, którzy by próbowali owinąć tira makaronem, bo to prześmiesznie wygląda, ale nie dzwonię po to, by gadać o głupotach.
   Wyobraziła sobie, jak Kombinator z naciągniętą na twarz kominiarką, jego kumple o wyglądzie przypadkowo zapamiętanych nastolatków, Profesor z nałożonymi na nos okularami w celu uwypuklenia inteligencji, oraz Kamila, nosząca łachmany, wyjmują z bagażnika białej Hondy Jazz matki Kombinatora wiadra wypełnione makaronem. Kolejno, w wizji Noelii, Kamila uzbroiła się w klej i zaczęła sklejać odcinki tak, aby powstała z nich długa lina. Reszta drużyna niemal natychmiast dołączyła do roboty, a ich miny wyrażały zadowolenie.
   Gdyby nie sprawy, które ciążyły na głowie Noelii, ta dostałaby napadu śmiechu, ale musiała się dowiedzieć, dlaczego drań skłamał w sprawie podobieństwa jej i Kamili. Ta myśl dręczyła ją zdecydowanie zbyt długo. Nie liczyło się to, czy otrzyma informacje telefonicznie, czy osobiście.
   - Myślałeś, że się nie dowiem, co?
   - O czym?
   - Nie udawaj. Powiedziałeś, że nie łączy nas żadne podobieństwo oprócz tego, że jesteśmy obie blondynkami oraz trochę podobnie się wysławiamy.
   - Aha, tamto.
   Noelia odnosiła wrażenie, że przestrzeń przed jej oczami zaczęła przybierać czerwony odcień i z każdą sekundą ta czerwień stawała się coraz jaskrawsza. Jeszcze chwila, a jej organy wewnętrzne pękną z bezbrzeżnego gniewu.
   - I jeszcze na dodatek obciąłeś wariatce grzywkę - wysyczała. - Dlaczego?
   - Ty kumasz, jak wcześnie jest? - Blondynka potarła czoło wolną dłonią, nie potrafiąc uwierzyć, że chłopak zamiast odpowiedzieć na pytanie, porusza zupełnie inną sprawę. - Nawet jeśli twoi starzy śpią tak twardo jak stos kamieni, twoja gadanina może ich obudzić, a tego unikamy jak pies ogona, kiedy się za nim ugania.
   Nastolatka kolejny raz potarła czoło. Nie była pewna, o co ma być bardziej wściekła - o to, że uznano ją za niezbyt inteligentną, czy o to, że rozmówca nie popisywał się inteligencją. Gdyby kogoś mogła ta rozmowa obudzić, nie miałaby ona miejsca.
   - Nie ma ich właśnie dlatego, że jest wcześnie. Musieli wstać, żeby jechać do lekarza...
   - W niedzielnym dniu?
   - Tak, w niedzielę. Nie tylko ty masz prawo do zaginania prawdy. Myślisz, że nie jestem wystarczająco silna, żeby coś ci zrobić? Myślisz, że nie mam znajomych, którzy stanęliby za mną murem?
   Rzecz jasna, nie znała żadnej osoby, która pomogłaby jej w każdych okolicznościach. Maciek prawdopodobnie by się nadawał, lecz dziewczyna wolała, żeby nic nie wiedział o Kamili, niemniej Kombinator nie miał o niczym zielonego pojęcia - owszem, wiedział, że istnienie uwięzionej należy ukrywać przed przyjacielem, ale nie mógł wiedzieć, czy o eskapadzie Noelii dowiedział się ktoś jeszcze. Jasnowłosa wykluczała, by Maciek informował Kombinatora o tym, z iloma osobami się przyjaźniła. O takich rzeczach zwyczajnie się nie dyskutuje.
   - Nie wymigasz się od odpowiedzi - dodała po pełnej znaczenia pauzie.
   - No dobra - zgodził się Kombinator, zrezygnowany. - Pamiętasz, jak się skaleczyłaś?
   Oczywiście, że pamiętała. Kto by zapomniał coś takiego?!
   - Nie chciałem, by ta krew ci ciągle przypominała o tym, co się stało.
   - Co to ma do rzeczy? Wariatka ciągle przypomina mi o tym, co się stało swoim zachowaniem. Poza tym, nie da się nie widzieć, w jakim jest stanie.
   - Fakt, drobny błądzik.
   Czy w jego słownictwie nie mieściło się słowo ,,błąd”? Noelia pokręciła głową, zdenerwowana jak prawie nigdy.
   - Błądziczek może jeszcze, co? - zakpiła. - W zasadzie nie był to żaden błąd, a przypadek braku myślenia, przez co ściągnąłeś na siebie moje podejrzenia. - Przerwała, aby zebrać myśli. - A teraz, dlaczego nie powiedziałeś, jak bardzo jesteśmy do siebie podobne?
   - Czułabyś się gorzej, gdybyś wiedziała, nie?
   - Wtedy może tak, chociaż wątpię. Przynajmniej łatwo byłoby mi się domyślić, dlaczego wybrała akurat mnie na swoją ofiarę.
   Wtedy być może nigdy nie odniosłaby wrażenia, że choć na wolności, przegrywa. Zachowanie wariatki brało się zapewne z przypuszczeń, że Noelia sama ma problemy psychiczne, gdy w rzeczywistości było inaczej. Teraz dziewczyna musiała się podnieść i udowodnić, że z nią wszystko w porządku. Jeśli suka pragnęła pastwić się na kimś słabym psychicznie oraz towarzyszyło jej przekonanie, że dobrała się do właściwej osoby, czekało ją rozczarowanie.
   - Nie widziałaś, że jest do ciebie podobna?
   - Nie i zaskoczę cię, nie mam problemu z zapamiętywaniem i rozpoznawaniem twarzy innych ludzi. Po prostu sądziłam, że mój mózg gra sobie ze mną w grę symulującą rzeczywistość. Myślałam, że to, co widzę, nie jest prawdą. A ty to wykorzystałeś.
   - W dobrych celach.
   Naprawdę w to wierzył czy tylko próbował jej wmówić, że to, co mówi, jest prawdą?
   - Jak widać, niedobrych - podniosła głos Noelia. - Inaczej nie wydzwaniałabym do ciebie o tej porze!
   Zerknęła na ekran smartfona, aby sprawdzić, która dokładnie była godzina. Niestety, ku jej przerażeniu, w jego prawym górnym rogu widniały cyfry układające się w szóstą piętnaście. I wtedy do niej dotarło, że zapomniała zapytać przyjaciela Maćka, czy jest sam w domu. Może chłopak nie mógł rozmawiać o niektórych sprawach dlatego, że jego rodzice spali obok w sypialni, jednak gdyby spotkali się twarzą w twarz, otrzymałaby coś przypominającego autentyczną odpowiedź. Wciąż, odpowiedź przypominająca autentyczną odpowiedź to nie autentyczna odpowiedź. Po co ona w ogóle do niego zadzwoniła? Jak mogła uczynić coś tak nieodpowiedzialnego? Kombinator nie był jej przyjacielem, w istocie był jej wrogiem - którego musiała w jakiś sposób wyeliminować z gry, jeśli chciała pozbyć się Kamili na zawsze.
   - Wariatka coś wie? - zapytał znienacka interlokutor.
   Blondynka prawie podskoczyła, zaskoczona.
   - Wie o czym?
   - Że panna myślała, że wcale nie jesteście podobne?
   Oczywiście, że wie. Na pewno wszystko rozszyfrowała. Jest zbyt inteligentna, żeby tego nie zrobić.
   - Skąd mam to wiedzieć? Ona ci nic nie powie. Wyciąganie od niej czegokolwiek przypomina wyciąganie informacji od człowieka zamkniętego w żelaznej dziewicy. Mimo że wie, że czeka go niechybna śmierć, niczego nie powie właśnie dlatego, że wie, że czeka go niechybna śmierć.
   Już słyszała w głowie głos uwięzionej zaprzeczający wszystkiemu. Ludzie nie chcą umrzeć, dlatego spróbują wszystkiego, co się da, by przeżyć, nawet jeśli są 99% przekonani, że ich próby są na nic - ponieważ brakuje jeszcze tego jednego procentu pewności. Zatem ci, których by zamknięto w żelaznej dziewicy, wyjawiliby prawdę przesłuchującemu. Ale Kombinator nie był Kamilą i nie kłócił się o takie drobnostki.
   - Ma to sens - stwierdził. - Gdybyś jednak jakoś przekonała wariatkę, że dasz jej pójść luzem, ta by wszystko wypaplała, masz to jak kasa w banku.
   Takie rzeczy w ogóle na uwięzioną by podziałały? Ona była inna od wszystkich i zachowywałaby się inaczej tylko po to, by zademonstrować, jak bardzo inna.
   - Po co miałabym przekonać ją do czegoś tak absurdalnego? I tak by mi nie uwierzyła.
   - A może by uwierzyła.
   Noelia westchnęła.
   - Ona nie jest tępa. Jeśli uwierzy, to tylko dlatego, że wie, jak może wykorzystać nową sytuację.
   - Dobra, jak chcesz, ale radziłbym ci mnie posłuchać.
   Na jakiej podstawie? Nie ufała Kombinatorowi, o czym zapewne on sam wiedział. Obdarzyła go jedynie fragmentem zaufania, koniecznym do przeprowadzenia operacji. Nie chciała umrzeć, z tego powodu desperacko przylegała do każdej możliwej opcji, licząc na to, że któraś ją uratuje. Zupełnie jak w osądzie Kamili, tej żyjącej w jej umyśle.
   - Nie biorę pod uwagę opinii ludzi, którzy są takimi tchórzami, że boją się pokazać własną twarz. Myślałam, że razem siedzimy w tym bagnie i mi pomożesz.
   - Przecie...
   - Nie próbuj się bronić. Tylko niepotrzebnie się zmęczysz. Żebyś mi pomógł... inaczej, żebym brała twoją pomoc na serio, muszę ci ufać. Nie mogę ci ufać, jeśli nawet nie wiem, kim jesteś. Nawet nie znam twojego imienia, do cholery.
   Nie przesadziłam z tą reakcją? Chyba nie. W każdym razie, przekonamy się, czy będzie postępować jak normalny człowiek. Może okaże się, że zastraszanie nie będzie konieczne.
   - Bo nigdy nie pytałaś - burknął nastolatek. - Jestem Adrian.
   Jaki byłby numer, gdyby okazało się, że to nie jego prawdziwe imię!
   - Pytanie o takie błahostki mnie nie interesowało z powodu furiatki, która dybie na moje życie.
   - Ja także byłem zajęty... pomaganiem.
   Byłeś, to prawda, ale nie myśl, że rozmowa między nami skończona.
   - Ale po co ta kominiarka? Jeszcze podczas porwania, to rozumiem, ale później, kiedy byliśmy sami? I dlaczego i mnie nie mogłeś skombinować kominiarki?
   - Kominiarki nie muchomory, nie pojawiają się znikąd nawet kiedy nikt ich nie potrzebuje.
   - To mogliśmy iść razem...
   Rzecz jasna, Noelia nie zgodziłaby się na kupno kominiarki tuż przed schwytaniem niedoszłej zabójczyni. Była tylko ciekawa, czy Kombinator byłby skłonny wpakować ją w kłopoty.
   - Żeby - przerwał przyjaciel Maćka - każdy ludź wiedział, gdzie byłaś i cię podejrzewali? No, kabała jak nic.
   Blondynka wywróciła oczami, przypominając sobie, kiedy ostatnio chłopak użył tego terminu.
   - W porządku, na tym polu wygrywasz, ale to nie znaczy, że ci w zupełności ufam.
   - Byłbym zdziwiony, kurde, gdybyś ufała.
   - Oczywiście - powiedziała Noelia. - Wyłącznie idioci ufają innym na ślepo... i zakochani, a ja nie jestem żadną z tych osób.
   - Aleś żeś skromna - skomentował Kombinator. - Wszystko już? Kończyć wypada. Ktoś dobiera się do drzwi. Niedługo je chyba wysadzi.
   A ty mówisz, że ja wcześnie do ciebie wydzwaniam. Jak nie ja, to twoi kumple cię dręczą. Niebezpiecznie posiadać tylu znajomych.
   - Kup im dynamit na urodziny - zażartowała jasnowłosa. - Wtedy naprawdę mogą coś wysadzić.
   Rozłączyła się bez słów pożegnania, a następnie położyła smartfon obok prawego ucha na oliwkowej poduszce przyozdobionej dwoma olbrzymimi czarnymi rombami. Miała świadomość tego, że to złe miejsce dla takich urządzeń, ale na razie nie chciało jej się ruszyć z łóżka.


*


   Smutek to dziwne uczucie. Towarzyszy nam od zarania dziejów, kiedy przeszłość nie potrafiła sprostać naszym wymaganiom, kiedy wiemy, że przyszłość przyniesie same ciemne chmury i nigdy nie ujrzymy słońca, kiedy nie udaje się nam osiągnąć postawionego sobie celu i kiedy wiemy, że jesteśmy nieuleczalnie chorzy.
   Noelia nie różniła się niczym od tych wszystkich ludzi przemierzających błękitną planetę. W tej chwili potrafiła współczuć nawet osobom zmagającym się z najgorszym rodzajem raka. Sama toczyła podobną wojnę. Kamila nie była niczym innym jak rakiem próbującym złamać wszystkie zabezpieczenia, wirusem na komputerze i wirusem w organizmie jednocześnie. Niszczyła ją psychicznie i fizycznie, przewracała się z boku na bok w pianie stworzonej z jej ciała, oczekując na całkowite zamknięcie się systemu, który nie pragnął niczego innego, jak skończyć tę farsę. Dlatego czasem decydował się na pomoc wrogowi. Podczas tych krótkich epizodów wycieńczony organizm uważnie słuchał przeciwnika i zgadzał się na wszystko, udając, że jest zafascynowany jego grą, jego niszczącą siłą.
   Nie ma ucieczki. Kiedy przybrani rodzice wrócą będzie musiała się podnieść, wymyślić powód choroby, by nieco przedłużyć swoje życie. Nie chce przecież umrzeć, tak po prostu, jako osoba nic nie znacząca. Nie chce też, by ludzie opłakiwali ją w sztucznych porywach smutku wywoływanych innymi przykrymi wydarzeniami, żeby tylko pokazać jej przybranym rodzicom, jak im przykro, gdy potem rozeszliby się do swoich domów i śmiali w najlepsze z byle jakiego żartu.
   Powinna zadzwonić do Kombinatora i kazać mu zająć się Kamilą przez jakiś czas? Nie należało nadużywać zaufania Krzysztofa i Jolanty. Następnym razem mogli nie pozwolić jej na wyjście poza podwórko, jeśli doszliby do wniosku, że z blondynką dzieje się coś niepokojącego. Jeśli doszliby do takiego wniosku. Nic by się nie stało, gdyby kolejny raz poszła na wagary, prawda? Nie, nie mogła chodzić na wagary często. To by się wydawało tylko bardziej podejrzane w świecie obecnych wydarzeń.
   Westchnęła, odpychając od siebie szklankę wypełnioną mlekiem prosto z lodówki. Więc to tak jest być smutnym - pomyślała, wpatrując się nieobecnie w bladoniebieską ceratę usłaną miskami wypełnionymi po brzegi owocami. - Każda komórka twojego ciała ciąży, szykuje się do obumarcia, ale w odróżnieniu od śmierci, po przejściu smutku przeważnie coś jest, jeśli człowiek nie postanowi popełnić samobójstwa. Wciąż nie wiem jednak, dlaczego ludzie tak postępują, a nawet pytają o rady w internecie. Jeszcze bardziej nie rozumiem tych, którzy chcą pomóc przyszłym samobójcom. To ich życie, ich sprawa, jeżeli nie odzyskają szczęścia, jeżeli nie zamierzają tego szczęścia odzyskać... Ciekawe, czy tak samo myślałam wcześniej. Nie pamiętam. Świat polega na zapamiętywaniu. Nie mam na to siły. Wiem, muszę się postarać, żeby wrócić do dawnej formy. Wariatka nie może sprowokować mnie do zmiany poglądów, bez względu na to, jakie jesteśmy podobne. To dziwne, czasami myślę, że pomimo wszystko, to ona jest moim sojusznikiem. Nikt inny nie zachęcałby mnie do myślenia, nikt inny nie próbowałby wybadać moich zainteresowań, nikt inny nie miał własnych poglądów i nie starał się ich komuś innemu subtelnie narzucić. To absurdalne, ale w tej chwili chciałabym zadzwonić do Kamili, porozmawiać jak cywilizowany człowiek, pojechać do wielkiego miasta, żeby się znakomicie bawić. Powiedziałabym jej wtedy, że dobrze żyć w takim malutkim uniwersum, zaś ona uśmiechnęłaby się tym swoim charakterystycznym uśmiechem i stwierdziła, że tak, szanse na powstanie akurat takiej planety w ekosferze, na której istnieją dogodne warunki do podtrzymania inteligentnego życia, wynoszą mniej niż zero procent, natomiast nasz wszechświat, wraz z Wielkim Wybuchem, powinny nigdy się nie pojawić. Niestety, taka sytuacja nigdy nie nastąpi. Kamila będzie przesiadywała w więzieniu dopóty, dopóki nie zakończy się jej żywot. Sama się o to prosiła. Gdyby tylko skontaktowała się ze mną jak normalny człowiek, mogłybyśmy stać się przyjaciółkami. Rozumiałybyśmy się jak nikt inny. Rówieśnicy by nam zazdrościli. Dlaczego zaczęłaś tę grę? Co przez to chcesz osiągnąć, tak naprawdę?
   Z powrotem przysunęła do siebie szklankę z mlekiem, którą następnie przyłożyła do ust i opróżniła najszybciej, jak potrafiła.
   A może to ty myślisz, że jestem taka jak ty, ale przypominamy siebie jedynie wyglądem? Może sądzisz, że odnalazłaś człowieka widzącego świat w takich samych odwrotnych barwach i dzięki temu fałszywemu wnioskowi uważasz, że grożenie zabójstwem, aby zostać przeze mnie złapaną, to coś właściwego. Rozczaruję cię. Dla mnie czerń nigdy nie będzie bielą, a biel czernią. Byłabyś w stanie to pojąć, gdybym ci wyjaśniła?
   Zerknęła na zegarek. 11:16. Nie było mowy, by zdążyła pojechać do uwięzionej i wrócić z powrotem tak, by Krzysztof i Jolanta nie dowiedzieli się o niczym. Na dodatek czekała na wizytę dziewczyny, o której przybrani rodzice nie mieli pojęcia.
   I co teraz mam zrobić? Najlepiej, żeby nie wiedzieli, że Profesor tu była. W ten sposób mogliby odkryć, jakie podejrzenia na mnie spadły. Jeśli tylko dojdą do wniosku, że Profesor może mieć coś wspólnego z moim samopoczuciem, mogą zadzwonić do jej rodziców. Ona nie wygląda mi na kogoś, kto ukrywa, co o nim mówią w szkole. Wie, że jest niewinna. Czy jeśli w oczach innych mam być niewinna, powinnam powiedzieć Jolancie i Krzysztofowi o tym, co mówią i o mnie? Nie, to jeszcze za wcześnie. Ale coś muszę im powiedzieć. Najpierw jednak zadzwonię do Profesor i zapytam, czy może wpaść do mnie trochę wcześniej.
   Udała się do swojego pokoju, wzięła smartfon do ręki, po czym napisała:

Hej!
Wiem, pewnie się wcześniej nie wyrwiesz, ale chciałabym, żebyś spróbowała. Jestem sama w domu i naprawdę możemy porozmawiać. Później moi rodzice będą w domu. Obawiam się, że wtedy nasza rozmowa zostanie utrudniona. Po tym, jak się wczoraj popłakałam i dostałam ataku histerii, mają na mnie oko. Pewnie nie siedzą teraz obok mnie wyłącznie dlatego, że musieli gdzieś pojechać. Tak, nie powinnam przejmować się tym, co ludzie mówią, zdaję sobie z tego sprawę, ale ja nie mogę przestać się martwić! Teraz cała szkoła będzie o mnie dyskutowała! I gdzie pójdę do następnej klasy? Wiesz, jak daleko dotarła ta głupia plotka?

Witam!
Tak, nie mogłam się powstrzymać i musiałam dokończyć rozmowę Kamili z Noelią. Poza tym, byliście ciekawi, co Noelia zrobi z tymi kanapkami, nie?
Dla niedowiarków, którzy nie próbowali: muchę da się złapać dwoma palcami. Kiedyś mi się
to udało, kiedy bestia usiadła na pokrywce od garnka. To była zwykła mucha, nie żadna stara i nieruchawa. Prawdopodobnie zmartwienie miała, bo zamiast się wykąpać, lepiła się cała. ;D
Żartu nie ma w tym rozdziale, haha, i chyba w przyszłym także go nie będzie, bo nie chcę, by wydawał się sztuczny i niepasujący do historii. Dobra, on pasuje, ale już nie powiem, czego dotyczy, bo się wygadam i tyle ze mnie będzie, co popiół.
Rozwaliła mnie informacja o tej tajwańskiej restauracji, o której wspomniała Noelia, niczym maszynka do mielenia mięso. Przeczytajcie to: http://hiro.pl/modern-toilet-restaurant-czyli-zjedzmy-w-toalecie/
To bardzo ciekawa aplikacja: https://play.google.com/store/apps/details?id=com.PYOPYO.StarTracker&hl=en Jeśli chcecie, możecie ją ściągnąć, skierować smartfon na wybrany wycinek nieba nocą, kiedy nikt nie patrzy, i zaskoczyć drugą osobę tym, że wiecie, jak się co nazywa, hahahaha. Pod warunkiem, że aktualnie nie ma wielu odcinających się obiektów na niebie.
https://www.youtube.com/watch?v=KaOC9danxNo
Zaczynam odzyskiwać wiarę w ludzkość! ;D
Czekam na wyniki na studia - wiecie, czy się dostanę. Ogłaszają je dwunastego. Ah, czekanie, czekanie...
Theme by Lydia